"Dla mnie to naturalne - jestem z Gliwic, więc jestem kibicem Piasta"

03.07.2013
- Widać, że kibiców przybywa. Nie tylko turystów, którzy chcieli zwiedzić nowy stadion, ale tych oddanych, którzy tworzą modę na Piasta. Celem jest regularne zapełnianie całego obiektu - mówi Jarosław Kaszowski.
Kaszowski od początku lutego jest w Piaście menedżerem ds. sprzedaży. Jego praca ma pomóc w budowaniu coraz wyższej frekwencji na meczach przy Okrzei - Zajmuję się tym, by bilety jak najszybciej trafiały do osób, które chciałyby je kupić. Do tej pory można było nabyć wejściówkę tylko na stadionie, albo w kasie, teraz jest sprzedaż przez Internet oraz możliwość zakupienia biletu na przykład w swoim miejscu pracy. Firmy zamawiają u nas bilety, my dowozimy je do nich na miejsce, gwarantujemy im zniżki, a oni sprzedają je wśród swoich pracowników. Wszyscy na tym korzystają, bo kibice nie muszą się już martwić kolejkami pod kasami, tylko mają bilet do odbioru w miejscu swojej pracy. Tak samo wygląda sytuacja z sektorami szkolnymi, szkoła zamawia bilety i sprzedaje je wśród uczniów - mówi o efektach swojej pracy Kaszowski.

- Na tych sektorach jest zresztą dużo atrakcji, piłkarze rozdają autografy, można wygrać różne fanty i tym podobne. Dzięki temu widać coraz więcej kibiców, nawet wśród ludzi, którzy pojawili się na stadionie po raz pierwszy już po zbudowaniu nowego stadionu. Wcześniej bali się chodzić na mecze ze względów bezpieczeństwa, teraz już nie mają żadnych obaw - przyznaje.

W poprzednim sezonie tylko na jedno spotkanie zabrakło biletów - ostatnie z GKS-em Bełchatów.  - Trzeba też pamiętać, że ta frekwencja teraz jest wysoka, ale jest dość ciepło. Przyjdzie znowu ostrzejsza zima i znowu spadnie liczba kibiców. Niestety nie jesteśmy Anglią, gdzie ten klimat jest w miarę łagodny. To jest realny problem - czasem nie da się wysiedzieć w tych mrozach w lutym czy w marcu. Nic z tym nie zrobimy, trzeba się po prostu z tym pogodzić - twierdzi Kaszowski.

Na frekwencję wpływ ma też fakt, że na Śląsku jest sporo klubów z wieloma kibicami, przez co walka o klienta jest trudniejsza, niż w innych regionach Polski. - Nie możemy odbierać gliwiczanom prawa do dopingowania innej drużyny, ale wiadomo, że bardzo byśmy tego chcieli. Dla mnie to naturalne - jestem z Gliwic, więc jestem kibicem Piasta Gliwice. Ale oczywiście szanujemy także sympatyków innych zespołów - komentuje Kaszowski.

Mimo to, z frekwencją jest ostatnio i tak lepiej, niż kilka lat temu. - Pamiętam ostatni mecz sezonu, w którym zwycięstwo oznaczało awans do A-klasy. To było spotkanie z ŁTS-em Łabędy, na naszym stadioniku, na tych ławeczkach cztery i pół tysiąca osób. Stadion pełny, na trybunach nie ma gdzie wbić szpilki. Dyrektor Tarachulski zawiózł potem fotki na Górnik, gdzie frekwencja wahała się w okolicach dwóch tysięcy kibiców na mecz. To był dla nas duży powód do dumy i świadectwo, jakie zapotrzebowanie było na piłkę w Gliwicach. Widzę teraz chłopaków w młynie, którzy wtedy mieli po osiem czy dziesięć lat, a teraz są tutaj wiodącymi postaciami. Wiadomo, że te nowe formy bezpieczeństwa, monitoringi, zakazy, to wszystko może zniechęcać, bo trzeba mieć kartę kibica, trzeba pomyśleć o tym wszystkim przed meczem, nie można spontanicznie wejść i usiąść sobie, by obejrzeć mecz. Ale i tak widać, że kibiców przybywa. Nie tylko turystów, którzy chcieli zwiedzić nowy stadion, ale tych oddanych, którzy tworzą modę na Piasta. Celem jest regularne zapełnianie całego obiektu - mówi Kaszowski.
źródło: weszlo.com

Przeczytaj również