"Diamond Boxing Night" czyli klapy nie było, ale...

08.03.2010
Pełny Spodek, pojedynek "polskiego olbrzyma", rewanż Macieja Zegana z Arturem Grigorianem, a na deser walka Ślązaka - Damiana Jonaka. Tak zapowiadała się gala boksu w Katowicach.
Do kompletu publiczności sporo zabrakło, a z trzech wspomnianych wyżej walk nie było żadnej. Mariusz Wach wycofał się kilka dni po konferencji prasowej. Rywal Zegana uznał, że jest już za stary i powiedział pas, a w jego miejsce wskoczył mało znany pięściarz. Na frekwencję wpływ miał też brak Damiana Jonaka, który zrezygnował z walki o Mistrzostwo Europy.

Na minus można zaliczyć oprawę widowiska, która była dosyć skromna. Daleko jej było do "show” z pamiętnej walki stulecia, czy też gal KSW. Przerwy między niektórymi walkami (w których nie działo się nic, jeśli nie liczyć muzyki puszczonej z taśmy) trwały kilkanaście minut, można je było lepiej zagospodarować.  Cicho puszczona muzyka i kilku celebrytów (m.in. Dariusz Michalczewski, Jan Tomaszewski) na widowni to trochę za mało. Planując kolejną diamentową noc organizatorzy muszą pamiętać, że kibice przyjeżdżają z różnych miast. Gala nie może kończyć się o 1:30 w nocy, nawet jeśli jest organizowana w weekend. Sporo osób musiało wcześniej wyjść, aby zdążyć na ostatni pociąg czy autobus.

Co możemy zaliczyć na plus? Ceny biletów były dosyć atrakcyjne dla kibiców (najtańsze wejściówki kosztowały 25 zł). Nie zobaczyliśmy nawet jednego nokautu, ale walki Łukasza Maćca czy Mateusza Masternaka (o tytuł młodzieżowego mistrza świata federacji WBC) mogły się podobać. Podsumowując, nie była to idealna gala, ale nie możemy mówić o całkowitej klapie. Z niecierpliwością czekamy na kolejne bokserskie pojedynki na Śląsku.
autor: Adrian Waloszczyk

Przeczytaj również