Dariusz Smagorowicz: O trzeciej w nocy ledwo, ledwo się uspokoiłem
13.04.2012
Szybko pan ostudził emocje po wtorkowej dramaturgii w Krakowie?
- Ależ skąd! O trzeciej w nocy ledwo, ledwo się uspokoiłem i zasnąłem. To nie była noc, po której można było szybko położyć się spać i o której można prędko zapomnieć.
Ale z perspektywy czasu jest pan zadowolony z takiego obrotu spraw...
- Oczywiście, bo kto by pamiętał o tym spotkaniu, gdybyśmy przegrali 0-1 czy 1-2 po nudnych 90 minutach? Dzięki bramce Wisły w 90. minucie widowisko zyskało. Rzuty karne dały potężny ładunek emocjonalny. Dostałem sygnały, że zainteresowali się meczem nawet ci, którzy dotąd tylko zerkali od czasu do czasu na telewizor. To była krótko mówiąc fajna reklama polskiej piłki. A scenariusz? Był najpiękniejszy z możliwych, a więc niezwykła huśtawka nastrojów. Na przemian w euforię wpadali kibice Wisły i Ruchu. Dla nas najważniejsze, że awansowaliśmy, bo to istotne dla psychiki naszych zawodników w kontekście derbów z Górnikiem.
Legia, Wisła i Górnik - na przestrzeni siedmiu dni. Jest pan w stanie pogodzić wszystkie obowiązki przy takim natłoku ważnych meczów?
- Znaliśmy terminarz już znacznie wcześniej, więc był czas, by się z tym wszystkim oswoić. Jestem osobą, która planuje sobie życie. Wiedziałem więc, że czeka na nas taka zbitka spotkań do rozegrania. Bo od dawna było wiadome, w jakim natężeniu zaplanowane zostały kolejki ligowe. Poza tym dla Waldemara Fornalika i jego sztabu szkoleniowego priorytetem było już przed sezonem dojście do jak najdalszej fazy Pucharu Polski. To zagęszczenie spotkań nas zatem nie zaskoczyło.
Na wczorajszej konferencji prasowej spotkali się ze sobą trenerzy, którzy już długo pracują z Ruchem i Górnikiem. Śląskie kluby dają przykład prezesom innych polskich klubów, że warto stawiać na cierpliwość?
- Każdy prezes ma swoją wizję pracy. Nasza strategia zakłada, by zespół budował stale ten sam architekt. Bo Ruch stale jest w budowie. To żywy organizm, w którym cały czas trzeba coś zmieniać, udoskonalać. Na przykładzie naszego klubu można powiedzieć, że obrana drogą jest tą właściwą.
Chyba podobnie należy ocenić decyzje podjęte w Zabrzu?
- Tak, ale jako prezes Ruchu nie chcę wypowiadać na temat strategii Górnika.
Skoro już pan mówi o budowie, o wzmacnianiu... Czy jest zawodnik, który obecnie gra w Zabrzu, a którego z chęcią ściągnąłby pan do Chorzowa?
- Nie pełnię w klubie roli dyrektora sportowego, w związku z czym nie mam takich dylematów. Swoją drogą, wiem, że dziennikarze uwielbiają takie pytania, ale nabiorę wody w usta (śmiech).
Rozmawiał Krzysztof Kubicki
- Ależ skąd! O trzeciej w nocy ledwo, ledwo się uspokoiłem i zasnąłem. To nie była noc, po której można było szybko położyć się spać i o której można prędko zapomnieć.
Ale z perspektywy czasu jest pan zadowolony z takiego obrotu spraw...
- Oczywiście, bo kto by pamiętał o tym spotkaniu, gdybyśmy przegrali 0-1 czy 1-2 po nudnych 90 minutach? Dzięki bramce Wisły w 90. minucie widowisko zyskało. Rzuty karne dały potężny ładunek emocjonalny. Dostałem sygnały, że zainteresowali się meczem nawet ci, którzy dotąd tylko zerkali od czasu do czasu na telewizor. To była krótko mówiąc fajna reklama polskiej piłki. A scenariusz? Był najpiękniejszy z możliwych, a więc niezwykła huśtawka nastrojów. Na przemian w euforię wpadali kibice Wisły i Ruchu. Dla nas najważniejsze, że awansowaliśmy, bo to istotne dla psychiki naszych zawodników w kontekście derbów z Górnikiem.
Legia, Wisła i Górnik - na przestrzeni siedmiu dni. Jest pan w stanie pogodzić wszystkie obowiązki przy takim natłoku ważnych meczów?- Znaliśmy terminarz już znacznie wcześniej, więc był czas, by się z tym wszystkim oswoić. Jestem osobą, która planuje sobie życie. Wiedziałem więc, że czeka na nas taka zbitka spotkań do rozegrania. Bo od dawna było wiadome, w jakim natężeniu zaplanowane zostały kolejki ligowe. Poza tym dla Waldemara Fornalika i jego sztabu szkoleniowego priorytetem było już przed sezonem dojście do jak najdalszej fazy Pucharu Polski. To zagęszczenie spotkań nas zatem nie zaskoczyło.
Na wczorajszej konferencji prasowej spotkali się ze sobą trenerzy, którzy już długo pracują z Ruchem i Górnikiem. Śląskie kluby dają przykład prezesom innych polskich klubów, że warto stawiać na cierpliwość?
- Każdy prezes ma swoją wizję pracy. Nasza strategia zakłada, by zespół budował stale ten sam architekt. Bo Ruch stale jest w budowie. To żywy organizm, w którym cały czas trzeba coś zmieniać, udoskonalać. Na przykładzie naszego klubu można powiedzieć, że obrana drogą jest tą właściwą.
Chyba podobnie należy ocenić decyzje podjęte w Zabrzu?
- Tak, ale jako prezes Ruchu nie chcę wypowiadać na temat strategii Górnika.
Skoro już pan mówi o budowie, o wzmacnianiu... Czy jest zawodnik, który obecnie gra w Zabrzu, a którego z chęcią ściągnąłby pan do Chorzowa?
- Nie pełnię w klubie roli dyrektora sportowego, w związku z czym nie mam takich dylematów. Swoją drogą, wiem, że dziennikarze uwielbiają takie pytania, ale nabiorę wody w usta (śmiech).
Rozmawiał Krzysztof Kubicki
Polecane
Ekstraklasa