Piast Gliwice nie zdołał w czwartek odnieść czwartego zwycięstwa z rzędu. - Nie każde spotkanie możemy wygrać - tonuje zaostrzone apetyty kibiców z Gliwic Tomasz Podgórski.
"Gdybyśmy wygrywali wszystkie mecze, to już bylibyśmy mistrzami Polski"
24.05.2013
Porzekadło mówi, że gdy nie można wygrać meczu, należy go zremisować...
- O punkty w meczu z Koroną było bardzo ciężko. Mówię to patrząc przez pryzmat mnóstwa stałych fragmentów gry, po których kielczanie stwarzali sobie zagrożenie pod naszą bramką. Myślę także o rzucie karnym, który miała Korona... udało nam się w tym spotkaniu doprowadzić do remisu, ale nie mieliśmy wystarczająco wielu klarownych sytuacji, aby ograć naszych rywali. Brakowało ich szczególnie w drugiej połowie i momencie, gdy musieliśmy grać w dziesięciu. Dlatego biorąc pod uwagę przebieg tego spotkania - możemy być zadowoleni z jednego punktu.
Mówisz o tym, że nie stwarzaliście sobie sytuacji pod bramką Korony... dlaczego?
- Ciężko powiedzieć. Znaliśmy silne i słabe strony Korony, ale nie potrafiliśmy tej wiedzy wykorzystać. Poza tym - różnie się spotkania układają i zawodnicy różnie się zachowują. W poprzednich meczach grywaliśmy słabsze pierwsze połowy, a w drugich przeważaliśmy i wygrywaliśmy. Z Koroną to nie miało miejsca. Być może czerwona kartka pokrzyżowała nam szyki i dlatego musieliśmy walczyć o dowiezienie remisu do końca?
No właśnie, czerwona kartka. Korona grała na pograniczu faulu, ale to Piast kończył spotkanie w dziesięciu.
- Ale ta czerwona kartka nie była pokazana za brutalny atak na rywala, ale była konsekwencją dwóch żółtych kartoników. Jan Polak otrzymał je za faule; w polu karnym - w pierwszej połowie i taktyczny - w drugiej. My nie graliśmy ostrzej od Korony. Zresztą, nie chcieliśmy się z nimi wdawać w kopaninę. Założyliśmy sobie, że będziemy grać swoją piłkę i wykorzystywać atuty, które posiadamy. Nie do końca nam to wyszło.
Czerwona kartka sprawiła, że końcówka tego spotkania była naprawdę nerwowa.
- Na pewno. Musieliśmy się bronić grając w dziesięciu przed Koroną, która nie jest słabym zespołem. Oni potrafią grać skutecznie. Udowodnili to choćby w poprzedniej kolejce, gdy zwyciężyli 5-0. Dlatego - tak jak już powiedziałem - możemy być zadowoleni z tego punktu. Korona nam mocno zagrażała. Szczególnie stałe fragmenty gry, bite przez Golańskiego, stwarzały sporo zamieszania.
Ale był taki moment w tym spotkaniu, że mogło się ono zupełnie inaczej potoczyć. Parę centymetrów zadecydowało o tym, że piłka odbiła się od poprzeczki po twoim strzale, a nie wpadła do siatki. Wtedy byłoby 2-1 dla was i moglibyście grać spokojniej. Może nie złapalibyście czerwonej kartki...
- Mówi się, że bramki strzelają przebieg spotkania. Tak mogło być i w tym przypadku. Dziś Korona strzeliła jako pierwsza. My odpowiedzieliśmy. Oni mieli rzut karny, ale świetnie obronił go Darek Trela. Następnie była ta moja poprzeczka... ale z drugiej strony - nie mieliśmy aż tylu sytuacji bramkowych. Na pewno musimy poprawić ten element przed kolejnym, jeszcze cięższym, spotkaniem.
A Czy w spotkaniu z Koroną nie uwidoczniła się presja związana z walką o europejskie puchary?
- Nie powiedziałbym tak. Do każdego meczu podchodzimy ze spokojem, ale i wiarą w siebie i swoją wartość. Właśnie tym zaraża nas trener i tak podchodzimy do swojej walki w szatni. Jesteśmy beniaminkiem, ale potrafimy grać i wygrywać z wieloma zespołami z tej ligi, które są o wiele bardziej doświadczone i po prostu silniejsze od nas. A my? My nie mamy nic do stracenia.
No właśnie, w obecnym sezonie dwukrotnie potrafiliście ogrywać zespoły takie jak Śląsk czy Wisła... ale z Koroną po raz kolejny się męczycie. Można powiedzieć, że nie leży wam ten zespół?
- Można... ale nie zawsze będzie wychodziło tak, że będziemy wygrywać. Przecież gdybyśmy odnieśli zwycięstwa we wszystkich spotkaniach tego sezonu, to już bylibyśmy Mistrzami Polski. Podchodźmy do tego spokojnie. Oczywiście, apetyty kibiców mocno się zaostrzyły, a fani patrzą na nas przed meczami jak na faworytów i zespół grający piękną piłkę. I my jesteśmy pewni swoich umiejętności i własnej wartości, ale do tych spotkań podchodzimy nieco spokojniej, bo mamy w głowach jeden fakt - gdy mocno się kogoś wychwala i klepie po plecach... tym boleśniejszy jest późniejszy upadek. Staramy się więc zachować chłodne głowy i myśleć tylko o kolejnym spotkaniu
.
Do Warszawy więc jedziecie po...?
- Dziwne pytanie. Jedziemy tam po trzy punkty, bo - jak już podkreślałem - znamy swoją wartość i wiemy, że możemy wygrać. To będzie jednak bardzo ciężkie spotkanie, bo Polonia ostatnio pokazuje, że wciąż nie złożyła broni. Przed nami jeszcze dwie kolejki i sześć punktów do zdobycia. Szykuje się ciekawa walka o miejsce na podium oraz europejskie puchary.
Wysłuchał Maciej Smolewski
- O punkty w meczu z Koroną było bardzo ciężko. Mówię to patrząc przez pryzmat mnóstwa stałych fragmentów gry, po których kielczanie stwarzali sobie zagrożenie pod naszą bramką. Myślę także o rzucie karnym, który miała Korona... udało nam się w tym spotkaniu doprowadzić do remisu, ale nie mieliśmy wystarczająco wielu klarownych sytuacji, aby ograć naszych rywali. Brakowało ich szczególnie w drugiej połowie i momencie, gdy musieliśmy grać w dziesięciu. Dlatego biorąc pod uwagę przebieg tego spotkania - możemy być zadowoleni z jednego punktu.
Mówisz o tym, że nie stwarzaliście sobie sytuacji pod bramką Korony... dlaczego?
- Ciężko powiedzieć. Znaliśmy silne i słabe strony Korony, ale nie potrafiliśmy tej wiedzy wykorzystać. Poza tym - różnie się spotkania układają i zawodnicy różnie się zachowują. W poprzednich meczach grywaliśmy słabsze pierwsze połowy, a w drugich przeważaliśmy i wygrywaliśmy. Z Koroną to nie miało miejsca. Być może czerwona kartka pokrzyżowała nam szyki i dlatego musieliśmy walczyć o dowiezienie remisu do końca?
No właśnie, czerwona kartka. Korona grała na pograniczu faulu, ale to Piast kończył spotkanie w dziesięciu.
- Ale ta czerwona kartka nie była pokazana za brutalny atak na rywala, ale była konsekwencją dwóch żółtych kartoników. Jan Polak otrzymał je za faule; w polu karnym - w pierwszej połowie i taktyczny - w drugiej. My nie graliśmy ostrzej od Korony. Zresztą, nie chcieliśmy się z nimi wdawać w kopaninę. Założyliśmy sobie, że będziemy grać swoją piłkę i wykorzystywać atuty, które posiadamy. Nie do końca nam to wyszło.
Czerwona kartka sprawiła, że końcówka tego spotkania była naprawdę nerwowa.
- Na pewno. Musieliśmy się bronić grając w dziesięciu przed Koroną, która nie jest słabym zespołem. Oni potrafią grać skutecznie. Udowodnili to choćby w poprzedniej kolejce, gdy zwyciężyli 5-0. Dlatego - tak jak już powiedziałem - możemy być zadowoleni z tego punktu. Korona nam mocno zagrażała. Szczególnie stałe fragmenty gry, bite przez Golańskiego, stwarzały sporo zamieszania.
Ale był taki moment w tym spotkaniu, że mogło się ono zupełnie inaczej potoczyć. Parę centymetrów zadecydowało o tym, że piłka odbiła się od poprzeczki po twoim strzale, a nie wpadła do siatki. Wtedy byłoby 2-1 dla was i moglibyście grać spokojniej. Może nie złapalibyście czerwonej kartki...
- Mówi się, że bramki strzelają przebieg spotkania. Tak mogło być i w tym przypadku. Dziś Korona strzeliła jako pierwsza. My odpowiedzieliśmy. Oni mieli rzut karny, ale świetnie obronił go Darek Trela. Następnie była ta moja poprzeczka... ale z drugiej strony - nie mieliśmy aż tylu sytuacji bramkowych. Na pewno musimy poprawić ten element przed kolejnym, jeszcze cięższym, spotkaniem.
A Czy w spotkaniu z Koroną nie uwidoczniła się presja związana z walką o europejskie puchary?- Nie powiedziałbym tak. Do każdego meczu podchodzimy ze spokojem, ale i wiarą w siebie i swoją wartość. Właśnie tym zaraża nas trener i tak podchodzimy do swojej walki w szatni. Jesteśmy beniaminkiem, ale potrafimy grać i wygrywać z wieloma zespołami z tej ligi, które są o wiele bardziej doświadczone i po prostu silniejsze od nas. A my? My nie mamy nic do stracenia.
No właśnie, w obecnym sezonie dwukrotnie potrafiliście ogrywać zespoły takie jak Śląsk czy Wisła... ale z Koroną po raz kolejny się męczycie. Można powiedzieć, że nie leży wam ten zespół?
- Można... ale nie zawsze będzie wychodziło tak, że będziemy wygrywać. Przecież gdybyśmy odnieśli zwycięstwa we wszystkich spotkaniach tego sezonu, to już bylibyśmy Mistrzami Polski. Podchodźmy do tego spokojnie. Oczywiście, apetyty kibiców mocno się zaostrzyły, a fani patrzą na nas przed meczami jak na faworytów i zespół grający piękną piłkę. I my jesteśmy pewni swoich umiejętności i własnej wartości, ale do tych spotkań podchodzimy nieco spokojniej, bo mamy w głowach jeden fakt - gdy mocno się kogoś wychwala i klepie po plecach... tym boleśniejszy jest późniejszy upadek. Staramy się więc zachować chłodne głowy i myśleć tylko o kolejnym spotkaniu
.
Do Warszawy więc jedziecie po...?
- Dziwne pytanie. Jedziemy tam po trzy punkty, bo - jak już podkreślałem - znamy swoją wartość i wiemy, że możemy wygrać. To będzie jednak bardzo ciężkie spotkanie, bo Polonia ostatnio pokazuje, że wciąż nie złożyła broni. Przed nami jeszcze dwie kolejki i sześć punktów do zdobycia. Szykuje się ciekawa walka o miejsce na podium oraz europejskie puchary.
Wysłuchał Maciej Smolewski
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów