"Doktor" i "Mourinho" nie dostrzegli. Radził sobie nawet na bramce

26.02.2010
Gdy w 2006 roku Kamil Glik kończył wiek juniora, Janusz Pontus wysłał go na testy - do Lecha, a następnie do Cracovii. Ani Stefan Majewski, ani Czesław Michniewicz nie dostrzegli w nim talentu.
 - Nie zdałem testów, ale wiedziałem, że jestem dobrym piłkarzem. Może i pojawiła się chwila zwątpienia, ale to był moment. Byliśmy zarażeni energią i zapałem Pontusa. Wiedzieliśmy, że przyjdzie nasz czas - twierdzi na łamach "Przeglądu Sportowego" świeżo upieczony reprezentant.

Glik wpadł w oko Pontusowi podczas turnieju młodzieżowego w Czechach, gdzie grał jako... bramkarz! - Tak się złożyło, że przed wyjazdem chłopak, który stał na bramce, złamał nogę. Nie było kim go zastąpić, więc między słupki wszedłem ja. Szło mi całkiem nieźle - uśmiecha się piłkarz.
źródło: Przegląd Sportowy

Przeczytaj również