Dariusz Fornalak: Nie każdy może prowadzić zespół, który sam wygrywa (wywiad)
16.01.2012
W turnieju halowym Beskid Cup pana Polonia zajęła trzecie miejsce. Będzie pan oceniał zawodników, czy traktuje pan to jako rozbieganie?
- Tu nie ma mowy o żadnej ocenie zawodników, bo nie o to chodzi. Przyjechaliśmy tutaj pomóc chłopakowi, który cierpi, bo uległ poważnemu wypadkowi. Pierwszy raz miałem okazję z nim porozmawiać, pobyć chwilę i powiem szczerze, że jestem podbudowany jego postawą. Tym, że z takim optymizmem podchodzi do życia. Dlatego powinniśmy się cieszyć, że tutaj przyjechaliśmy pomóc. Te sprawy sportowe schodzą na dalszy plan. Nie zamierzam na podstawie tego turnieju wysnuwać żadnych wniosków.
W porządku, jednak od bieżącej sytuacji klubu trudno już uciec. Rozpoczynają się przygotowania, które dla Polonii są bardzo ważne. Mogą nawet zdecydować o przyszłości klubu...
- Zdecydowanie tak. Sytuacja jest trudna. Dodatkowo komplikuje ją zakaz transferów nałożony na nasz klub. Głęboko wierzę w to, że jest to kwestia... bardzo bym chciał - najbliższych dni, ale boje się, że to trochę potrwa, co na pewno nie będzie nam pomagało w pracy. Mimo to, staramy się robić swoje, czyli tworzyć wizję tego składu, bo nie ulega wątpliwości, że skład personalny Polonii Bytom musi zostać wzmocniony.
Nigdy jednak nie wiadomo, jak zareaguje Polski Związek Piłki Nożnej. Co jeśli...?
- ...Zgadza się i ja cały czas chcę unikać odpowiedzi na pytanie "co jeśli?". Wtedy sytuacja by nie była wesoła.
Na razie skład nie dość, że nie może zostać wzmocniony, to został jeszcze osłabiony, chociażby przez niespodziewane zakończenie kariery Lukasza Killara...
- Takie sytuacje się zdarzają. To już jest poza nami. Lukasz podjął taką, a nie inną, decyzję. Znowu musimy powiedzieć, że zdrowie jest najważniejsze i należy ten wybór uszanować. Ale, że spadł on na nas niespodziewanie, to musimy się z tym zmierzyć. Mamy tutaj kolejne wolne miejsce do obsadzenia.
Zwłaszcza, że Daniel Tanżyna jeszcze trochę poczeka na powrót na boisko...
- To akurat wiedzieliśmy. Życzę mu jak najlepiej i - z tego co widzę - jego rehabilitacja przebiega bardzo sprawnie, ale pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć i nie można przyspieszyć. Nic nie stanie się z dnia na dzień. Daniel trenuje indywidualnie i ja bardzo bym chciał, żeby... w tej rundzie wrócił. Na tę chwilę to jest jednak tylko "chciejstwo".

Odszedł też Jakub Świerczok. Panu w budowie drużyny to też nie pomoże, mimo że klub dostał trochę pieniędzy.
- Ma dostać...
A pan stracił skutecznego napastnika, którego prędko się raczej nie zastąpi...
- Sam pan widzi, ile tych komplikacji jest. Nie jesteśmy dzisiaj w miejscu, w którym możemy powiedzieć, że pracuje nam się miło, łatwo i przyjemnie. Czeka nas ciężka harówa, żeby stanąć na wysokości zadania i stworzyć taką grupę ludzi, która podoła zadaniu i w tej trudnej rundzie rewanżowej da utrzymanie w I lidze Polonii Bytom.
Trzeba jednak przyznać, że w tej chwili trudno w to wierzyć. Pan widzi w zawodnikach wiarę w powodzenie?
- Wie pan, umówmy się, że na tę chwilę ja cały czas żyję nadzieją, że kształt osobowy tej grupy się zmieni. Wówczas będziemy mogli mówić o wierze i oczekiwaniach, które przed określonymi ludźmi postawimy. Powtarzałem to już niejednokrotnie - ten skład osobowy, który był jesienią, się nie sprawdził. Ten skład osobowy musi ulec zmianie. Czekamy na moment, żeby po prostu ogłosić zawodnikom, którzy nie sprawdzili się w I lidze, że nie będziemy z nich już korzystać. Jest to brutalne, ale tak to się odbywa zwykle, że jedni odchodzą, drudzy przychodzą. Na tę chwilę z innych względów tego kroku nie możemy zrobić. Utrzymanie Polonii Bytom w tym składzie personalnym byłoby - powiem szczerze - iluzoryczne.
Mimo nałożonego zakazu transferowego sprawdzacie zawodników...
- ... Powiem tak, mamy zamiar sprawdzać. Na razie przyglądaliśmy się naszej młodzieży, zawodnikom, którzy wcześniej występowali najpierw w Młodej Ekstraklasie, a ostatnio w zespole rezerw i to nie są na dzisiaj ludzie, którzy będą wzmocnieniem, czy wartościowym uzupełnieniem składu I-ligowego zespołu.
O wierze w utrzymanie Polonii u zawodników już rozmawialiśmy. A pan tę wiarę ma, a jeśli tak, to skąd ją czerpie?
- Nie uciekam od odpowiedzialności i od codziennej ciężkiej pracy. Nie każdy może być trenerem mistrza Polski, czy zespołu walczącego o europejskie puchary. Nie każdy może pracować z grupą ludzi, która sama wygrywa mecze i w zasadzie nie potrzebuje trenera. Mam świadomość, w jakiej sytuacji Polonia się dzisiaj znalazła. Na praktycznie każdej płaszczyźnie realia są skrajnie trudne, ale mimo to ten optymizm jest. Gdyby go nie było, musiałbym zejść z tego okrętu, a to - oczywiście, jeżeli działacze nie uznają tego za stosowne - myślę, że na tę chwilę się nie stanie. Ja będę pierwszym, który będzie ten optymizm wlewał w drużynę, którą mam nadzieję, po jakichś zmianach personalnych stworzymy. Na naszą korzyść w tym momencie akurat działa czas, który został do rozpoczęcia ligi, bo jest on stosunkowo długi, w porównaniu do tego, co działo się latem, kiedy musieliśmy podejmować decyzje w ciągu jednego tygodnia. Dlatego w tym też upatruję naszej szansy, że te nasze decyzje mogą być bardziej przemyślane, będzie więcej okazji do testów, więc będzie też mniej pomyłek. A tych pomyłek w ciągu tego sezonu trochę już popełniliśmy.
Na koniec, dokąd ostatecznie pojedziecie na obóz, bo co rusz pojawiają się sprzeczne komunikaty. Turcja?
- To akurat teraz zostawmy, bo te rzeczy w naszym klubie dzieją się bardzo dynamicznie. Są uwarunkowane od wielu rzeczy, ale przede wszystkim od finansów. Ja bym do tego podchodził bardzo spokojnie. Jest taki plan, że w przyszłym tygodniu, dokładnie za 10 dni wyjedziemy na minizgrupowanie do hotelu "Piramida" i będziemy trenować na obiektach tyskich, a na przełomie lutego i marca rzeczywiście wyjazd do Turcji jest w planie. Jednak, czy do niego dojdzie, będzie zależało od tego, jaka wtedy będzie sytuacja w klubie...
Rozmawiał Michał Trela.
- Tu nie ma mowy o żadnej ocenie zawodników, bo nie o to chodzi. Przyjechaliśmy tutaj pomóc chłopakowi, który cierpi, bo uległ poważnemu wypadkowi. Pierwszy raz miałem okazję z nim porozmawiać, pobyć chwilę i powiem szczerze, że jestem podbudowany jego postawą. Tym, że z takim optymizmem podchodzi do życia. Dlatego powinniśmy się cieszyć, że tutaj przyjechaliśmy pomóc. Te sprawy sportowe schodzą na dalszy plan. Nie zamierzam na podstawie tego turnieju wysnuwać żadnych wniosków.
W porządku, jednak od bieżącej sytuacji klubu trudno już uciec. Rozpoczynają się przygotowania, które dla Polonii są bardzo ważne. Mogą nawet zdecydować o przyszłości klubu...
- Zdecydowanie tak. Sytuacja jest trudna. Dodatkowo komplikuje ją zakaz transferów nałożony na nasz klub. Głęboko wierzę w to, że jest to kwestia... bardzo bym chciał - najbliższych dni, ale boje się, że to trochę potrwa, co na pewno nie będzie nam pomagało w pracy. Mimo to, staramy się robić swoje, czyli tworzyć wizję tego składu, bo nie ulega wątpliwości, że skład personalny Polonii Bytom musi zostać wzmocniony.
Nigdy jednak nie wiadomo, jak zareaguje Polski Związek Piłki Nożnej. Co jeśli...?
- ...Zgadza się i ja cały czas chcę unikać odpowiedzi na pytanie "co jeśli?". Wtedy sytuacja by nie była wesoła.
Na razie skład nie dość, że nie może zostać wzmocniony, to został jeszcze osłabiony, chociażby przez niespodziewane zakończenie kariery Lukasza Killara...
- Takie sytuacje się zdarzają. To już jest poza nami. Lukasz podjął taką, a nie inną, decyzję. Znowu musimy powiedzieć, że zdrowie jest najważniejsze i należy ten wybór uszanować. Ale, że spadł on na nas niespodziewanie, to musimy się z tym zmierzyć. Mamy tutaj kolejne wolne miejsce do obsadzenia.
Zwłaszcza, że Daniel Tanżyna jeszcze trochę poczeka na powrót na boisko...
- To akurat wiedzieliśmy. Życzę mu jak najlepiej i - z tego co widzę - jego rehabilitacja przebiega bardzo sprawnie, ale pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć i nie można przyspieszyć. Nic nie stanie się z dnia na dzień. Daniel trenuje indywidualnie i ja bardzo bym chciał, żeby... w tej rundzie wrócił. Na tę chwilę to jest jednak tylko "chciejstwo".

Odszedł też Jakub Świerczok. Panu w budowie drużyny to też nie pomoże, mimo że klub dostał trochę pieniędzy.
- Ma dostać...
A pan stracił skutecznego napastnika, którego prędko się raczej nie zastąpi...
- Sam pan widzi, ile tych komplikacji jest. Nie jesteśmy dzisiaj w miejscu, w którym możemy powiedzieć, że pracuje nam się miło, łatwo i przyjemnie. Czeka nas ciężka harówa, żeby stanąć na wysokości zadania i stworzyć taką grupę ludzi, która podoła zadaniu i w tej trudnej rundzie rewanżowej da utrzymanie w I lidze Polonii Bytom.
Trzeba jednak przyznać, że w tej chwili trudno w to wierzyć. Pan widzi w zawodnikach wiarę w powodzenie?
- Wie pan, umówmy się, że na tę chwilę ja cały czas żyję nadzieją, że kształt osobowy tej grupy się zmieni. Wówczas będziemy mogli mówić o wierze i oczekiwaniach, które przed określonymi ludźmi postawimy. Powtarzałem to już niejednokrotnie - ten skład osobowy, który był jesienią, się nie sprawdził. Ten skład osobowy musi ulec zmianie. Czekamy na moment, żeby po prostu ogłosić zawodnikom, którzy nie sprawdzili się w I lidze, że nie będziemy z nich już korzystać. Jest to brutalne, ale tak to się odbywa zwykle, że jedni odchodzą, drudzy przychodzą. Na tę chwilę z innych względów tego kroku nie możemy zrobić. Utrzymanie Polonii Bytom w tym składzie personalnym byłoby - powiem szczerze - iluzoryczne.
Mimo nałożonego zakazu transferowego sprawdzacie zawodników...
- ... Powiem tak, mamy zamiar sprawdzać. Na razie przyglądaliśmy się naszej młodzieży, zawodnikom, którzy wcześniej występowali najpierw w Młodej Ekstraklasie, a ostatnio w zespole rezerw i to nie są na dzisiaj ludzie, którzy będą wzmocnieniem, czy wartościowym uzupełnieniem składu I-ligowego zespołu.
O wierze w utrzymanie Polonii u zawodników już rozmawialiśmy. A pan tę wiarę ma, a jeśli tak, to skąd ją czerpie?
- Nie uciekam od odpowiedzialności i od codziennej ciężkiej pracy. Nie każdy może być trenerem mistrza Polski, czy zespołu walczącego o europejskie puchary. Nie każdy może pracować z grupą ludzi, która sama wygrywa mecze i w zasadzie nie potrzebuje trenera. Mam świadomość, w jakiej sytuacji Polonia się dzisiaj znalazła. Na praktycznie każdej płaszczyźnie realia są skrajnie trudne, ale mimo to ten optymizm jest. Gdyby go nie było, musiałbym zejść z tego okrętu, a to - oczywiście, jeżeli działacze nie uznają tego za stosowne - myślę, że na tę chwilę się nie stanie. Ja będę pierwszym, który będzie ten optymizm wlewał w drużynę, którą mam nadzieję, po jakichś zmianach personalnych stworzymy. Na naszą korzyść w tym momencie akurat działa czas, który został do rozpoczęcia ligi, bo jest on stosunkowo długi, w porównaniu do tego, co działo się latem, kiedy musieliśmy podejmować decyzje w ciągu jednego tygodnia. Dlatego w tym też upatruję naszej szansy, że te nasze decyzje mogą być bardziej przemyślane, będzie więcej okazji do testów, więc będzie też mniej pomyłek. A tych pomyłek w ciągu tego sezonu trochę już popełniliśmy.
Na koniec, dokąd ostatecznie pojedziecie na obóz, bo co rusz pojawiają się sprzeczne komunikaty. Turcja?
- To akurat teraz zostawmy, bo te rzeczy w naszym klubie dzieją się bardzo dynamicznie. Są uwarunkowane od wielu rzeczy, ale przede wszystkim od finansów. Ja bym do tego podchodził bardzo spokojnie. Jest taki plan, że w przyszłym tygodniu, dokładnie za 10 dni wyjedziemy na minizgrupowanie do hotelu "Piramida" i będziemy trenować na obiektach tyskich, a na przełomie lutego i marca rzeczywiście wyjazd do Turcji jest w planie. Jednak, czy do niego dojdzie, będzie zależało od tego, jaka wtedy będzie sytuacja w klubie...
Rozmawiał Michał Trela.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku