"Gdyby na drodze do szatni napatoczył mi się jeszcze ten Chałas..."
20.11.2012
W 90. minucie spotkania Zawiszy Bydgoszcz z Polonią Bytom, gdy wynik już był ustalony, Tomasz Chałas chciał przejąć piłkę zagraną w pole karne bytomian. Zamiast w futbolówkę, trafił w głowę interweniującego bramkarza śląskiej drużyny. - Dograłem końcówkę, bo byłem w takim szoku, że nie wiedziałem, co się dzieje, a i tak wykorzystaliśmy wszystkie zmiany. Jak już schodziłem z boiska, zaczęła lecieć mi krew i z ust, i z nosa. No, to zabrali mnie na pogotowie, zrobili tomografię - opisuje Mika.
- Miałem wgniecenie w okolicy czoła. Takie, jak się w kluskach śląskich robi dziurkę. Przez długi czas byłem w takim szoku, że żadnego złamania w ogóle nie czułem. Obejrzał mnie klubowy lekarz i powiedział, że dla niego jest w porządku, że on nic nie widzi. Skoro jest okej, to gramy! W końcu zacząłem czuć, że guz mi się powiększa z sekundy na sekundę, tak jakby miało mi zaraz rozerwać głowę. Schodziłem z boiska i płakałem jak małe dziecko. Z bólu. Doszła adrenalina, cała ta atmosfera i nie wytrzymałem - wybuchnąłem. Gdyby na drodze do szatni napatoczył mi się jeszcze ten Chałas... Serio, nie wiem, jakbym zareagował - opowiada bramkarz.
Uraz okazał się bardzo poważny. Zawodnik w niedzielę przeszedł operację pękniętej kości czaszkowej i zatokowej. Po całym zdarzeniu, napastnik Zawiszy zadzwonił do Miki i przeprosił. - Można było tej sytuacji uniknąć. To już był doliczony czas gry, Chałas nie miał szans, żeby dojść do piłki, aczkolwiek... Nie ukrywam, że mam do niego bardzo duży żal - przyznaje kapitan bytomian.
- Miałem wgniecenie w okolicy czoła. Takie, jak się w kluskach śląskich robi dziurkę. Przez długi czas byłem w takim szoku, że żadnego złamania w ogóle nie czułem. Obejrzał mnie klubowy lekarz i powiedział, że dla niego jest w porządku, że on nic nie widzi. Skoro jest okej, to gramy! W końcu zacząłem czuć, że guz mi się powiększa z sekundy na sekundę, tak jakby miało mi zaraz rozerwać głowę. Schodziłem z boiska i płakałem jak małe dziecko. Z bólu. Doszła adrenalina, cała ta atmosfera i nie wytrzymałem - wybuchnąłem. Gdyby na drodze do szatni napatoczył mi się jeszcze ten Chałas... Serio, nie wiem, jakbym zareagował - opowiada bramkarz.
Uraz okazał się bardzo poważny. Zawodnik w niedzielę przeszedł operację pękniętej kości czaszkowej i zatokowej. Po całym zdarzeniu, napastnik Zawiszy zadzwonił do Miki i przeprosił. - Można było tej sytuacji uniknąć. To już był doliczony czas gry, Chałas nie miał szans, żeby dojść do piłki, aczkolwiek... Nie ukrywam, że mam do niego bardzo duży żal - przyznaje kapitan bytomian.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku