Derby na remis z wyraźnym wskazaniem
03.08.2018
"GieKSa"od początku spotkania była stroną atakującą i sprawniej szukającą okazji na otwarcie wyniku. Na prowadzenie mogła wyjść tuż po pierwszym gwizdku, kiedy najpierw z dystansu uderzał Adrian Błąd, a później - po interwencji Konrada Jałochy - nieskutecznie dobijał również Daniel Rumin. Napastnik "GieKSy" sprawiał defensywie rywala spore kłopoty. Nie bał się dryblingu, często wychodził po piłkę i było kwestią czasu, aż dobrą dyspozycję przełoży na udział w trafieniu dla katowiczan. Udało się w 33. minucie, kiedy wykończył znakomite dośrodkowanie Adriana Frańczaka i... doprowadził do wyrównania.
Wcześniej bowiem - całkiem niespodziewanie - na prowadzenie wyszli przyjezdni. Z prawej strony pola karnego katowiczan dał się ograć Frańczak, a stojący kilka metrów od bramki rywala Daniel Tanżyna nie niepokojony przez defensorów gospodarzy dał swojej drużynie prowadzenie. Ani trafienie dla przyjezdnych, ani kolejne świetne interwencje Jałochy (wygrany pojedynek z Błądem), ani pech podopiecznych Jacka Paszulewicza (piękny wolej Frańczaka po którym piłka wylądowała na poprzeczce) nie złamały gospodarzy. W końcu udało im się doprowadzić do remisu, a na przerwę schodzili przy aplauzie publiczności, która wyraźnie "kupowała" tak grającą "GieKSę". O ile bowiem Tychy rozczarowywały, to Katowice wyglądały na zespół który wyszedł na boisko po prostu "po swoje" i po kwadransie wróci z szatni udokumentować wyższość nad przyjezdnymi.
Rozmach z pierwszej odsłony w ciągu wspomnianych piętnastu minut zdążył się jednak z gospodarzy ulotnić. Odcięty od podań Rumin okazję do strzału miał dopiero w 62. minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, ale raz jeszcze tego dnia doskonale spisał się Jałocha. Dziesięć minut później z dystansu mocno, ale niecelnie uderzał Błąd. Najbliżej drugiego gola dla gospodarzy było jednak w 80. minucie - przebitkę z rywalem na swojej połowie wygrał Mateusz Kamiński, błyskawicznym podaniem wypuścił Błąda, który zagrał do będącego bez opieki Grzegorza Piesio. 30-latek zdecydował się na techniczny strzał z szesnastego metra, po którym piłka drugi raz tego dnia obiła tyską bramkę. W końcówce nieźle zapowiadającą się kontrę źle rozwiązał Rumin, który mimo ostrego kąta próbował ogrywać golkipera Tychów zamiast poszukać wbiegających w pole karne kolegów.
Trzeba jednak przyznać, że w trakcie drugich 45 minut goście bronili już zdecydowanie bardziej konsekwentnie, a straszyć próbowali kontrami i stałymi fragmentami gry. Wynikało z tego jednak tak naprawdę bardzo niewiele. Nie było choćby momentu, w którym ekipa Ryszarda Tarasiewicza wyglądałaby na tą, która jest bliższa sięgnięcia po trzy punkty. W jej przypadku remis jest sukcesem, choć trzy pierwsze mecze bez wygranej to dla faworyta rozgrywek start rozczarowujący. Na dziś wyżej w tabeli pozostaje "GieKSa" z Katowic, której poczynania momentami wlewały w serca fanów z Bukowej pewną dozę optymizmu.
Wcześniej bowiem - całkiem niespodziewanie - na prowadzenie wyszli przyjezdni. Z prawej strony pola karnego katowiczan dał się ograć Frańczak, a stojący kilka metrów od bramki rywala Daniel Tanżyna nie niepokojony przez defensorów gospodarzy dał swojej drużynie prowadzenie. Ani trafienie dla przyjezdnych, ani kolejne świetne interwencje Jałochy (wygrany pojedynek z Błądem), ani pech podopiecznych Jacka Paszulewicza (piękny wolej Frańczaka po którym piłka wylądowała na poprzeczce) nie złamały gospodarzy. W końcu udało im się doprowadzić do remisu, a na przerwę schodzili przy aplauzie publiczności, która wyraźnie "kupowała" tak grającą "GieKSę". O ile bowiem Tychy rozczarowywały, to Katowice wyglądały na zespół który wyszedł na boisko po prostu "po swoje" i po kwadransie wróci z szatni udokumentować wyższość nad przyjezdnymi.
Rozmach z pierwszej odsłony w ciągu wspomnianych piętnastu minut zdążył się jednak z gospodarzy ulotnić. Odcięty od podań Rumin okazję do strzału miał dopiero w 62. minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, ale raz jeszcze tego dnia doskonale spisał się Jałocha. Dziesięć minut później z dystansu mocno, ale niecelnie uderzał Błąd. Najbliżej drugiego gola dla gospodarzy było jednak w 80. minucie - przebitkę z rywalem na swojej połowie wygrał Mateusz Kamiński, błyskawicznym podaniem wypuścił Błąda, który zagrał do będącego bez opieki Grzegorza Piesio. 30-latek zdecydował się na techniczny strzał z szesnastego metra, po którym piłka drugi raz tego dnia obiła tyską bramkę. W końcówce nieźle zapowiadającą się kontrę źle rozwiązał Rumin, który mimo ostrego kąta próbował ogrywać golkipera Tychów zamiast poszukać wbiegających w pole karne kolegów.
Trzeba jednak przyznać, że w trakcie drugich 45 minut goście bronili już zdecydowanie bardziej konsekwentnie, a straszyć próbowali kontrami i stałymi fragmentami gry. Wynikało z tego jednak tak naprawdę bardzo niewiele. Nie było choćby momentu, w którym ekipa Ryszarda Tarasiewicza wyglądałaby na tą, która jest bliższa sięgnięcia po trzy punkty. W jej przypadku remis jest sukcesem, choć trzy pierwsze mecze bez wygranej to dla faworyta rozgrywek start rozczarowujący. Na dziś wyżej w tabeli pozostaje "GieKSa" z Katowic, której poczynania momentami wlewały w serca fanów z Bukowej pewną dozę optymizmu.
GKS Katowice - GKS Tychy 1:1 (1:1)
0:1 - Daniel Tanżyna 21'
1:1 - Daniel Rumin 33'
Katowice: Pawełek - Lisowski, Kamiński, Remisz, Frańczak - Tabiś (75' Słomka), Poczobut, Michalik, Piesio (83' Bronisławski), Błąd - Rumin. Trener: Jacek Paszulewicz.
Tychy: Jałocha – Grzybek (64' Grzybek), Biernat, Tanżyna, Abramowicz - Barnhardt (68' Staniucha), Daniel, Grzeszczyk, J. Piątek (82. K. Piątek), Steblecki - Zapolnik. Trener: Ryszard Tarasiewicz.
Sędzia: Paweł Pskit (Łódź)
Żółte kartki: Poczobut, Tabiś, Słomka (Katowice), Biernat (Tychy)
Widzów: 3000.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku