Dlaczego Paweł Abbott nie cieszył się ze strzelonego gola?
22.09.2011
Gole Abbotta zapewniły Ruchowi zwycięstwa z Bełchatowem, Jagiellonią i z Łódzkim Klubem Sportowym. Bramka w Kielcach dała w ostatecznych rozrachunku punkt na boisku obecnego lidera. - Nie wiem, czy to przypadek, szczęście, czy po prostu potrafię się znaleźć w odpowiednim czasie i w odpowiednim miejscu - mówi Abbott.
Wczoraj nie wypadało tak dobrej okazji zmarnować...
- Dlatego chciałbym pochwalić Marka Zieńczuka, bo po jego podaniu trudno było spudłować. Chociaż... piłka odbiła mi się od obu nóg. Na szczęście wpadła do bramki.
Cztery bramki w ośmiu meczach, lecz pewny miejsca w składzie być nie możesz.
- Istotnie. "Jankes" zaczął strzelać, wszyscy wiemy, jak gra Arek Piech. Jest więc trudno. Dlatego, jak się dostaje szansę, trzeba ją wykorzystać. Tym bardziej cieszy bramka zdobyta z ŁKS-em. Inna sprawa, że ze swojej gry nie jestem zadowolony.
Dlaczego nie cieszyłeś się wczoraj ze zdobytego gola?
- Bo grałem kiedyś w ŁKS-ie, wychowałem się tam i mam szacunek do tego klubu. Zresztą... chyba nie miałbym sił okazywać radości. Skurcze zaczynały mnie łapać, a była do rozegrania jeszcze cała druga część dogrywki. Wolałem oszczędzać siły.
Była okazja, by porozmawiać o ŁKS-ie z kimś ze starych znajomych?
- Nie kontaktowałem się z nikim przed meczem. Wolałem się skoncentrować. Poza tym w zespole, który wystąpił w Chorzowie był chyba tylko jeden zawodnik, z którym miałem kiedyś okazję grać - Michał Łabędzki.
Macie życzenie, jeśli chodzi o następnego rywala w Pucharze Polski?
- Nie ma, co wybierać, bo można chcieć kogoś z niższej ligi, a potem mieć taki problem jak na przykład Lechia Gdańsk. Czekamy spokojnie na losowanie.
Wczoraj nie wypadało tak dobrej okazji zmarnować...
- Dlatego chciałbym pochwalić Marka Zieńczuka, bo po jego podaniu trudno było spudłować. Chociaż... piłka odbiła mi się od obu nóg. Na szczęście wpadła do bramki.
Cztery bramki w ośmiu meczach, lecz pewny miejsca w składzie być nie możesz.
- Istotnie. "Jankes" zaczął strzelać, wszyscy wiemy, jak gra Arek Piech. Jest więc trudno. Dlatego, jak się dostaje szansę, trzeba ją wykorzystać. Tym bardziej cieszy bramka zdobyta z ŁKS-em. Inna sprawa, że ze swojej gry nie jestem zadowolony.
Dlaczego nie cieszyłeś się wczoraj ze zdobytego gola?
- Bo grałem kiedyś w ŁKS-ie, wychowałem się tam i mam szacunek do tego klubu. Zresztą... chyba nie miałbym sił okazywać radości. Skurcze zaczynały mnie łapać, a była do rozegrania jeszcze cała druga część dogrywki. Wolałem oszczędzać siły.
Była okazja, by porozmawiać o ŁKS-ie z kimś ze starych znajomych?
- Nie kontaktowałem się z nikim przed meczem. Wolałem się skoncentrować. Poza tym w zespole, który wystąpił w Chorzowie był chyba tylko jeden zawodnik, z którym miałem kiedyś okazję grać - Michał Łabędzki.
Macie życzenie, jeśli chodzi o następnego rywala w Pucharze Polski?
- Nie ma, co wybierać, bo można chcieć kogoś z niższej ligi, a potem mieć taki problem jak na przykład Lechia Gdańsk. Czekamy spokojnie na losowanie.
Polecane
Ekstraklasa