Fornalik jeszcze nigdy nie wylądował na trybunach...

05.04.2012
Maciej Skorża nie może w sobotę zasiąść na ławce Legii Warszawa. Mecz z Ruchem zobaczy z wysokości trybun. - Czasami dla drużyny lepiej, kiedy trenera brakuje przy linii bocznej - śmieje się Waldemar Fornalik.
Szkoleniowiec Ruchu ma pewnie na myśli tych kolegów po fachu, którzy nie przebierają w słowach i krytykują grę swoich piłkarzy. A jeśli chodzi konkretnie o problem Macieja Skorży, który zasiądzie na trybunach?

- Przyznam, że nie potrafię sobie wyobrazić, jakbym się czuł, gdybym nie mógł być na ławce. Nigdy się w takiej sytuacji nie znalazłem. Podejrzewam, że dla trenera nie jest ona komfortowa. Należałoby zadzwonić i spytać się Mourinho, bo on to przerabiał - mówi z uśmiechem Waldemar Fornalik.

- Nawet, jeśli trenera Skorży nie zobaczymy przy linii bocznej boiska, to zapewne będzie się on kontaktował ze swoim asystentem i w taki sposób przekazywał sugestie. Nie zostawi zawodników na „pastwę losu” - podejrzewa Maciej Jankowski.

Swoją drogą, czy brak szkoleniowca na ławce jest mocno odczuwalny? - Dziwię się, kiedy słyszę, że trener cały mecz podpowiadał drużynie. Nie ma bowiem szans, aby jego głos był słyszany, gdy w tym czasie kibice prowadzą doping - wskazuje Waldemar Fornalik.

- Dokładnie. Dlatego w naszej sytuacji często odczytujemy sugestie trenera po jego ruchach i gestach. Ewentualnie podpowiedzi przekazują koledzy, którzy biegają bliżej linii bocznej - objaśnia Maciej Jankowski.
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również