Dlaczego Maciej Jankowski nie cieszy się po golach dla Ruchu Chorzów?
03.03.2013
Nie należy wyciągać wniosków z "jednej jaskółki", ale są pewne symptomy tego, że Maciej Jankowski wraca do wysokiej formy. Wielu zastanawiało się, jak Ruch będzie sobie radził w grze ofensywnej bez Arkadiusza Piecha, a eksperci oraz zwykli kibice typowali do miana jego następcy zwykle "Jankesa". Rzeczywiście, były gracz KP Piaseczno w meczach z Zagłębiem Lubin i Widzewem Łódź chętnie brał ciężar gry ofensywnej na swoje barki i wychodziło mu to naprawdę dobrze. Nic tylko się cieszyć? Nic... bardziej mylnego.
Panuje ostatnio w Polsce moda na nadawanie piłkarzom przydomków od nazwisk znanych zawodników ze światowej piłki. Jest więc "ząbkowski Messi" (Robert Chwastek), "Messi z Katowic" (Rafał Sadowski). Może też być "Balotelli z Chorzowa". Podobnie jak włoski napastnik AC Milan, Jankowski stara się po golach zachowywać powściągliwie. Dlaczego? - Będę się cieszył na koniec sezonu, jak zdobędziemy więcej punktów i będziemy w innym położeniu w tabeli. Na razie jesteśmy, gdzie jesteśmy i musimy zdobywać punkty. Nie ma się z czego cieszyć - komentuje.
Radość mają za to z występów napastnika kibice. Szczególnie dobrze układa się w ostatnim czasie współpraca Jankowskiego z Filipem Starzyńskim. - Rzeczywiście, jestem zadowolony z tej współpracy. Fajnie to wygląda, naprawdę coraz lepiej - mówi atakujący "Niebieskich". - Zdecydowanie jest po tym meczu z Widzewem ulga, że w końcu udało nam się wygrać. Wreszcie przyszło odblokowanie i mam nadzieję, że na dłuższy czas. Myślę, że teraz będziemy już punktować regularnie - wyraża nadzieję bohater meczu z łodzianami.
Po trzech wiosennych meczach Ruchu, trudno właściwie powiedzieć, co można sądzić o tej drużynie. W potyczce z Lechem gra była katastrofalna, z Zagłębiem już zdecydowanie lepsza, a z Widzewem zdarzały się nawet przebłyski efektownej gry. - Ciężko powiedzieć, który Ruch jest prawdziwy. Dopiero kolejne potyczki to pokażą - uważa napastnik. On natomiast wyglądał w tych spotkaniach lepiej niż większość pozostałych graczy na boisku. - To już wy dziennikarze macie oceniać. Ja się po prostu cieszę, że udało mi się strzelić gola i podać do "Migdała" (Mindaugas Panka - przyp. MT) - kończy Maciej Jankowski.
Panuje ostatnio w Polsce moda na nadawanie piłkarzom przydomków od nazwisk znanych zawodników ze światowej piłki. Jest więc "ząbkowski Messi" (Robert Chwastek), "Messi z Katowic" (Rafał Sadowski). Może też być "Balotelli z Chorzowa". Podobnie jak włoski napastnik AC Milan, Jankowski stara się po golach zachowywać powściągliwie. Dlaczego? - Będę się cieszył na koniec sezonu, jak zdobędziemy więcej punktów i będziemy w innym położeniu w tabeli. Na razie jesteśmy, gdzie jesteśmy i musimy zdobywać punkty. Nie ma się z czego cieszyć - komentuje.
Radość mają za to z występów napastnika kibice. Szczególnie dobrze układa się w ostatnim czasie współpraca Jankowskiego z Filipem Starzyńskim. - Rzeczywiście, jestem zadowolony z tej współpracy. Fajnie to wygląda, naprawdę coraz lepiej - mówi atakujący "Niebieskich". - Zdecydowanie jest po tym meczu z Widzewem ulga, że w końcu udało nam się wygrać. Wreszcie przyszło odblokowanie i mam nadzieję, że na dłuższy czas. Myślę, że teraz będziemy już punktować regularnie - wyraża nadzieję bohater meczu z łodzianami.
Po trzech wiosennych meczach Ruchu, trudno właściwie powiedzieć, co można sądzić o tej drużynie. W potyczce z Lechem gra była katastrofalna, z Zagłębiem już zdecydowanie lepsza, a z Widzewem zdarzały się nawet przebłyski efektownej gry. - Ciężko powiedzieć, który Ruch jest prawdziwy. Dopiero kolejne potyczki to pokażą - uważa napastnik. On natomiast wyglądał w tych spotkaniach lepiej niż większość pozostałych graczy na boisku. - To już wy dziennikarze macie oceniać. Ja się po prostu cieszę, że udało mi się strzelić gola i podać do "Migdała" (Mindaugas Panka - przyp. MT) - kończy Maciej Jankowski.
Polecane
Ekstraklasa