„Gdyby na trybunach było 2,5 tysiąca osób to mielibyśmy trzy punkty”
- Dzieciaki, które zajęły miejsca na trybunie krytej robiły co mogły i należą im się za to wiele brawa. Nie da się jednak ukryć, że każde dodatkowe gardło pomaga drużynie - stwierdził po spotkaniu z ŁKS-em Mirosław Mosór.
Pod Wielkich Derbach Ślaska Komisja Ligi Ekstraklasy S.A. nakazała Ruchowi ograniczenie liczby publiczności, ale jednocześnie zgodziła się na wpuszczenie na stadion 2,5 tysiąca osób. Prezydent Chorzowa, poszedł jednak dalej i ograniczył publikę do 199 osób.
Teraz Andrzej Kotala czeka na reakcję klubu, który ma udowodnić, że potrafi zapewnić bezpieczeństwo podczas rozgrywania meczów przy Cichej. Jeśli Ruchowi się to uda, to na mecz z Lechią Gdańsk wejdzie wspomniane 2500 osób.
- Ruch wie co ma robić. Na trybunach ma być czysto i przede wszystkim bezpiecznie. Nie może być tak, że grupa chuliganów biega przed nosem ochroniarzy, a potem bezkarnie wraca na trybunę. Jak to się stało, że podczas meczu z Górnikiem wniesiono na stadion tyle pirotechniki. Tłumaczono nam, że "nie wywąchał jej pies", który był w tym celu przeszkolony. To może warto zmienić psa, albo dać mu do pomocy kolejnego psa - mówi Krzysztof Karaś, rzecznik prasowy prezydenta Kotali.
Z kolei przy Cichej są przekonani, iż drastyczna decyzja o ograniczeniu liczby widzów do liczby 199 zaszkodziła Ruchowi w walce o mistrzostwo. - Jestem przekonany, że gdyby widzów było 2,5 tysiąca to teraz cieszylibyśmy się z trzech punktów - mówi dyrektor klubu Mirosław Mosór.
Klub ostatecznie zaprosił na trybuny trybuny wychowanków domów dziecka i ośrodków opiekuńczo – wychowawczych. - Dzieciaki, które zajęły miejsca na trybunie krytej robiły co mogły i należą im się za to wiele brawa. Nie da się jednak ukryć, że każde dodatkowe gardło pomaga drużynie - dodaje Mosór.