FELIETON: Jaki pan, taki kram
24.02.2014
4 grudnia, gdy na Śląsku świętowaliśmy Barbórkę, Ruch tracił do Górnika 11 punktów. Trudno uwierzyć, że wystarczyło – ile to? – raz, dwa... cztery kolejki, żeby obie drużyny zrównały się punktami.
Oczywiście, mówi się, że w Polsce za szybko ocenia się trenerów i pewnie coś w tym jest, ale żeby nie było, że tylko my jesteśmy tacy zaściankowi – jak nowy szkoleniowiec niczego nie poprawi, to na zachodzie też się go wyrzuca, vide: HSV. Ale akurat do Zabrza Ryszard Wieczorek nie przychodził z czystą kartą. Jego nie chciano już na dzień dobry, więc siłą rzeczy nie będzie kredytu, a raczej debet zaufania.
Trener Wieczorek opowiada o swoich dwóch spadkach z ekstraklasy w jednym sezonie tak pięknie, że właściwie dziwię się, że – skoro był na takim topie – nikt mu wtedy nie dał do prowadzenia reprezentacji Polski. Ale w Zabrzu jakoś tego kibice nie docenili i już na wstępie miał ciężko. W siedmiu meczach ligowych Wieczorek, który – przypominam – przejmował wicelidera ekstraklasy i najliczniej reprezentowaną polską drużynę w kadrze narodowej, zdobył z zabrzanami... siedem punktów:
Był jeden pozytyw, owszem: ogranie Legii w Pucharze Polski. Mimo wszystko, to jest bardzo mało.
Największe pretensje mam jednak do Wieczorka nie o to, że przegrywa, a o teksty typu „chyba powinniśmy dać na mszę“. Wiem, trener miał też na myśli fakt, że dwaj jego zawodnicy się zderzyli. Ale piłka nożna jest takim sportem, że tu prawie nigdy nie gra się optymalnym składem. Zawsze ktoś z jakiegoś powodu wypada i trzeba sobie radzić. I przypomnę, że Górnik jesienią miał niewyobrażalne problemy na środku obrony, co mecz grał z inną parą stoperów, a jednak u Nawałki wygrywał, u Wieczorka przegrywa. O dawaniu na mszę może mówić zawodnik, bo nie musi wiedzieć, dlaczego się nie układa. Trener musi wiedzieć. Jeśli się przegrywa dwa mecze po 0-3, to choćby nie wiem jakiego się miało pecha, nie da się tym wytłumaczyć wszystkiego.
Mam też do niego pretensje o komedię z bramkarzami. Miał ich aż czterech. O jednym było wiadomo, że jest przeciętny, ale raczej niczego nie zepsuje (Steinbors), o drugim, że raczej zepsuje (Witkowski), o trzecim, że nie tak Drewniaka uczył tańczyć (Kasprzik), a o czwartym, że jest takim talentem, jakiego dawno nie widziano (Kuchta). I na pierwszy mecz wychodzi ten, który psuje, a ten, który ponoć ma talent idzie na wypożyczenie. W drugim meczu kontuzję łapie Steinbors i wychodzi na to, że w bramce będzie stał Kasprzik. Opcje są dwie: albo Kuchta to wcale nie taki talent, albo Wieczorek boi się na niego postawić, bo chłopak ma 18 lat. Cóż, na innego utalentowanego „Pucka“ Nawałka parę lat temu postawił i dziś dzieli szatnię z Francesco Tottim.
Jan Kocian mniej gada, więcej robi. On nie mówi, że „idzie na majstra“, tylko idzie na majstra. To znaczy, nie ma co przesadzać, bo Ruch też ma swoje ograniczenia, które pewnie nie pozwolą mu rywalizować o pierwsze miejsce, ale fakt faktem, właśnie przeskoczył Górnika i awansował na miejsce pucharowe. W tabeli od momentu przejęcia chorzowian przez Jana Kociana Niebiescy są na drugim miejscu, tuż za Legią. Przejmował ich na 14. miejscu...
Wieczorek oczywiście nie ma w Zabrzu komfortowych warunków, tak jak i Kocian w Chorzowie. Tylko są trenerzy, którzy potrafią zaciemnić obraz. Nawałka notorycznie przykrywał grą zespołu problemy Górnika (tak, pamiętam zeszłoroczną wiosnę, ale ile miał Nawałka takich rund, a ile dobrych?). Tak samo robił Waldemar Fornalik i robi Kocian w Ruchu. Wieczorek kojarzy mi się z Jackiem Zielińskim. Niby gdzieś indziej miał sukcesy, „niby tak krawiec kraje, jak mu materii staje“, ale na kilometr widać, że coś tu nie gra, nie pasuje, nie ma chemii. Zieliński z Ruchem spadł z ligi, w czym Wieczorek ma doświadczenie. Przewaga Górnika nad grupą spadkową wynosi osiem punktów. Przypominam: roztrwonienie 11-punktowej przewagi nad Ruchem zajęło Górnikowi cztery kolejki. Do końca sezonu jest jeszcze meczów czternaście. Dawajcie dalej na mszę.
Michał Trela
Autor jest dziennikarzem „Przeglądu Sportowego“. Więcej jego tekstów znajdziesz na michaltrela.blog.pl.
Oczywiście, mówi się, że w Polsce za szybko ocenia się trenerów i pewnie coś w tym jest, ale żeby nie było, że tylko my jesteśmy tacy zaściankowi – jak nowy szkoleniowiec niczego nie poprawi, to na zachodzie też się go wyrzuca, vide: HSV. Ale akurat do Zabrza Ryszard Wieczorek nie przychodził z czystą kartą. Jego nie chciano już na dzień dobry, więc siłą rzeczy nie będzie kredytu, a raczej debet zaufania.
Trener Wieczorek opowiada o swoich dwóch spadkach z ekstraklasy w jednym sezonie tak pięknie, że właściwie dziwię się, że – skoro był na takim topie – nikt mu wtedy nie dał do prowadzenia reprezentacji Polski. Ale w Zabrzu jakoś tego kibice nie docenili i już na wstępie miał ciężko. W siedmiu meczach ligowych Wieczorek, który – przypominam – przejmował wicelidera ekstraklasy i najliczniej reprezentowaną polską drużynę w kadrze narodowej, zdobył z zabrzanami... siedem punktów:
- ograł dwie najsłabsze drużyny ligi,
- przegrał dwa najważniejsze mecze sezonu – derby z Piastem i Ruchem,
- zremisował z Lechią,
- po przepracowaniu okresu przygotowawczego, gdy w pełni mógł się popisać jako trener, przegrał z 14. drużyną ligi 0-3 i z bezpośrednim rywalem w walce o mistrzostwo (bo przecież „Górnik idzie na mistrza“) u siebie także 0-3.
Był jeden pozytyw, owszem: ogranie Legii w Pucharze Polski. Mimo wszystko, to jest bardzo mało.
Największe pretensje mam jednak do Wieczorka nie o to, że przegrywa, a o teksty typu „chyba powinniśmy dać na mszę“. Wiem, trener miał też na myśli fakt, że dwaj jego zawodnicy się zderzyli. Ale piłka nożna jest takim sportem, że tu prawie nigdy nie gra się optymalnym składem. Zawsze ktoś z jakiegoś powodu wypada i trzeba sobie radzić. I przypomnę, że Górnik jesienią miał niewyobrażalne problemy na środku obrony, co mecz grał z inną parą stoperów, a jednak u Nawałki wygrywał, u Wieczorka przegrywa. O dawaniu na mszę może mówić zawodnik, bo nie musi wiedzieć, dlaczego się nie układa. Trener musi wiedzieć. Jeśli się przegrywa dwa mecze po 0-3, to choćby nie wiem jakiego się miało pecha, nie da się tym wytłumaczyć wszystkiego.
Mam też do niego pretensje o komedię z bramkarzami. Miał ich aż czterech. O jednym było wiadomo, że jest przeciętny, ale raczej niczego nie zepsuje (Steinbors), o drugim, że raczej zepsuje (Witkowski), o trzecim, że nie tak Drewniaka uczył tańczyć (Kasprzik), a o czwartym, że jest takim talentem, jakiego dawno nie widziano (Kuchta). I na pierwszy mecz wychodzi ten, który psuje, a ten, który ponoć ma talent idzie na wypożyczenie. W drugim meczu kontuzję łapie Steinbors i wychodzi na to, że w bramce będzie stał Kasprzik. Opcje są dwie: albo Kuchta to wcale nie taki talent, albo Wieczorek boi się na niego postawić, bo chłopak ma 18 lat. Cóż, na innego utalentowanego „Pucka“ Nawałka parę lat temu postawił i dziś dzieli szatnię z Francesco Tottim.
Jan Kocian mniej gada, więcej robi. On nie mówi, że „idzie na majstra“, tylko idzie na majstra. To znaczy, nie ma co przesadzać, bo Ruch też ma swoje ograniczenia, które pewnie nie pozwolą mu rywalizować o pierwsze miejsce, ale fakt faktem, właśnie przeskoczył Górnika i awansował na miejsce pucharowe. W tabeli od momentu przejęcia chorzowian przez Jana Kociana Niebiescy są na drugim miejscu, tuż za Legią. Przejmował ich na 14. miejscu...
Wieczorek oczywiście nie ma w Zabrzu komfortowych warunków, tak jak i Kocian w Chorzowie. Tylko są trenerzy, którzy potrafią zaciemnić obraz. Nawałka notorycznie przykrywał grą zespołu problemy Górnika (tak, pamiętam zeszłoroczną wiosnę, ale ile miał Nawałka takich rund, a ile dobrych?). Tak samo robił Waldemar Fornalik i robi Kocian w Ruchu. Wieczorek kojarzy mi się z Jackiem Zielińskim. Niby gdzieś indziej miał sukcesy, „niby tak krawiec kraje, jak mu materii staje“, ale na kilometr widać, że coś tu nie gra, nie pasuje, nie ma chemii. Zieliński z Ruchem spadł z ligi, w czym Wieczorek ma doświadczenie. Przewaga Górnika nad grupą spadkową wynosi osiem punktów. Przypominam: roztrwonienie 11-punktowej przewagi nad Ruchem zajęło Górnikowi cztery kolejki. Do końca sezonu jest jeszcze meczów czternaście. Dawajcie dalej na mszę.
Michał Trela
Autor jest dziennikarzem „Przeglądu Sportowego“. Więcej jego tekstów znajdziesz na michaltrela.blog.pl.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów