FELIETON: Wróciła Ekstraklasa, wreszcie możemy narzekać!
17.02.2015
Ktoś kiedyś powiedział, że Ekstraklasa jest jak żona w wieloletnim związku. Często na nią narzekamy, z zazdrością spoglądamy na inne, bardziej atrakcyjne (ligi!), a jednak zawsze z utęsknieniem czekamy na jej powrót. Kiedy trwa przerwa w rozgrywkach – wyraźnie nam czegoś brakuje, ale wreszcie wznowiła rozgrywki, no więc znowu możemy sobie na nią ponarzekać, uff…
Co bardziej wytrwali z pierwszymi cierpkimi słowami względem naszej ligi wstrzymali się do 45 minuty meczu Zawisza-Górnik Łęczna. Niestety zawodnicy (jak sama nazwa wskazuje) zawiedli. Pół biedy, kiedy jeszcze możemy sobie ponarzekać na Kowalskiego, Nowaka, czy Lewandowskiego. Gorzej, kiedy oglądając Ekstraklasę denerwujemy się na nieporadność anonimowego Rumuna, Portugalczyka czy Chorwata.
Na szczęście z każdym meczem było coraz ciekawiej. W Chorzowie musiało być interesująco, bo wiemy doskonale o co grają niebiescy. Dodatkowy smaczek, to oczywiście wspólny pobyt na zgrupowaniu w Turcji. W pierwszej połowie najciekawsze były jednak walentynkowe życzenia kibiców eksponowane na ledowych bandach wokół boiska. Po przerwie wreszcie padły bramki, obie dla Ruchu. Przed meczem wiele mówiło się o przeziębieniu Grzegorza Kuświka, które miało go wykluczyć z gry. Kuświk zagrał, strzelił gola, no i zaczęło się mówienie o zasłonie dymnej. Naprawdę myślicie, że obecność/nieobecność jednego zawodnika może wywołać dezorientacje i panikę w szeregach rywali? Zdezorientowany to był sędzia, który uznał bramkę Arkadiusza Piecha w meczu z Podbeskidziem. Swoją drogą brawa dla Macieja Iwańskiego, za dwa strzały na wagę trzech punktów.
Mecz w Chorzowie pokazał także ile warte są wyniki meczów sparingowych. Zaznaczam wyniki, bo same rozgrywanie gier kontrolnych ma ogromne znaczenie. Przywiązywanie wagi do rezultatów tych spotkań jest jak ocenianie smaku potrawy w trakcie gotowania. Twarde, za mało słone, mdłe. Takie informacje uzyskuje kucharz w trakcie przyrządzania jedzenia. Podobne dane zbiera trener w trakcie okresu przygotowawczego. Szkoleniowiec ma wyciągać wnioski ze sposobu gry, zachowania poszczególnych zawodników, realizacji przez nich taktyki, a nie wyniku sparingu. Przed rywalizacją Ruchu z Piastem, gliwiczan chwalono za wyniki test-meczów, Ruch wręcz przeciwnie. Kto sięgnął w sobotę po 3 punkty doskonale wiemy.
Temat wyników meczów sparingowych pojawił się w miniony weekend w kontekście Floty Świnoujście. Koledzy z portalu weszlo.com rozwinęli temat dający wiele do myślenia. Sugerują, że gry kontrolne Floty mogły być ustawione. Kilka tygodni temu problem sygnalizował na twitterze Leszek Bartnicki z Orange Sport.
Dlatego tym bardziej apeluję do kibiców, by tak bardzo nie kierować się meczami mającymi służyć treningowi. Znamy te wypowiedzi trenerów: „rywale jest na innym etapie przygotowań, testowaliśmy kilku zawodników, nowe ustawienie, to była kolejna jednostka treningowa” itp. Banał, ale przecież najważniejsza jest liga. Jasne każdy fan chce, żeby jego drużyna wygrywała każdą rywalizację: w sparingu, w lidze, w ilości widzów na trybunach, czy nawet klasyfikacji fair play. Wygrane sparingi są jak wygrane mecze trampkarzy, dają radość na chwilę, ale mają pomóc osiągnąć inne, wyższy cele. Na szczęście za miesiąc startuje pierwsza liga, skończą się sparingi i wtedy to dopiero będzie na co narzekać.
Rafał Kędzior
Redaktor naczelny
SportSlaski.pl
Co bardziej wytrwali z pierwszymi cierpkimi słowami względem naszej ligi wstrzymali się do 45 minuty meczu Zawisza-Górnik Łęczna. Niestety zawodnicy (jak sama nazwa wskazuje) zawiedli. Pół biedy, kiedy jeszcze możemy sobie ponarzekać na Kowalskiego, Nowaka, czy Lewandowskiego. Gorzej, kiedy oglądając Ekstraklasę denerwujemy się na nieporadność anonimowego Rumuna, Portugalczyka czy Chorwata.
Na szczęście z każdym meczem było coraz ciekawiej. W Chorzowie musiało być interesująco, bo wiemy doskonale o co grają niebiescy. Dodatkowy smaczek, to oczywiście wspólny pobyt na zgrupowaniu w Turcji. W pierwszej połowie najciekawsze były jednak walentynkowe życzenia kibiców eksponowane na ledowych bandach wokół boiska. Po przerwie wreszcie padły bramki, obie dla Ruchu. Przed meczem wiele mówiło się o przeziębieniu Grzegorza Kuświka, które miało go wykluczyć z gry. Kuświk zagrał, strzelił gola, no i zaczęło się mówienie o zasłonie dymnej. Naprawdę myślicie, że obecność/nieobecność jednego zawodnika może wywołać dezorientacje i panikę w szeregach rywali? Zdezorientowany to był sędzia, który uznał bramkę Arkadiusza Piecha w meczu z Podbeskidziem. Swoją drogą brawa dla Macieja Iwańskiego, za dwa strzały na wagę trzech punktów.
Mecz w Chorzowie pokazał także ile warte są wyniki meczów sparingowych. Zaznaczam wyniki, bo same rozgrywanie gier kontrolnych ma ogromne znaczenie. Przywiązywanie wagi do rezultatów tych spotkań jest jak ocenianie smaku potrawy w trakcie gotowania. Twarde, za mało słone, mdłe. Takie informacje uzyskuje kucharz w trakcie przyrządzania jedzenia. Podobne dane zbiera trener w trakcie okresu przygotowawczego. Szkoleniowiec ma wyciągać wnioski ze sposobu gry, zachowania poszczególnych zawodników, realizacji przez nich taktyki, a nie wyniku sparingu. Przed rywalizacją Ruchu z Piastem, gliwiczan chwalono za wyniki test-meczów, Ruch wręcz przeciwnie. Kto sięgnął w sobotę po 3 punkty doskonale wiemy.
Temat wyników meczów sparingowych pojawił się w miniony weekend w kontekście Floty Świnoujście. Koledzy z portalu weszlo.com rozwinęli temat dający wiele do myślenia. Sugerują, że gry kontrolne Floty mogły być ustawione. Kilka tygodni temu problem sygnalizował na twitterze Leszek Bartnicki z Orange Sport.
Dlatego tym bardziej apeluję do kibiców, by tak bardzo nie kierować się meczami mającymi służyć treningowi. Znamy te wypowiedzi trenerów: „rywale jest na innym etapie przygotowań, testowaliśmy kilku zawodników, nowe ustawienie, to była kolejna jednostka treningowa” itp. Banał, ale przecież najważniejsza jest liga. Jasne każdy fan chce, żeby jego drużyna wygrywała każdą rywalizację: w sparingu, w lidze, w ilości widzów na trybunach, czy nawet klasyfikacji fair play. Wygrane sparingi są jak wygrane mecze trampkarzy, dają radość na chwilę, ale mają pomóc osiągnąć inne, wyższy cele. Na szczęście za miesiąc startuje pierwsza liga, skończą się sparingi i wtedy to dopiero będzie na co narzekać.
Rafał Kędzior
Redaktor naczelny
SportSlaski.pl
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów