FELIETON: W Tychach nagle przypomnieli sobie o istnieniu GKS-u
28.07.2014
Nie mogłem uwierzyć w to, co się stało. Ale się stało, więc uwierzyć trzeba. Mający za sobą epizod w reprezentacji Polski przeciętny pomocnik Piotr Kuklis nie trafił do GKS-u Tychy, bo podpisanie kontraktu zablokowali kibice. To w ramach solidarności z ojakbardzozaprzyjaźnionymi kibicami z Bydgoszczy, którzy toczą swoją lekko śmieszną wojenkę z właścicielem, notabene dającym ich klubowi największe sukcesy w historii. Ale nic mi do tego, niech się kujawsko-pomorscy dziennikarze martwią. Piłkarz ten w czasach gry w Zawiszy podpisał oświadczenie o tym, że w konflikcie popiera właściciela, przez co bydgoscy „fani“ zaczęli jego i kolegów nazywać „wkładami do koszulek“.
Oczywiście, tyski klub i trener teraz zasłaniają się, że zawodnik „miał zaległości fizyczne“ albo „nie doszedł do porozumienia w sprawie warunków kontraktu“, ale tajemnicą poliszynela jest, że zawodnik usłyszał w spółce Tyski Sport, że do podpisania umowy nie dojdzie ze względu na protesty kibiców.
Czy ktoś na głowę upadł? Daj kibicom palec, zaraz wezmą całą rękę. Nie jeden już upadł przez zwykłe ustępowanie kibolstwu w sytuacjach, w których ci ludzie absolutnie nie powinni mieć głosu.
W polskim futbolu najważniejszym pierwszym krokiem do naprawy sytuacji jest zrozumienie prostych, a jednak zapominanych nagminnie reguł:
Jeśli więc ktoś chce, by GKS Tychy zatrudniał innych zawodników, niech postara się o wejście do zarządu i wtedy będzie miał wpływ na transfery. Póki co, może co najwyżej załamać ręce i zdecydować czy obecność Kuklisa przeszkadza mu tak bardzo, że nie kupi karnetu czy jakoś to jednak przeboleje.
Gdyby jeszcze Kuklis czymś strasznie podpadł kibicom GKS-u. Gdyby dwa lata temu spalił podczas zabawy koszulkę tyszan, gdyby opluł młynowego podczas jednego z meczów, gdyby śpiewał na fecie obraźliwe piosenki na tyszan. Wtedy JESZCZE ewentualnie rozumiałbym oburzenie. Na pewno bym nie przyklasnął, ale zrozumiałbym. A te wszystkie zgody raz są, a potem ich nie ma, ktoś je rozwiązuje, więc podpadnięcie podpisaniem pisma z właścicielem zgodowego klubu jest całkowicie groteskowe.
Ta cała sytuacja jest jeszcze śmieszna dlatego, że dzieje się akurat przy GKS-ie Tychy. Z całym szacunkiem, ale nie zauważyłem, żeby na mecze do Jaworzna jeździła zafascynowana piłką i klubem armia fanów. Widzę raczej, że od lat spotkania toczą się przy pustych trybunach, na których dziennikarzy jest nie mniej niż kibiców. Ci, którzy niezbyt interesowali się tym, jak GKS-owi szło w walce o awans do I ligi, później w znakomitym sezonie na zapleczu ekstraklasy i w walce o utrzymanie w I lidze, nagle przypomnieli sobie o piłkarzach, gdy trzeba było pokazać „braciom“ z Bydgoszczy, że o nich pamiętają. Gdyby to się działo w mieście, w którym kibice tydzień w tydzień wypełniają stadion, zrozumiałbym jeszcze wątpliwości władz klubu. „Kuklis to przeciętny grajek, w sumie nam aż tak nie zależy. Stracę autorytet, ale nie stracę 30 tysięcy kibiców na każdym meczu“. A tutaj? Niechby się nawet ci fani na zarząd obrazili za tego Kuklisa. Ktoś by naprawdę poczuł drastyczną różnicę w atmosferze czy w wpływach do budżetu? Szczerze wątpię.
Oczywiście w komentarzach będą padać argumenty o tym, że są kluby, w których kibice decydują. Tak, i w Hiszpanii i w Niemczech w wielu klubach fani mają całkiem spory wpływ. Nie odbywa się to jednak zwykle w formie protestów i raczej jednak wedle określonych reguł, poprzez delegatów, składki, walne zgromadzenia. A nie na dziko. Uważam, że kierownictwo GKS-u Tychy strzeliło sobie w stopę i jeszcze kiedyś pożałuje, nawet jeśli chwilowo ocaliło stosunki z paroma osobami.
Osobną kwestią jest żenujące zachowanie samego Kuklisa, który miał się tłumaczyć, że z Zawiszy wyleciał, bo u Osucha wstawiał się za kibicami, a na pierwszy mecz wyjdzie z koszulkę przepraszającą bydgoskich fanów. Jeśli się coś podpisało, to warto ponosić tego konsekwencje, a jak się nie ma pełnego przekonania, to nie podpisywać. Ale to nie ma większego znaczenia. Ważniejsze, że dopuściliśmy do sytuacji, w której piłkarze muszą się korzyć przed kibicami. Ciekawe, kiedy w przepraszających koszulkach zaczną wychodzić na trybuny działacze.
Michał Trela
Autor jest dziennikarzem Przeglądu Sportowego
Więcej jego tekstów znajdziesz na michaltrela.blog.pl
Oczywiście, tyski klub i trener teraz zasłaniają się, że zawodnik „miał zaległości fizyczne“ albo „nie doszedł do porozumienia w sprawie warunków kontraktu“, ale tajemnicą poliszynela jest, że zawodnik usłyszał w spółce Tyski Sport, że do podpisania umowy nie dojdzie ze względu na protesty kibiców.
Czy ktoś na głowę upadł? Daj kibicom palec, zaraz wezmą całą rękę. Nie jeden już upadł przez zwykłe ustępowanie kibolstwu w sytuacjach, w których ci ludzie absolutnie nie powinni mieć głosu.
W polskim futbolu najważniejszym pierwszym krokiem do naprawy sytuacji jest zrozumienie prostych, a jednak zapominanych nagminnie reguł:
- działacz jest od działania
- trener od trenowania
- gracz jest od grania
- kibic od kibicowania
- dziennikarz od opisywania
Jeśli więc ktoś chce, by GKS Tychy zatrudniał innych zawodników, niech postara się o wejście do zarządu i wtedy będzie miał wpływ na transfery. Póki co, może co najwyżej załamać ręce i zdecydować czy obecność Kuklisa przeszkadza mu tak bardzo, że nie kupi karnetu czy jakoś to jednak przeboleje.
Gdyby jeszcze Kuklis czymś strasznie podpadł kibicom GKS-u. Gdyby dwa lata temu spalił podczas zabawy koszulkę tyszan, gdyby opluł młynowego podczas jednego z meczów, gdyby śpiewał na fecie obraźliwe piosenki na tyszan. Wtedy JESZCZE ewentualnie rozumiałbym oburzenie. Na pewno bym nie przyklasnął, ale zrozumiałbym. A te wszystkie zgody raz są, a potem ich nie ma, ktoś je rozwiązuje, więc podpadnięcie podpisaniem pisma z właścicielem zgodowego klubu jest całkowicie groteskowe.
Ta cała sytuacja jest jeszcze śmieszna dlatego, że dzieje się akurat przy GKS-ie Tychy. Z całym szacunkiem, ale nie zauważyłem, żeby na mecze do Jaworzna jeździła zafascynowana piłką i klubem armia fanów. Widzę raczej, że od lat spotkania toczą się przy pustych trybunach, na których dziennikarzy jest nie mniej niż kibiców. Ci, którzy niezbyt interesowali się tym, jak GKS-owi szło w walce o awans do I ligi, później w znakomitym sezonie na zapleczu ekstraklasy i w walce o utrzymanie w I lidze, nagle przypomnieli sobie o piłkarzach, gdy trzeba było pokazać „braciom“ z Bydgoszczy, że o nich pamiętają. Gdyby to się działo w mieście, w którym kibice tydzień w tydzień wypełniają stadion, zrozumiałbym jeszcze wątpliwości władz klubu. „Kuklis to przeciętny grajek, w sumie nam aż tak nie zależy. Stracę autorytet, ale nie stracę 30 tysięcy kibiców na każdym meczu“. A tutaj? Niechby się nawet ci fani na zarząd obrazili za tego Kuklisa. Ktoś by naprawdę poczuł drastyczną różnicę w atmosferze czy w wpływach do budżetu? Szczerze wątpię.
Oczywiście w komentarzach będą padać argumenty o tym, że są kluby, w których kibice decydują. Tak, i w Hiszpanii i w Niemczech w wielu klubach fani mają całkiem spory wpływ. Nie odbywa się to jednak zwykle w formie protestów i raczej jednak wedle określonych reguł, poprzez delegatów, składki, walne zgromadzenia. A nie na dziko. Uważam, że kierownictwo GKS-u Tychy strzeliło sobie w stopę i jeszcze kiedyś pożałuje, nawet jeśli chwilowo ocaliło stosunki z paroma osobami.
Osobną kwestią jest żenujące zachowanie samego Kuklisa, który miał się tłumaczyć, że z Zawiszy wyleciał, bo u Osucha wstawiał się za kibicami, a na pierwszy mecz wyjdzie z koszulkę przepraszającą bydgoskich fanów. Jeśli się coś podpisało, to warto ponosić tego konsekwencje, a jak się nie ma pełnego przekonania, to nie podpisywać. Ale to nie ma większego znaczenia. Ważniejsze, że dopuściliśmy do sytuacji, w której piłkarze muszą się korzyć przed kibicami. Ciekawe, kiedy w przepraszających koszulkach zaczną wychodzić na trybuny działacze.
Michał Trela
Autor jest dziennikarzem Przeglądu Sportowego
Więcej jego tekstów znajdziesz na michaltrela.blog.pl
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku