Esbjerg fB – czym to się je?
29.07.2014
Okazuje się, że założony w 1924 roku klub wcale nie jest jakimś kompletnie nieznanym teamem w swojej ojczyźnie. Po prostu największe tryumfy ekipa prowadzona aktualnie przez Nielsa Frederiksena święciła już dość dawno temu – w latach 60-tych XX wieku. Wówczas zespół sięgnął między innymi po parę tytułów Mistrza Danii i naturalnie reprezentował swój kraj w Pucharze Europy Mistrzów Krajowych.
Ostatnie lata nie były już tak udane w wykonaniu teamu z Blue Water Arena. Dość powiedzieć, że Esbjerg spadł z duńskiej ekstraklasy w sezonie 2010/11 i choć po roku do niej powrócił, to od tej pory w zasięgu Niebiesko-Białych jest maksymalnie końcówka górnej połówki tabeli Superligi. W Danii to wystarcza by reprezentować swój kraj na arenie europejskiej. Stąd dzięki piątej lokacie na mecie poprzedniego sezonu, Esbjerg gra w Lidze Europy i w rundzie trzeciej kwalifikacji sprawdzi umiejętności piłkarzy chorzowskiego Ruchu.
Duńczycy awansowali do tej fazy rozgrywek, eliminując Kajrat Ałmaty po remisie 1:1 na wyjeździe (arcyważną bramkę strzelił w doliczonym czasie gry Norweg Mohammed Fellah) oraz skromnym zwycięstwie 1:0 przed własną publicznością.
W międzyczasie Esbjerg zagrał jeszcze dwa mecze w ramach duńskiej Superligi. W tych rozgrywkach nie udało mu się jednak póki co odnieść zwycięstwa. Zaczęli od porażki z Randers FC 0:1, by w minioną niedzielę zremisować z SoenderjyskE 1:1 na „własnych śmieciach”.
Jak gra zazwyczaj najbliższy rywal „Niebieskich”? Otóż Duńczycy potrafią dość płynnie przechodzić od ustawienia czwórką defensorów i jednym napastnikiem do formacji z trzema tylko obrońcami oraz dwoma napastnikami.
Podstawowym golkiperem jest Słowak – Martin Dubravka. Defensywa oparta jest na dwóch zawodnikach. To Michael Jakobsen i Portugalczyk Eddi Gomes. W drugiej linii bryluje duet Jeppe Andersen – Jakob Ankersen (ten ostatni strzelił gola w zwycięskim meczu z Kajratem). Kluczową postacią jest także norweski pomocnik Magnus Lekven.
Atak to głównie urodzony w Stanach Zjednoczonych Duńczyk Ryan Johnson Laursen lub też Austriak Martin Pusić ale jak wspomnieliśmy Esbjerg potrafi grać także z wykorzystaniem dwóch napastników.
Jest jasne, że „Niebiescy” nie trafili w trzeciej rundzie kwalifikacji LE na jakichś „chłopców do bicia”. Esbjerg fB, podobnie jak FC Vaduz w poprzedniej fazie rywalizacji, to solidna ekipa. Oparta na zawodnikach nie stroniących od gry twardej, na pograniczu faulu. Na tym etapie europejskich zmagań nie ma już jednak wybitnie słabych rywali. Jeśli Ruch chce pozostać w grze musi udowodnić, że także do słabeuszy nie należy. I zagrać dużo lepiej niźli w ostatnim meczu z Górnikiem Łęczna.
Ostatnie lata nie były już tak udane w wykonaniu teamu z Blue Water Arena. Dość powiedzieć, że Esbjerg spadł z duńskiej ekstraklasy w sezonie 2010/11 i choć po roku do niej powrócił, to od tej pory w zasięgu Niebiesko-Białych jest maksymalnie końcówka górnej połówki tabeli Superligi. W Danii to wystarcza by reprezentować swój kraj na arenie europejskiej. Stąd dzięki piątej lokacie na mecie poprzedniego sezonu, Esbjerg gra w Lidze Europy i w rundzie trzeciej kwalifikacji sprawdzi umiejętności piłkarzy chorzowskiego Ruchu.
Duńczycy awansowali do tej fazy rozgrywek, eliminując Kajrat Ałmaty po remisie 1:1 na wyjeździe (arcyważną bramkę strzelił w doliczonym czasie gry Norweg Mohammed Fellah) oraz skromnym zwycięstwie 1:0 przed własną publicznością.
W międzyczasie Esbjerg zagrał jeszcze dwa mecze w ramach duńskiej Superligi. W tych rozgrywkach nie udało mu się jednak póki co odnieść zwycięstwa. Zaczęli od porażki z Randers FC 0:1, by w minioną niedzielę zremisować z SoenderjyskE 1:1 na „własnych śmieciach”.
Jak gra zazwyczaj najbliższy rywal „Niebieskich”? Otóż Duńczycy potrafią dość płynnie przechodzić od ustawienia czwórką defensorów i jednym napastnikiem do formacji z trzema tylko obrońcami oraz dwoma napastnikami.
Podstawowym golkiperem jest Słowak – Martin Dubravka. Defensywa oparta jest na dwóch zawodnikach. To Michael Jakobsen i Portugalczyk Eddi Gomes. W drugiej linii bryluje duet Jeppe Andersen – Jakob Ankersen (ten ostatni strzelił gola w zwycięskim meczu z Kajratem). Kluczową postacią jest także norweski pomocnik Magnus Lekven.
Atak to głównie urodzony w Stanach Zjednoczonych Duńczyk Ryan Johnson Laursen lub też Austriak Martin Pusić ale jak wspomnieliśmy Esbjerg potrafi grać także z wykorzystaniem dwóch napastników.
Jest jasne, że „Niebiescy” nie trafili w trzeciej rundzie kwalifikacji LE na jakichś „chłopców do bicia”. Esbjerg fB, podobnie jak FC Vaduz w poprzedniej fazie rywalizacji, to solidna ekipa. Oparta na zawodnikach nie stroniących od gry twardej, na pograniczu faulu. Na tym etapie europejskich zmagań nie ma już jednak wybitnie słabych rywali. Jeśli Ruch chce pozostać w grze musi udowodnić, że także do słabeuszy nie należy. I zagrać dużo lepiej niźli w ostatnim meczu z Górnikiem Łęczna.
Polecane
Ekstraklasa