FELIETON: Lepiej późno niż wcale… Kasza wreszcie doceniony przy Okrzei
10.10.2014
Nie ukrywam, że bardzo cenię i szanuję Jarka. Mimo wielu życiowych zakrętów i nieszczęść pozostaje niezmiennie uśmiechnięty i pozytywnie nastawiony do życia, które tak go doświadczyło. Przykład wewnętrznej siły i charakteru. Fajny, dobry człowiek.
„Od B-klasy do ekstraklasy” - takie hasło widnieje na okolicznościowej koszulce przygotowanej na niedzielny benefis. Taką drogę przebył z Piastem Kasza (chyba się nie obrazi, że tak o nim mówię). Dziś wydaje się to nieprawdopodobne. Od klepisk pod lasem, do pięknych stadionów, od 10-złotowej pomeczowej premii (jak mówi sam Jarek - po awansie do A-klasy wzrosła do piętnastu) do godnej pensji i gry wśród najlepszych. Piękna historia.
Niewiele jednak brakowało, by wcale nie miała tak chwalebnego finału. Nie zawsze przy Okrzei doceniano jego zasługi. Nadszedł dzień, gdy (choć trudno w to uwierzyć) stał się w klubie niepotrzebny. Pamiętam, jak pojawił się w Radzionkowie. Ruch przeżywał już wtedy bardzo trudne chwile i zakontraktowanie Kaszowskiego było swego rodzaju sensacją. Pojechałam przygotować o tym materiał i uderzyło mnie, jak mimo rozżalenia i wyraźnie wyczuwalnego smutku starał się mówić dobrze o Piaście, choć z pewnością czuł się skrzywdzony. Bardzo mnie to poruszyło.
Ukochany klub jeszcze kilka razy rozczarował Jarka, ale gdy tylko pojawiła się możliwość powrotu, to z niej skorzystał puszczając w niepamięć przeszłość. Dziś mówi o tym, co dobre, co klub mu dał, jak pomógł. Bo w końcu przy Okrzei poszli po rozum do głowy, w końcu zrozumieli, że takich ludzi, takiej miłości do klubu lekceważyć nie wolno. Na takich właśnie ludziach buduje się jego potęgę. Tak się powinno traktować legendy.
Szczęśliwie dla Jarka nie wszyscy w Gliwicach zapomnieli, ile dla klubu zrobił i ile powinien znaczyć. Kibice pamiętali. I to w dużej mierze (a może przede wszystkim) dzięki nim wreszcie zostanie doceniony tak, jak na to zasłużył. Pojutrze przy Okrzei odbędzie się wielkie święto - oficjalne pożegnanie Jarka z boiskiem. Pierwsza drużyna zagra towarzysko z Ruchem a Kasza wystąpi ponownie w ukochanym zespole. Podobno trochę się boi…
Zaplanowano także inne atrakcje. Będą dawni koledzy z boiska, trenerzy, ludzie, których spotkał w Piaście przez lata… W materiale zapowiadającym niedzielny benefis, który kilka dni temu przygotował mój redakcyjny kolega, Jarek mówi, że ma nadzieję, że pożegnają go pełne trybuny. Żeby pokazać siłę kibiców Piasta. Mam nadzieję, że tak właśnie będzie. Że ci, którzy głośno się o niego upomnieli, teraz spełnią jego wielkie marzenie. Bo Jarek zawsze marzył o tym, że zagra na nowym stadionie i bardzo żałował, że nie miał okazji. Teraz się doczeka. Zgotujcie mu więc niezapomniane pożegnanie. Zasłużył.
Olga Rybicka
Reporterka sportowa
TVP Katowice
„Od B-klasy do ekstraklasy” - takie hasło widnieje na okolicznościowej koszulce przygotowanej na niedzielny benefis. Taką drogę przebył z Piastem Kasza (chyba się nie obrazi, że tak o nim mówię). Dziś wydaje się to nieprawdopodobne. Od klepisk pod lasem, do pięknych stadionów, od 10-złotowej pomeczowej premii (jak mówi sam Jarek - po awansie do A-klasy wzrosła do piętnastu) do godnej pensji i gry wśród najlepszych. Piękna historia.
Niewiele jednak brakowało, by wcale nie miała tak chwalebnego finału. Nie zawsze przy Okrzei doceniano jego zasługi. Nadszedł dzień, gdy (choć trudno w to uwierzyć) stał się w klubie niepotrzebny. Pamiętam, jak pojawił się w Radzionkowie. Ruch przeżywał już wtedy bardzo trudne chwile i zakontraktowanie Kaszowskiego było swego rodzaju sensacją. Pojechałam przygotować o tym materiał i uderzyło mnie, jak mimo rozżalenia i wyraźnie wyczuwalnego smutku starał się mówić dobrze o Piaście, choć z pewnością czuł się skrzywdzony. Bardzo mnie to poruszyło.
Ukochany klub jeszcze kilka razy rozczarował Jarka, ale gdy tylko pojawiła się możliwość powrotu, to z niej skorzystał puszczając w niepamięć przeszłość. Dziś mówi o tym, co dobre, co klub mu dał, jak pomógł. Bo w końcu przy Okrzei poszli po rozum do głowy, w końcu zrozumieli, że takich ludzi, takiej miłości do klubu lekceważyć nie wolno. Na takich właśnie ludziach buduje się jego potęgę. Tak się powinno traktować legendy.
Szczęśliwie dla Jarka nie wszyscy w Gliwicach zapomnieli, ile dla klubu zrobił i ile powinien znaczyć. Kibice pamiętali. I to w dużej mierze (a może przede wszystkim) dzięki nim wreszcie zostanie doceniony tak, jak na to zasłużył. Pojutrze przy Okrzei odbędzie się wielkie święto - oficjalne pożegnanie Jarka z boiskiem. Pierwsza drużyna zagra towarzysko z Ruchem a Kasza wystąpi ponownie w ukochanym zespole. Podobno trochę się boi…
Zaplanowano także inne atrakcje. Będą dawni koledzy z boiska, trenerzy, ludzie, których spotkał w Piaście przez lata… W materiale zapowiadającym niedzielny benefis, który kilka dni temu przygotował mój redakcyjny kolega, Jarek mówi, że ma nadzieję, że pożegnają go pełne trybuny. Żeby pokazać siłę kibiców Piasta. Mam nadzieję, że tak właśnie będzie. Że ci, którzy głośno się o niego upomnieli, teraz spełnią jego wielkie marzenie. Bo Jarek zawsze marzył o tym, że zagra na nowym stadionie i bardzo żałował, że nie miał okazji. Teraz się doczeka. Zgotujcie mu więc niezapomniane pożegnanie. Zasłużył.
Olga Rybicka
Reporterka sportowa
TVP Katowice
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów