FELIETON: Dziwny krok częstochowskich działaczy. Oby trafili, jak ci z Gliwic…
07.11.2014
Raków Częstochowa to żaden ligowy potentat. Ot, drugoligowy średniak, który dodatkowo na trzecim poziomie rozgrywkowym utrzymał się w poprzednim sezonie tylko dlatego, że Polonia Bytom wpadła w długi po uszy i nie dostała licencji. W lecie zespół wzmocniono (pozyskanie Pawlusińskiego to z pewnością jeden z ciekawszych transferów w lidze), ale bez przesady – zespół spod Jasnej Góry nie stał się nagle jakimś faworytem do awansu.
Początek rundy był bardzo obiecujący, najwyraźniej za bardzo. W Częstochowie nagle uznali, że mają drużynę zdolną powalczyć o awans, choć po reformie i połączeniu grup druga liga stała się mocna, jak nigdy. Wystarczył jeden nieudany miesiąc, cztery mecze bez zwycięstwa (dwa remisy i dwie porażki), by pracę stracił trener Brzęczek. Trener, który prowadził Raków przez blisko pięć lat i z którym przeżywał wiele dużo gorszych miesięcy niż ten ostatni.
Trzeba podkreślić, że zespół z Częstochowy nie wlecze się w ogonie, nie walczy o utrzymanie – jest dziesiąty, a do lidera traci DZIEWIĘĆ punktów. Siedem do miejsca premiowanego awansem. Faktycznie – kiepski sezon.
Bardziej niż sam fakt zwolnienia trenera Brzęczka dziwi mnie moment, w którym nastąpiło i argumenty przytaczane przez działaczy. Do końca rundy zostały cztery mecze, po których nastąpi trzymiesięczna przerwa. Mnóstwo czasu dla nowego trenera na poznanie i ewentualną przebudowę zespołu. Nowego trenera – i to bardzo ważne – którego Raków wcale nie ma, bo zespół ma przejąć i poprowadzić do końca miesiąca dotychczasowy asystent Brzęczka. W tym czasie działacze będą szukali szkoleniowca. „Dawid Jankowski to opcja tymczasowa i bez względu na osiągnięte przez niego wyniki 1 stycznia pracę w klubie rozpocznie nowy trener” – to cytat z dzisiejszej konferencji. Nie ma co, takie słowa na pewno motywują.
Dlaczego działacze postanowili nie czekać do końca rundy? Bo wtedy może być za późno na szukanie nowego trenera. Bo wtedy potencjalni kandydaci mogą już być zajęci. I wreszcie – bo jeszcze jest sporo punktów do zdobycia, a wyniki zespołu pod wodzą trenera Brzęczka nie są zadowalające. Tak właśnie argumentowali wczoraj swoją decyzję. I zastanawiam się, czy tylko ja podczas tej konferencji miałam uczucie, że uczestniczę w jakimś kiepskim przedstawieniu...
Taka jest specyfika trenerskiego zawodu, że nigdy nie możesz czuć się zbyt pewnie. Że widmo zwolnienia zawsze zagląda Ci w oczy. Jeśli Twój zespół przegrywa, zawodzi pokładane w nim nadzieje, nie możesz czuć się bezpiecznie. Z drugiej strony – jeśli przed sezonem mówi się, że zespół ma celować w górną połówkę tabeli, a do weryfikacji dochodzi w trakcie rundy, to złość jest zrozumiała…
Wam też się to nie klei? Nie dziwię się… Jest więcej dziwnych okoliczności. Otóż po zwolnieniu trenera Brzęczka błyskawicznie z funkcji ambasadora klubu zrezygnował Jakub Błaszczykowski. Jasne, są spokrewnieni i mocno ze sobą związani, ale pomocnik BVB nie robi wrażenia obrażalskiej osoby, z porzucającej podjęte zobowiązania, tylko dlatego, że wujek już tam nie pracuje. Nawiasem mówiąc – obie te straty mogą się okazać dla klubu bardzo dotkliwe.
Oczywiście – klub może zwolnić trenera jak chce, kiedy chce i za co chce. I nawet wtedy, gdy nie ma za co. I tak naprawdę wcale nie musi się z tego tłumaczyć. Tylko, że jeśli już się tłumaczy, to wolałabym, żeby robił to bardziej przekonująco. Albo lepiej wcale.
Olga Rybicka
Reporterka sportowa
TVP Katowice
Początek rundy był bardzo obiecujący, najwyraźniej za bardzo. W Częstochowie nagle uznali, że mają drużynę zdolną powalczyć o awans, choć po reformie i połączeniu grup druga liga stała się mocna, jak nigdy. Wystarczył jeden nieudany miesiąc, cztery mecze bez zwycięstwa (dwa remisy i dwie porażki), by pracę stracił trener Brzęczek. Trener, który prowadził Raków przez blisko pięć lat i z którym przeżywał wiele dużo gorszych miesięcy niż ten ostatni.
Trzeba podkreślić, że zespół z Częstochowy nie wlecze się w ogonie, nie walczy o utrzymanie – jest dziesiąty, a do lidera traci DZIEWIĘĆ punktów. Siedem do miejsca premiowanego awansem. Faktycznie – kiepski sezon.
Bardziej niż sam fakt zwolnienia trenera Brzęczka dziwi mnie moment, w którym nastąpiło i argumenty przytaczane przez działaczy. Do końca rundy zostały cztery mecze, po których nastąpi trzymiesięczna przerwa. Mnóstwo czasu dla nowego trenera na poznanie i ewentualną przebudowę zespołu. Nowego trenera – i to bardzo ważne – którego Raków wcale nie ma, bo zespół ma przejąć i poprowadzić do końca miesiąca dotychczasowy asystent Brzęczka. W tym czasie działacze będą szukali szkoleniowca. „Dawid Jankowski to opcja tymczasowa i bez względu na osiągnięte przez niego wyniki 1 stycznia pracę w klubie rozpocznie nowy trener” – to cytat z dzisiejszej konferencji. Nie ma co, takie słowa na pewno motywują.
Dlaczego działacze postanowili nie czekać do końca rundy? Bo wtedy może być za późno na szukanie nowego trenera. Bo wtedy potencjalni kandydaci mogą już być zajęci. I wreszcie – bo jeszcze jest sporo punktów do zdobycia, a wyniki zespołu pod wodzą trenera Brzęczka nie są zadowalające. Tak właśnie argumentowali wczoraj swoją decyzję. I zastanawiam się, czy tylko ja podczas tej konferencji miałam uczucie, że uczestniczę w jakimś kiepskim przedstawieniu...
Taka jest specyfika trenerskiego zawodu, że nigdy nie możesz czuć się zbyt pewnie. Że widmo zwolnienia zawsze zagląda Ci w oczy. Jeśli Twój zespół przegrywa, zawodzi pokładane w nim nadzieje, nie możesz czuć się bezpiecznie. Z drugiej strony – jeśli przed sezonem mówi się, że zespół ma celować w górną połówkę tabeli, a do weryfikacji dochodzi w trakcie rundy, to złość jest zrozumiała…
Wam też się to nie klei? Nie dziwię się… Jest więcej dziwnych okoliczności. Otóż po zwolnieniu trenera Brzęczka błyskawicznie z funkcji ambasadora klubu zrezygnował Jakub Błaszczykowski. Jasne, są spokrewnieni i mocno ze sobą związani, ale pomocnik BVB nie robi wrażenia obrażalskiej osoby, z porzucającej podjęte zobowiązania, tylko dlatego, że wujek już tam nie pracuje. Nawiasem mówiąc – obie te straty mogą się okazać dla klubu bardzo dotkliwe.
Oczywiście – klub może zwolnić trenera jak chce, kiedy chce i za co chce. I nawet wtedy, gdy nie ma za co. I tak naprawdę wcale nie musi się z tego tłumaczyć. Tylko, że jeśli już się tłumaczy, to wolałabym, żeby robił to bardziej przekonująco. Albo lepiej wcale.
Olga Rybicka
Reporterka sportowa
TVP Katowice
Polecane
II liga