FELIETON: Szybko, agresywnie i widowiskowo… czyli jak sobie wyobrażam Wielkie Derby Śląska

03.10.2014
Plącze mi się po głowie kilka tematów, ale w perspektywie jutrzejszego, piłkarskiego święta żaden nie jest odpowiedni. Nie trzeba być kibicem Ruchu ani Górnika, żeby – jak mawia pewien mój znajomy – „żyć tym meczem”.
Od ostatnich WDŚ minęło raptem pięć miesięcy, a w obu klubach w tym czasie tak wiele się zdarzyło... Przed tym ostatnim pojedynkiem pisałam, że faworytem (o ile w podobnym starciu można w ogóle o nim mówić) jest Ruch, bo Górnik znajdował się nie tyle w dołku, co w jakimś ogromnym dole… Ruch za to bił się (i to skutecznie) o puchary. Z kompletu punktów przy Roosevelta cieszyli się zabrzanie (Gwaze zaliczył wtedy przepiękne trafienie… i to było chyba jego jedyne dobre zagranie, jakie widziałam w życiu).

Czy dziś możemy mieć do czynienia z analogiczną sytuacją? Niebiescy są w nie lada opałach, nie zdołali wygrać nawet z Zawiszą, za to Górnik zajmuje miejsce tuż za podium, ma na koncie tylko dwie porażki i jak w poprzednich rundach jesiennych imponuje stylem gry.  Znów wygra ten teoretycznie słabszy w danym momencie? W przypadku tego meczu nie ma słabszych i silniejszych.

Staram się, jak mogę, unikać typowania wyników, tym razem również się na to nie porwę. Chciałabym tylko, żeby był to mecz absolutnie wyjątkowy, zasługujący na swoją nazwę. Wiecie, o jakie spotkanie mi chodzi? Takie, o którym za kilkadziesiąt lat wciąż będziecie opowiadać wnukom. W którym padłoby przynajmniej z siedem goli – nie dlatego, że błędy popełniali bramkarze (to już było), ale po kapitalnych akcjach zakończonych precyzyjnymi strzałami  nie do obrony. Żeby obie drużyny zmieniały się na prowadzeniu, a emocje były tak wielkie, by żaden VIP nie spóźnił się na rozpoczęcie drugiej połowy ani żaden nie wyszedł przed końcem. Żeby kibice z wrażenia zapomnieli odpalić race, obrzucić wyrwanymi krzesełkami policję, a niewybrednymi epitetami siebie nawzajem. Żeby po ostatnim gwizdku dziennikarze z wypiekami na twarzach, do późnych godzin nocnych wciąż poprawiali swoje relacje, nie mogąc znaleźć odpowiednich słów, by ten mecz opisać. Żeby eksperci prześcigali się w pochwałach, reporterzy pracujący podczas transmisji nie mogli się zdecydować, kogo wybrać do wywiadu, a piłkarze obu drużyn zapełnili do ostatniego miejsca jedenastkę kolejki.  Żeby w poniedziałkowej prasie relacja z WDŚ krzyczała ze wszystkich pierwszych stron i okładek. Żeby każdy, kto pojawi się w sobotę na stadionie przy Cichej był dumny, że mógł się tam znaleźć…

To wszystko może się nie zdarzyć. Ten mecz może być nudny, kiepski i zakończyć się bezbramkowym remisem. Może nikomu specjalnie nie zapaść w pamięć. To na szczęście mało prawdopodobny scenariusz, bo jakie są Wielkie Derby Śląska wie każdy, kto choć raz je oglądał. Bez względu na przebieg i końcowy rezultat na pewno nie są bezbarwne. I dlatego niezmiernie mi przykro, że po raz pierwszy od dobrych kilku lat obejrzę je w telewizji. Już żałuję.


Olga Rybicka
Reporterka sportowa
TVP Katowice
 
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również