"Dla takich chwil warto grać w piłkę. Nie dla premii, nie dla pieniędzy"
08.10.2010
Specjalista ten współpracował ściśle z Ruchem Chorzów. Do momentu, kiedy zmarł. Jak była rola Wielkoszyńskiego w odbudowaniu formy Niedzielana? - Ogromna. Trener Fornalik zaraz po moim przyjściu do Chorzowa stwierdził, że dobrze by było, gdybyśmy zaczęli współpracę z doktorem. Ja miałem na to ochotę, świętej pamięci pan Wielkoszyński również i tak to się zaczęło. Już po pierwszym spotkaniu obaj stwierdziliśmy, że to jest to. Dużo się od niego nauczyłem, pokazał mi, jakie mam mankamenty, gdzie mam rezerwy. Wszystkiego mnie nauczył - przyznaje sam zawodnik.
"Wtorkowi" w ogóle nie przeszkadzało, że gabinet Wielkoszyńskiego znajdował się na terenie... zakładów mięsnych. - Rocky Balboa też trenował w rzeźni, tak? A jak skończył? Czasem okazuje się, że rzeźnia jest lepsza niż najbardziej elegancki fitness club. Jak byłem małym chłopakiem, to też nie trenowałem na zielonych murawach, tylko pastwiskach i betonie. Tam się rodzą charaktery. Miałem się obrazić, że gabinet doktora Wielkoszyńskiego był przy zakładach mięsnych? Bo przecież to nie była rzeźnia - mówi Niedzielan.
- Gabinet doktora był na terenie zakładów mięsnych pana Paruzela. Łączyłem więc przyjemne z pożytecznym, bo przywoziłem do domu kiełbasę i polędwicę. Żona była zachwycona. Robota nam się paliła w rękach. Doktor widział moje zaangażowanie i od razu zresztą przychodziły efekty. Widziałem innych, którzy u niego trenowali, dochodzili do formy. Pamiętałem, jak wyglądali, zanim rozpoczęli współpracę z panem Wielkoszyńskim i jak wyglądali po niej.
Efekt? Niedzielan dziś błyszczy. Gola strzelił nawet w meczu z Ruchem. Mimo to publika w Chorzowie skandowała jego nazwisko. - To była z całą pewnością jedna z piękniejszych chwil w mojej karierze piłkarskiej. Dla takich chwil warto grać w piłkę. Nie dla premii, nie dla pieniędzy. Dopiero wtedy człowiek czuje się w pełni doceniony - przyznaje 31-letni napastnik.
"Wtorkowi" w ogóle nie przeszkadzało, że gabinet Wielkoszyńskiego znajdował się na terenie... zakładów mięsnych. - Rocky Balboa też trenował w rzeźni, tak? A jak skończył? Czasem okazuje się, że rzeźnia jest lepsza niż najbardziej elegancki fitness club. Jak byłem małym chłopakiem, to też nie trenowałem na zielonych murawach, tylko pastwiskach i betonie. Tam się rodzą charaktery. Miałem się obrazić, że gabinet doktora Wielkoszyńskiego był przy zakładach mięsnych? Bo przecież to nie była rzeźnia - mówi Niedzielan.
- Gabinet doktora był na terenie zakładów mięsnych pana Paruzela. Łączyłem więc przyjemne z pożytecznym, bo przywoziłem do domu kiełbasę i polędwicę. Żona była zachwycona. Robota nam się paliła w rękach. Doktor widział moje zaangażowanie i od razu zresztą przychodziły efekty. Widziałem innych, którzy u niego trenowali, dochodzili do formy. Pamiętałem, jak wyglądali, zanim rozpoczęli współpracę z panem Wielkoszyńskim i jak wyglądali po niej.
Efekt? Niedzielan dziś błyszczy. Gola strzelił nawet w meczu z Ruchem. Mimo to publika w Chorzowie skandowała jego nazwisko. - To była z całą pewnością jedna z piękniejszych chwil w mojej karierze piłkarskiej. Dla takich chwil warto grać w piłkę. Nie dla premii, nie dla pieniędzy. Dopiero wtedy człowiek czuje się w pełni doceniony - przyznaje 31-letni napastnik.
Polecane
Ekstraklasa