Gdy wchodzi na boisko, rozlegają się gwizdy. "Pogodziłem się z tym"

28.04.2010
Tomasz Nowak to chyba najmniej lubiany przez własnych kibiców piłkarz. Co Polonia traciła gola, to jemu się od nich "obrywało". Sam przyznaje, że nie na rękę są mu częste zmiany pozycji.
A w Bytomiu Nowak musi pogodzić się z rolą piłkarza-zapchajdziury. W tym sezonie zasmakował już gry na lewej i prawej obronie oraz jako defensywny pomocnik. - Przyzwyczaiłem się do tego - mówi, choć najbardziej odpowiada mu pozycja cofniętego napastnika. - Zdaję sobie jednak sprawę, że Marek Bażik jest kluczowym dla naszej drużyny zawodnikiem - nie ma złudzeń, że o to miejsce walka jest wręcz niemożliwa.

Ostatnio przez długi czas zastępował więc na prawej obronie kontuzjowanego Petera Hricko. - Gram tam, gdzie trener mnie ustawi, i nie narzekam. Oczywiście korzystniej jest mieć "własną" pozycję, bo kształtują się wtedy pewne nawyki - wskazuje 25-latek, który tak sobie nagrabił kilkoma nieudanymi interwencjami, że gdy w ostatnim meczu wchodził z ławki rezerwowych, z trybun zamiast oklasków rozległy się głośne gwizdy.

A dlaczego nie zagrał od pierwszej minuty? - Na treningu lepiej prezentował się Piotr Kulpaka - wyjaśnia trener Jurij Szatałow. Gołym okiem było jednak widać, że Kulpaka bocznym obrońcą również nie jest. Zresztą, Cracovia tą stroną przeprowadziła bramkową akcję. - Grałem na tej pozycji może raz w życiu, jeszcze w Polonii Warszawa - przypomina na usprawiedliwienie stoper niebiesko-czerwonych.
autor: Stanisław Hajda

Przeczytaj również