FELIETON: Czy Piast jest tak słaby, żeby go jeszcze wzmacniać?!
03.03.2014
„A czy my mamy słaby skład, żeby go jeszcze wzmacniać?“ – tak odpowiedział w maju 2013 Jarosław Kołodziejczyk, prezes Piasta Gliwice, na pytanie dziennikarza „Dziennika Zachodniego“ o zainteresowanie Robertem Demjanem i Kamilem Wacławczykiem.
„Znajdziemy dla niego godnego następcę, bo szukać potrafimy!“ – powiedział „Sportowi“ 13 sierpnia o odejściu Marcina Robaka.
Te cytaty są dla mnie znamienne. Zresztą zawsze były, bo uderzyły mnie już w momencie ich wypowiadania. Mój tekst z maja 2013: „Jeden zły moment i z klasowego lidera możesz się stać pośmiewiskiem. Trzeba widzieć mankamenty, wyjmować gorzej działające ogniwa, wstawiać lepsze, dbać o konkurencję, o to by niektórzy nie obrośli w piórka. Wiem, że na każdą sytuację można znaleźć przysłowie, ale nie przypadkiem mówi się, że wyjść na szczyt jest trudno, a utrzymać się na nim jeszcze trudniej. Piast w tym składzie osobowym nie osiągnie lepszych wyników niż w tym roku. Nie ma takiej możliwości. Znaczący skok umiejętności mogą jeszcze zaliczyć Radosław Murawski czy Dariusz Trela, ewentualnie Zbozień czy Oleksy, ale ich akurat może przy Okrzei latem nie być. Nieważne zresztą. Rozpracowani, pewni miejsca w drużynie, zadowoleni z siebie zawodnicy Piasta są skazani na gorsze wyniki. Chyba, że umiejętnie się tę maszynę podkręci. Piast jest na początku drogi, a jego prezes brzmi, jakby już wybudował pomnik i dobrnął do końca historii jeśli chodzi o drużynę piłkarską.“
Dzisiaj kontekst mamy już zupełnie inny. Piast nie wchodzi akurat do europejskich pucharów, tylko zalicza serię sześciu meczów bez zwycięstwa. Od listopadowej wygranej z Górnikiem Ryszarda Wieczorka (którego – jak się okazuje – leje każdy, kto się napatoczy), gliwiczanie przyjęli szóstkę od Zawiszy, czwórkę od Lecha. Wiadomo więc, że pojawiają się głosy o zwolnieniu Marcina Brosza. A ja uważam, że Piast zawalił politykę sportową na całej linii jako klub. I nie tylko Brosza w tym wina. Wiem, że trener ma w gliwickim dziale sportowym bardzo mocną pozycję, niemal na wzór angielski i jego winy też w obecnej sytuacji trochę jest, ale nie zrzucajmy wszystkiego na trenera.
U prezesa Kołodziejczyka ani przez moment nie było widać twardego stąpania po ziemi i stopniowego wzmacniania drużyny, czego następstwem jest fakt, że letnie transfery Piasta były żartem. Wynalazki typu Carlos Martinez, Collins John, Rabiola osłabiły Piasta. Gliwiczanie nie byli w stanie zatrzymać Robaka, więc on teraz winduje w tabeli Pogoń, a nie Piasta. Pan prezes Kołodziejczyk, ze swoimi słowami o znajdowaniu następcy (jak pokazało życie: Rabioli) dla Robaka brzmi dziś, jak Mirosław Trzeciak mówiący: „Po co nam Lewandowski, mamy Arruabarrenę“.
Piast popełnił po pierwszym sezonie błąd, jaki popełniło przed nim już wielu beniaminków. Obrósł w piórka. Poczuł, że ta liga jest jednak właściwie łatwiejsza niż jej zaplecze i można ją wciągnąć nosem. Ktoś chciał odejść? Niech idzie, przyjdą inni. Oczywiście za darmo. Nie miałbym o to pretensji, gdyby Piast nie zrobił tego po raz drugi. Raz nauczył się na swoich błędach i spadł z ligi, zdarza się. Wrócił – wydawałoby się – silniejszy i drugi raz robi to samo. Pogoń Szczecin, też zeszłoroczny beniaminek, omal z ligi nie spadła. Nikt wtedy nie mówił: „A czy my jesteśmy słabi, żeby się jeszcze wzmacniać“, bo zdawał sobie sprawę, że są słabi, więc się wzmocnili. Dziś idą na puchary z Robakiem, którego Piast nie musiał stracić, tylko zwyczajnie za łatwo odpuścił. Jego odejście to nie była kwestia przerastania finansowych możliwości Piasta, ale nie stanięcia do licytacji.
Nie podoba mi się też w Piaście postępowanie względem Dariusza Treli. Daję głowę, że prezes i trener chcieliby mieć w składzie, choćby na te kilka miesięcy, Roberta Lewandowskiego. A tak właściwie, to po co on im, skoro i tak by nie grał, bo nie chciał przedłużyć kontraktu? Najlepszego zawodnika Piasta się odsuwa, bo akurat kończy mu się kontrakt. Róbmy tak dalej i cieszmy się dalej z honorowych porażek z Azerami.
Niejednokrotnie obserwując pełne niczym niepopartej pewności siebie wypowiedzi prezesa Piasta, miałem wrażenie, że kiedyś jeszcze futbol brutalnie je zweryfikuje. Jeśliby ktoś w Gliwicach się teraz zastanawiał, czy nie wyrzucić Brosza, ja bym polecił się zastanowić, czy może nie czas spojrzeć na siebie. Wielu już myślało, że wystarczy przywieźć do Polski dziesięciu słabych obcokrajowców z kartami na rękach i ośmieszy się całą ligę. Kończyło się raczej ośmieszeniem przed całą ligą. Te lekcje też już przerabialiśmy. Czy Gliwice koniecznie chcą się wszystkiego nauczyć na własnych błędach? I bez tego swoją polityką kadrową sprawiły, że są jedną z ostatnich nadziei Podbeskidzia i Widzewa.
Michał Trela
Autor jest dziennikarzem „Przeglądu Sportowego“. Więcej jego tekstów znajdziesz na michaltrela.blog.pl.
„Znajdziemy dla niego godnego następcę, bo szukać potrafimy!“ – powiedział „Sportowi“ 13 sierpnia o odejściu Marcina Robaka.
Te cytaty są dla mnie znamienne. Zresztą zawsze były, bo uderzyły mnie już w momencie ich wypowiadania. Mój tekst z maja 2013: „Jeden zły moment i z klasowego lidera możesz się stać pośmiewiskiem. Trzeba widzieć mankamenty, wyjmować gorzej działające ogniwa, wstawiać lepsze, dbać o konkurencję, o to by niektórzy nie obrośli w piórka. Wiem, że na każdą sytuację można znaleźć przysłowie, ale nie przypadkiem mówi się, że wyjść na szczyt jest trudno, a utrzymać się na nim jeszcze trudniej. Piast w tym składzie osobowym nie osiągnie lepszych wyników niż w tym roku. Nie ma takiej możliwości. Znaczący skok umiejętności mogą jeszcze zaliczyć Radosław Murawski czy Dariusz Trela, ewentualnie Zbozień czy Oleksy, ale ich akurat może przy Okrzei latem nie być. Nieważne zresztą. Rozpracowani, pewni miejsca w drużynie, zadowoleni z siebie zawodnicy Piasta są skazani na gorsze wyniki. Chyba, że umiejętnie się tę maszynę podkręci. Piast jest na początku drogi, a jego prezes brzmi, jakby już wybudował pomnik i dobrnął do końca historii jeśli chodzi o drużynę piłkarską.“
Dzisiaj kontekst mamy już zupełnie inny. Piast nie wchodzi akurat do europejskich pucharów, tylko zalicza serię sześciu meczów bez zwycięstwa. Od listopadowej wygranej z Górnikiem Ryszarda Wieczorka (którego – jak się okazuje – leje każdy, kto się napatoczy), gliwiczanie przyjęli szóstkę od Zawiszy, czwórkę od Lecha. Wiadomo więc, że pojawiają się głosy o zwolnieniu Marcina Brosza. A ja uważam, że Piast zawalił politykę sportową na całej linii jako klub. I nie tylko Brosza w tym wina. Wiem, że trener ma w gliwickim dziale sportowym bardzo mocną pozycję, niemal na wzór angielski i jego winy też w obecnej sytuacji trochę jest, ale nie zrzucajmy wszystkiego na trenera.
U prezesa Kołodziejczyka ani przez moment nie było widać twardego stąpania po ziemi i stopniowego wzmacniania drużyny, czego następstwem jest fakt, że letnie transfery Piasta były żartem. Wynalazki typu Carlos Martinez, Collins John, Rabiola osłabiły Piasta. Gliwiczanie nie byli w stanie zatrzymać Robaka, więc on teraz winduje w tabeli Pogoń, a nie Piasta. Pan prezes Kołodziejczyk, ze swoimi słowami o znajdowaniu następcy (jak pokazało życie: Rabioli) dla Robaka brzmi dziś, jak Mirosław Trzeciak mówiący: „Po co nam Lewandowski, mamy Arruabarrenę“.
Piast popełnił po pierwszym sezonie błąd, jaki popełniło przed nim już wielu beniaminków. Obrósł w piórka. Poczuł, że ta liga jest jednak właściwie łatwiejsza niż jej zaplecze i można ją wciągnąć nosem. Ktoś chciał odejść? Niech idzie, przyjdą inni. Oczywiście za darmo. Nie miałbym o to pretensji, gdyby Piast nie zrobił tego po raz drugi. Raz nauczył się na swoich błędach i spadł z ligi, zdarza się. Wrócił – wydawałoby się – silniejszy i drugi raz robi to samo. Pogoń Szczecin, też zeszłoroczny beniaminek, omal z ligi nie spadła. Nikt wtedy nie mówił: „A czy my jesteśmy słabi, żeby się jeszcze wzmacniać“, bo zdawał sobie sprawę, że są słabi, więc się wzmocnili. Dziś idą na puchary z Robakiem, którego Piast nie musiał stracić, tylko zwyczajnie za łatwo odpuścił. Jego odejście to nie była kwestia przerastania finansowych możliwości Piasta, ale nie stanięcia do licytacji.
Nie podoba mi się też w Piaście postępowanie względem Dariusza Treli. Daję głowę, że prezes i trener chcieliby mieć w składzie, choćby na te kilka miesięcy, Roberta Lewandowskiego. A tak właściwie, to po co on im, skoro i tak by nie grał, bo nie chciał przedłużyć kontraktu? Najlepszego zawodnika Piasta się odsuwa, bo akurat kończy mu się kontrakt. Róbmy tak dalej i cieszmy się dalej z honorowych porażek z Azerami.
Niejednokrotnie obserwując pełne niczym niepopartej pewności siebie wypowiedzi prezesa Piasta, miałem wrażenie, że kiedyś jeszcze futbol brutalnie je zweryfikuje. Jeśliby ktoś w Gliwicach się teraz zastanawiał, czy nie wyrzucić Brosza, ja bym polecił się zastanowić, czy może nie czas spojrzeć na siebie. Wielu już myślało, że wystarczy przywieźć do Polski dziesięciu słabych obcokrajowców z kartami na rękach i ośmieszy się całą ligę. Kończyło się raczej ośmieszeniem przed całą ligą. Te lekcje też już przerabialiśmy. Czy Gliwice koniecznie chcą się wszystkiego nauczyć na własnych błędach? I bez tego swoją polityką kadrową sprawiły, że są jedną z ostatnich nadziei Podbeskidzia i Widzewa.
Michał Trela
Autor jest dziennikarzem „Przeglądu Sportowego“. Więcej jego tekstów znajdziesz na michaltrela.blog.pl.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów