Dlaczego "Niebiescy" stawiają na grę jednym napastnikiem?

10.08.2010
Ruch przyzwyczaił w ubiegłym sezonie do ofensywnego stylu gry, który podobał się kibicom w całym kraju. Siłę rażenia stanowili zazwyczaj dwaj napastnicy. Teraz jest jeden Sebastian Olszar.
Andrzej Niedzielan i Artur Sobiech odeszli z Chorzowa, a to oni tworzyli parę, która była postrachem na boiskach ekstraklasy. Waldemar Fornalik na ogół stawiał na obu napastników, co przynosiło świetne efekty. Ruch atakował w zabójczy sposób i potrafił strzelić w jednym spotkaniu pięć bramek. Patrząc na obecny sezon, czyli mecze w eliminacjach Ligi Europy i ligową inaugurację w Gdańsku, tylko raz udało się zdobyć więcej niż jedną bramkę. Z Szachtiorem w Karagandzie. Ostatnio z Lechią strzałów Ruchu było jak na lekarstwo.

- Dlaczego nie zagraliśmy z dwoma napastnikami? Na wiosnę było kilka spotkań, w których graliśmy z trzema środkowymi pomocnikami oraz jednym graczem w ataku, i wygrywaliśmy. Jestem zwolennikiem grania dwójką napastników, jednak widzę, w jakiej są oni dyspozycji. Poza tym wiedziałem, w jakiej formie jest Lechia, jaki preferuje system gry, więc chciałem się pod to ustawić - tłumaczył Waldemar Fornalik, który na szpicy ustawił Sebastiana Olszara. - Nie grało mu się łatwo. Niemniej potrafi więcej niż dotąd pokazał - dodał szkoleniowiec.

Sam zawodnik pozyskany z Piasta do samotności w ofensywie jest już przyzwyczajony. - Szczerze? Nie pamiętam, abym w którymś zespole grał z partnerem w ataku w tej samej linii. Tak wygląda teraz piłka i trzeba się do tego dostosować. Co zrobić, całe życie gram nie na swojej pozycji - śmiał się w Gdańsku Olszar, który nie ukrywa, że bardziej widziałby siebie na skrzydle. Dlaczego? - Bo jest więcej miejsca i częściej gra się przodem do bramki - wyjaśnił.

Przypomnijmy, że priorytetem Ruchu jest pozyskanie napastnika. Gdy tak się stało, Waldemar Fornalik miałby więcej argumentów, aby wrócić do tradycyjnego ustawienia 4-4-2.
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również