Czym zajmuje się obecnie Michał Chałbiński? (wywiad)

12.02.2012
Z jednej strony wiele meczów i goli w ekstraklasie, z drugiej mnogie kontuzje i zamieszanie w aferę korupcyjną. W dorobku mistrzostwo kraju i superpuchar. - Jestem spełniony, ale tylko na 80% - mówi.
Michał Chałbiński jest postacią rozpoznawalną na polskich boiskach. W ekstraklasie rozegrał 216 meczów, strzelając 75 goli. Choć to za mało, żeby nawet raz sięgnąć po koronę króla strzelców, mimo że dwukrotnie o taką się otarł. Raz zabrał mu ją Grzegorz Piechna, a po raz kolejny, nosa napastnikowi utarł Piotr Reiss.

Czujesz się Ślązakiem?
- Urodziłem się na Śląsku i tutaj wiele lat grałem. Nie odczuwam jednak specjalnej różnicy między grą na Śląsku, a w innych rejonach kraju. Dobrze dogaduję się z ludźmi, aklimatyzacja zawsze przebiega dobrze. Stąd nie jestem specjalnie przywiązany do żadnej z krain w Polsce. Ale nie ukrywam, że ze Śląska pochodzę. Wręcz przeciwnie, wciąż tutaj mieszkam, mimo wielu podróży.

Bramkostrzelny napastnik bez tytułu króla strzelców. Masz żal do siebie, że ani razu nie udało Ci się zdobyć tego trofea?
- Trochę tak, bo szczególnie w boju z Piotrkiem Reissem byłem w stanie wygrać. Czekało mnie kilka takich meczów, w których mogłem bez problemu umieścić piłkę w siatce, jednak kontuzja wykluczyła mnie na długi czas. Głównie dlatego po ten tytuł sięgnął Reiss, a nie ja.

Mimo tego, że takiego trofea nie masz, to zdobyłeś 75 goli, masz w domu medal za mistrzostwo Polski z Zagłębiem Lubin oraz wywalczyłeś z tym klubem Superpuchar. Czujesz się spełniony?
- Tylko w 80%. Pozostałe 20% to kontuzje i krótka przygoda w Niemczech. Szczególnie stracone i nieudane były dla mnie trzy ostatnie lata kariery. Podczas tego okresu z kontuzjami to ja mogłem na wakacje jeździć, tak się zbrataliśmy. Naprawdę, nie odstępowały mnie one na krok.

A nie plujesz sobie w brodę, że wyjechałeś do Niemiec? Ledwo co rozwinąłeś się w Wodzisławiu i od razu zdecydowałeś się na wyjazd...
- Gra w Niemczech to super doświadczenie. Ani przez chwilę nie żałowałem podjętej decyzji. Muszę nieco zdradzić kulisy mojego niegrania w klubie. Podczas przygotowań przytrafiła mi się kontuzja, zerwałem więzadło w barku, a mój konkurent, o podobnych umiejętnościach co ja, po prostu wygryzł mnie ze składu. Ale za granicą doceniano moje umiejętności. Powiem więcej - inne kluby w trakcie zimowej sesji transferowej, chciały mnie zatrudnić. 

To skąd decyzja o powrocie do kraju?

- Zmusiło mnie życie, a dokładnie stan zdrowia ojca. To był niejako zakręt w moim życiu, wtedy podjąłem decyzję o powrocie. Kto wie, jak potoczyłaby się moja kariera, gdybym został w Niemczech? To jednak przeszłość, a teraz należy skupić się na przyszłości.

 Brniesz w menedżerkę coraz bardziej?
- Potrafię dogadywać się z ludźmi, kontakt z innymi nie sprawia mi problemów, stąd wszedłem w układ z Polakiem mieszkającym w Niemczech. On jest w pełni uprawnionym menedżerem, posiadającym kontakty niemalże w całej Europie. Ja mu pomagam na rynku polskim, gdzie wyrobiłem sobie markę i znajomości.

Nie chcesz działaś na własne nazwisko?

- Nie. Nie wiążę z tym zawodem pracy "do ostatniego tchu". Menedżerka to raczej okres przejściowy. W chwili obecnej jestem w trakcie budowania własnego biznesu.

Co to za biznes? Jest związany z piłką nożną?
- Nie chcę na razie zapeszać. Jak wyjdzie, dam znać.

Miałeś w swojej karierze też nieudane decyzje, takie jak te związane z aferą korupcyjną. 40 tysięcy złotych grzywny, niespełna 73 tysięcy złotych do oddania, a na dodatek 3 lata więzienia w zawieszeniu...
- Oczywiście, że nie było warto ich podejmować. Moi koledzy już nieraz wypowiadali się na ten temat. Żałuję tego, co zrobiłem, ale czasu nie cofnę. Zdecydowanie osławiło to moje nazwisko, byłem mocno krytykowany. Na szczęście zostawiłem to za sobą.

Czyli rozumiem, że europejskie puchary w barwach Polonii Warszawa smakowały lepiej?
- Nie do końca. Gra w europejskich pucharach to spore wyróżnienie i emocje. Warto choć raz wziąć udział w takim meczu. Na pewno lepiej jest awansować w sposób uczciwy, ale nie patrzę na tę sprawę przez pryzmat taki, o jakim tutaj mówisz.

Rozmawiał Dawid Jenczmyk
autor: Dawid Jenczmyk

Przeczytaj również