FELIETON: Zdzisław Kręcina w Piaście. Nowa epoka w polskiej piłce

24.03.2014
Zatrudnienie Zdzisława Kręciny w Piaście Gliwice to symbol zwrotu, jaki następuje w naszej piłce. To rehabilitacja „minionego“ PZPN-u i pierwszy sygnał ze środowiska, że ci nowi nie są wcale tacy super, a starzy wcale nie tacy źli.
Angaż Kręciny należy moim zdaniem traktować bardziej jako symbol, bo też sam nowy działacz Piasta to postać symboliczna. To właśnie on stał się symbolem leśnego-dziadostwa, jego twarz została typową gębą polskiego działacza, w czym wydatnie pomagało imię „Zdzisław“ i nazwisko „KRĘCIna“. Każdy ma wujka, który wygląda jak Kręcina, a dla wielu z nas stał się w ogóle symbolem narodowym jak orzeł, kapusta kiszona i kremówki. W końcu gdyby statystyczny Polak miał wskazać jak wygląda statystyczny Polak, wskazałby niechybnie twarz Kręciny. Z drugiej jednak strony jego macki mają sięgać wszędzie. Nie ma takiej sprawy, której Kręcina by (przy wódce) nie załatwił. Niektórzy sugerowali nawet, że w losowaniu ćwierćfinałów Ligi Mistrzów Gianniemu Infantino zaplącze się kuleczka z napisem „Piast Gliwice“.

Gdyby przyjąć konwencję sarkastyczno-ironiczną, pisałbym właśnie o wszechmocy Kręciny i jego typowo działaczowskiej aparycji. Gdyby przyjąć konwencję tragiczną, jego zatrudnienie należałoby uznać za symbol ostatecznego upadku polskiej piłki. Facet, który od 30 lat był sekretarzem generalnym związku, czyli wiedział wszystko i miał jakiś tam wpływ na nasz futbol, siłą rzeczy ponosi część winy za to, gdzie ten futbol obecnie tkwi. Afery z „drobnym elementem chrapania“ i „mieszkaniem dla młodego“ tylko tego obrazu dopełniają. W tym kontekście dla Piasta jego zatrudnienie to marketingowy strzał w stopę. Jasne, nie został skazany, więc jest niewinny, ale przynajmniej połowa z nas patrzy na niego i nie widzi świętego.

Z drugiej strony, wszystkie rankingi medialności klubów w jednym momencie wzięły w łeb. Piasta i Kręciny nie skasuje w ilości publikacji nikt.

Dla mnie Kręcina to postać niejednoznaczna. Rozumiem myślenie obu przedstawionych wyżej stron, ale z pełnym przekonaniem go nie podzielam. Trzeba przyjąć niespecjalnie kontrowersyjne założenie, że futbolem rządzi chaos i układziki (nie tylko naszym; że FIFA niby działa inaczej?) Skoro tak, to zatrudnienia Kręciny powinien zazdrościć Piastowi każdy klub. To bardzo skuteczny działacz. Pewnie nie tak, by Piast od razu grał z dziką kartą w Lidze Mistrzów, ale skuteczny. Zna wszystkich, wszyscy znają jego, wie z kim pić wódkę, do kogo dzwonić, u kogo lobbować. To nie ma nic wspólnego z korupcją, raczej z... kapitałem społecznym. Kręcina ma znajomości w środowisku i to jest komplement. Ma też wielkie doświadczenie. (Zawieszony) prezes Jarosław Kołodziejczyk barwnie mówił, ale jako polityk był w PZPN-owskich strukturach ciałem obcym. Dla Kręciny PZPN-owskie korytarze to środowisko naturalne. Tego nie można nie doceniać. Piast zyskał potężne wsparcie, bo Kręcinę lepiej mieć za sobą niż przeciwko sobie.

Z drugiej jednak strony, z ludźmi pokroju Kręciny nie pójdziemy moim zdaniem do przodu w organizacji klubów i przekształcaniu ich w sprawnie hulające, transparentne przedsiębiorstwa. To człowiek, który świetnie nadaje się do naszego bagienka, ale nie przyczynia się w żaden sposób do wyjścia z tego bagienka.

I w tym kontekście jego zatrudnienie jest dla mnie symboliczne. Jak w 1989 roku, gdy najpierw „caaały“ naród walczył z komuną, później zachłystywał się „nowymi“ działaczami i politykami, by bardzo szybko dać w powszechnych wyborach władzę – ustawodawczą i wykonawczą – ludziom dobrze znanym z poprzedniej epoki. Oczerniani okazali się po paru latach nie tacy źli. Wybielani okazali się nie tacy papiescy.

I tak w naszej piłce. Winny był zawsze „beton“, „leśne dziadki“ bądź ewentualnie „listkoludki“. Całym złem polskiego futbolu był Marian Dziurowicz, później Michał Listkiewicz, a dalej Grzegorz Lato i właśnie nasz nieszczęsny Kręcina. Z Euro 2012 miała nadejść nowa epoka dla naszego futbolu, a Boniek miał być odpowiednią osobą na tę epokę. Wraz z nim miała zresztą przyjść armia młodych i świetnie wykształconych „menedżerów“, bo słowo „działacz“ zostało skompromitowane. Tymczasem, znów okazuje się, że nagonki i medialne wskazywanie bohaterów i czarnych charakterów nijak się mają do rzeczywistości. Nasz futbol od czasów Dziurowicza w pewnych aspektach poszedł do przodu, w pewnych się cofnął, ale generalnie zmiany jakościowej nie dał nikt. Kręcimy się dalej w kółko i zjadamy własny ogon. Zmieniały się tylko nazwiska i gęby.

Dwa lata temu Kręcina miał zniknąć na zawsze z naszego futbolu, a medialnie już został skazany na  długie lata więzienia. Środowisko jednak zobaczyło, że nowi nie są tacy cacy, a starzy nie są tacy źli. Kręcina to dla mnie symbol rehabilitacji „minionego“ PZPN-u i pogodzenia się z marnym losem naszego futbolu. „Skoro jest tak, jak jest, to niech przynajmniej ktoś o nas dba w centrali“. Piast dał przykład. Niech jeszcze odkurzy Latę i już jego piłkarzom nikt nie da rady na setkę.


Michał Trela
Autor jest dziennikarzem „Przeglądu Sportowego“. Więcej jego tekstów znajdziesz na michaltrela.blog.pl
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również