Gerard Badia: "Niektórzy zarzucają nam brak ambicji"
11.05.2018
Piotr Porębski (SportŚląski.pl): Po znakomitym meczu z Arką Gdynia wydawało się, że jesteście na dobrej drodze do utrzymania. Tymczasem w półtorej tygodnia właściwie spadliście ponownie z nieba do piekła.
Gerard Badia (Piast Gliwice): Tak, już po tym meczu odczuwaliśmy względny spokój i myśleliśmy, że wszystko będzie okej. Piłka nożna jest jednak nieprzewidywalna, bo po niezłym meczu z Arką przegraliśmy dwa kolejne spotkania i nasza sytuacja zrobiła się nieciekawa. Los daje nam jednak szansę, by jeszcze złapać Pana Boga za nogi i wywalczyć to utrzymanie.
Tą nieprzewidywalność piłki idealnie ukazuje baner, który można zauważyć przy wejściu na stadion przy Okrzei „Piast Gliwice – wicemistrz Polski 2016”. Niesamowite jak wasza sytuacja zmieniła się przez blisko 2 lata.
Od kiedy jestem w Gliwicach, to zawsze znajdowaliśmy się w drugiej połowie tabeli i przeważnie walczyliśmy o utrzymanie w lidze. Tamten sezon był jednak dla nas wyjątkowy, bo zajęliśmy w nim drugie miejsce, ustępując tylko Legii Warszawa. Wtedy zmagaliśmy się z zupełnie inną presją niż dzisiaj. Ale tak jak wtedy, wciąż jesteśmy skupieni tylko na sobie – już w sobotę czeka nas bardzo ważny mecz we Wrocławiu. Nie prawdą jest, że nie odczuwamy przed tym spotkaniem żadnego stresu czy zdenerwowania. Wszyscy walczymy o ten klub i chcemy, by ta Ekstraklasa pozostała w Gliwicach na następny sezon.
Kluczowe w meczu ze Śląskiem i Termaliką będzie nie tylko przygotowanie fizyczne, ale także mentalne. Chłodne głowy to chyba teraz podstawa.
Głowa jest absolutnie najważniejsza. Piłkarze mogą być znakomicie przygotowani motorycznie, na 100%, ale jeżeli nie radzą sobie z presją i stresem, nic nie osiągną. My musimy pokazać te „cojones” we Wrocławiu i być gotowi na wszystko. Wiemy o co gramy i albo wrócimy w sobotę do Gliwic bez głowy, albo z bardzo ważnymi trzema punktami.
Przede wszystkim musicie oczyścić głowy po słabym meczu z Lechią. Jakie w ogóle nastroje panowały w szatni po meczu z ekipą z Gdańska? Smutek, zdenerwowanie? Powiedzieliście sobie w szatni kilka słynnych „mocnych słów”?
Cała drużyna odczuwała raczej smutek po tym spotkaniu. Najgorsze jest to, że te nastroje przenoszą się także do życia prywatnego. Wracasz do domu i cała rodzina jest smutna z powodu zaistniałej sytuacji. Temat piłki cały czas obowiązuje, myślisz o nim i analizujesz, dlaczego np. nie zachowałeś się inaczej w danej sytuacji w meczu. Moja żona i ja martwimy się o sytuację Piasta, bo chcemy zostać w Gliwicach, chcemy utrzymać Ekstraklasę. Ja i moi koledzy z drużyny z pewnością damy z siebie wszystko, by to się udało. Niektórzy nam niby zarzucają, że nie mamy ambicji i nie zależy nam na losie klubu. To jest absolutna nieprawda. Nie widzę siebie w innym zespole niż w Piaście. Wszystko rozstrzygną jednak najbliższe dwa tygodnie, a ja nie chce nawet myśleć o sytuacji klubu po ewentualnym spadku.
Właśnie wasza pozycja w lidze jest swoistą zagadką. Personalnie macie naprawdę mocny skład i miejsce tuż nad strefą spadkową wam nie przystoi.
Tak, mamy naprawdę mocną kadrę i wielu dobrych, fajnych zawodników. Najważniejsze jest to, by zawodnicy mieli chłodne głowy i spokojnie przyjmowali krytykę i gwizdy kibiców. My samy sprawiliśmy sobie taką nerwową końcówkę sezonu i bierzemy pełną odpowiedzialność za naszą słabą pozycję w lidze.
Być może wasz los byłby lepszy, gdyby nie te nieszczęsne końcówki meczów i 17 goli, stracone w ostatnich kwadransach. Co może być powodem takiej passy? Długotrwały brak szczęścia czy może koncentracji?
Zazwyczaj naszym błędem było to, że zbyt mocno cofaliśmy się po zdobyciu gola jako pierwsi. W takich sytuacjach trzeba kontynuować swój napór i dążyć do strzelenia kolejnych bramek. Dlatego myślę, że przede wszystkim musimy być bardziej konsekwentni i agresywni w ataku.
Obiektywnie patrząc, to właśnie wy sprawiliście Lechii ten komplet punktów. Do pewnego momentu spisywaliście się przecież nieźle, ale gorzej już było w momencie, gdy trzeba było podejmować kluczowe decyzje.
Wydaje mi się, że w pierwszej połowie prezentowaliśmy się lepiej i mieliśmy swoje okazje ku temu, by objąć prowadzenie jako pierwsi. Szczególnie blisko gola był w 20. minucie Sasa Zivec. Nie wiadomo jakby się ten mecz potoczył, gdyby udało mu się wykorzystać swoją sytuację. Na dobrą sprawę Lechia nie zaprezentowała u nas niczego wielkiego i przed zdobyciem pierwszej bramki nie wychodziło jej właściwie nic. Długo po meczu nie mogłem dojść do siebie i nie wierzyłem, że tak słabo grający zespół wygrał u nas 2:0. Przeanalizowaliśmy to spotkanie i już jesteśmy całkowicie skupieni na Śląsku.
Piast ma jeszcze komfort psychiczny, bo wciąż znajduje się nad strefą spadkową. Wasz los jest w waszych rękach - wystarczy "tylko" zdobyć 4 punkty w 2 ostatnich meczach i macie zapewnione utrzymanie.
To prawda, więc musimy zachować maksymalną koncentrację do końca. Trzeba dać z siebie wszystko i okazać się lepszym na boisku zarówno od Śląska, jak i od Bruk-Bet Termaliki.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów