Dlaczego Mauro Cantoro wybrał ofertę Odry zamiast Ruchu?

10.02.2010
Zamiast o europejskie puchary w Chorzowie, postanowił walczyć o utrzymanie z Odrą. - Ruch będzie miał bardzo duży problem, aby powalczyć z trzema czołowymi zespołami - uważa Mauro Cantoro.
34-latek nie chciał wyjeżdżać z Polski, gdyż w Krakowie nadal uczą się w polskiej szkole jego dzieci. Jako zawodnik z Wisłą był związany przez blisko dziewięć lat. Przy rozstaniu Bogusław Cupiał zaproponował Mauro Cantoro pracę w innym charakterze. Jednak ten nadal czuje się na sile, aby grać w piłkę. - Może wrócę jeszcze do Krakowa. Mam do tego klubu duży sentyment. Spędziłem tam przecież niemal dziewięć lat. Na razie o Wiśle jednak zapominam - zaznacza.

Kiedy zapadła decyzja, że rozstanie się z mistrzem kraju, od razu zainteresowanie wyraziły kluby z Górnego Śląska. Argentyńczyk nie ukrywa, że miał propozycję z Chorzowa. - Ale to Odra ma bardziej konkretny cel, jakim jest utrzymanie. Chcę poczuć adrenaliną, wychodząc na każde kolejne spotkanie, a tak będzie w Wodzisławiu Śląskim. Każdy mecz będzie... finałem. Nie wolno nam kalkulować - zastrzega Cantoro, który wraz z Brasilią i Danielem Bueno stworzył w ostatniej drużynie ekstraklasy mały zaciąg z Ameryki Południowej.

Dwaj koledzy są Brazylijczykami, zaś on sam czuje się Argentyńczykiem, choć ma również obywatelstwa włoskie i polskie. Mógłby nawet być rodakiem Bueno i Brasilii, bo jego ojciec jest Brazylijczykiem. Mauro na tym nie zależy, dlatego podczas meczów obu reprezentacji rodzina Cantoro jest podzielona. - Nawet jeśli Argentyna gra z innym rywalem i tata mówi, że jej kibicuje, to wiem, że kłamie - śmieje się.

Wesoło jest również w Odrze. - Panuje bardzo dobra atmosfera. To ważne - dodaje Mauro.
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również