Działacze z Chorzowa: Problemy finansowe Ruchu? Już ich nie będzie!
11.08.2010
Dzisiaj zorganizowano lunch prasowy w chorzowskim parku, aby podsumować spotkania "Niebieskich" w europejskich pucharach. - Przede wszystkim jestem dumny, że Ruch znów w nich wystąpił. Górny Śląsk miał swojego przedstawiciela. Nie potrafiłem tylko pojąć, dlaczego tak często było słychać, że to katastrofa, iż to klub z Chorzowa będzie reprezentował Polskę. Przecież zasłużyliśmy sobie na to, dobrą grą przez cały sezon - irytuje się Dariusz Smagorowicz.
Słowa przewodniczącego rady nadzorczej podzielał Waldemar Fornalik. - Skąd tyle jadu? - pytał. - Miałem wrażenie, że zrobiliśmy coś bardzo złego, bo przyjęło się, że w europejskich pucharach nasz kraj niemal z przydziału reprezentują trzy kluby: Wisła, Legia i Lech - wskazał szkoleniowiec Ruchu. Fornalik powtórzył, że osiągnięte wyniki były na miarę siły zespołu. - Krytykowano nas, że nie wygraliśmy z drużyną z Malty. Może i po części słusznie. Mieliśmy zastrzeżenia, co do stylu gry. Pamiętajmy jednak, że realia się zmieniły. Nasze kluby już nie są stuprocentowymi faworytami w meczach z Kazachami czy Azerami - dodał Fornalik.
- A my nie mamy się czego wstydzić! Dostaliśmy bardzo dobrą lekcję. Rozegraliśmy sześć meczów o stawkę, a nie zwykłych sparingów. Poznaliśmy dzięki temu swoje mankamenty, wiemy, nad czym trzeba pracować - podkreślił dyrektor Mirosław Mosór.
- Przypomnieliśmy w Wiedniu i nie tylko w tym mieście, że Ruch to nadal marka! Postawa zespołu była godna pochwał. Jesteśmy również zadowoleni z wyniku finansowego - przyznał Janusz Paterman, członek rady nadzorczej. Co miał na myśli? - Zarobiliśmy kilkaset tysięcy złotych - nie krył Dariusz Smagorowicz. I tak, koszty związane z pierwszym wyjazdem do Karagandy sięgnęły kwoty premii z UEFA. Następne podróże były tańsze. Kosztowały odpowiednio 40 tysięcy euro na Maltę oraz 12 tysięcy do Austrii. Do tego doszły wpływy od sponsorów oraz z biletów.
Konkretny wniosek? Dzięki ostatnim tygodniom Ruch załatał dziurę budżetową. - Pieniądze z Ligi Europejskiej, rata z Canal+ oraz kwota ze sprzedaży Artura Sobiecha sprawiają, że nasze problemy właśnie się skończyły - obwieścił Dariusz Smagorowicz. Łyżką dziegciu jest tylko fakt, że nadal ciągnie się sprawa pieniędzy, których domaga się ZUS. - Jesteśmy przekonani, że ten spór zostanie w końcu rozstrzygnięty na naszą korzyść - skwitowały władze klubu z Cichej.
Słowa przewodniczącego rady nadzorczej podzielał Waldemar Fornalik. - Skąd tyle jadu? - pytał. - Miałem wrażenie, że zrobiliśmy coś bardzo złego, bo przyjęło się, że w europejskich pucharach nasz kraj niemal z przydziału reprezentują trzy kluby: Wisła, Legia i Lech - wskazał szkoleniowiec Ruchu. Fornalik powtórzył, że osiągnięte wyniki były na miarę siły zespołu. - Krytykowano nas, że nie wygraliśmy z drużyną z Malty. Może i po części słusznie. Mieliśmy zastrzeżenia, co do stylu gry. Pamiętajmy jednak, że realia się zmieniły. Nasze kluby już nie są stuprocentowymi faworytami w meczach z Kazachami czy Azerami - dodał Fornalik.
- A my nie mamy się czego wstydzić! Dostaliśmy bardzo dobrą lekcję. Rozegraliśmy sześć meczów o stawkę, a nie zwykłych sparingów. Poznaliśmy dzięki temu swoje mankamenty, wiemy, nad czym trzeba pracować - podkreślił dyrektor Mirosław Mosór.
- Przypomnieliśmy w Wiedniu i nie tylko w tym mieście, że Ruch to nadal marka! Postawa zespołu była godna pochwał. Jesteśmy również zadowoleni z wyniku finansowego - przyznał Janusz Paterman, członek rady nadzorczej. Co miał na myśli? - Zarobiliśmy kilkaset tysięcy złotych - nie krył Dariusz Smagorowicz. I tak, koszty związane z pierwszym wyjazdem do Karagandy sięgnęły kwoty premii z UEFA. Następne podróże były tańsze. Kosztowały odpowiednio 40 tysięcy euro na Maltę oraz 12 tysięcy do Austrii. Do tego doszły wpływy od sponsorów oraz z biletów.
Konkretny wniosek? Dzięki ostatnim tygodniom Ruch załatał dziurę budżetową. - Pieniądze z Ligi Europejskiej, rata z Canal+ oraz kwota ze sprzedaży Artura Sobiecha sprawiają, że nasze problemy właśnie się skończyły - obwieścił Dariusz Smagorowicz. Łyżką dziegciu jest tylko fakt, że nadal ciągnie się sprawa pieniędzy, których domaga się ZUS. - Jesteśmy przekonani, że ten spór zostanie w końcu rozstrzygnięty na naszą korzyść - skwitowały władze klubu z Cichej.
Polecane
Ekstraklasa