Czy w końcu odpalą?

09.08.2014
Chorzowski Ruch przedwczoraj został jednym z dwóch ostatnich polskich zespołów, które walczą jeszcze w ramach europejskich pucharów sezonu 2014/15. „Niebiescy” wyeliminowali silnych rywali z lig szwajcarskiej oraz duńskiej. Teraz jednak ponownie wracają na ligowe poletko, gdzie idzie im zdecydowanie gorzej.
Norbert Barczyk/pressfocus.pl
W niedzielę o 18:00 przyjdzie Ruchowi zagrać w Krakowie z Wisłą. Co prawda mecz ten miał się pierwotnie odbyć w Chorzowie ale wobec wiadomych problemów z murawą przy Cichej 6, gospodarz pojedynku został zmieniony.

W takiej sytuacji, przed „Niebieskimi” drugie, z trzech z rzędu, wyjazdowych spotkań, a patrząc na tabelę Ekstraklasy może to także być, to najtrudniejsze w serii. Wisła jeszcze nie przegrała w bieżących rozgrywkach meczu. Po dwóch remisach, krakowianie pokonali tydzień temu poznańskiego Lecha na obiekcie przy ulicy Bułgarskiej 3:2.

Wyjazdowy tryumf ekipę Franciszka Smudy musi cieszyć, choć z drugiej strony Lech nie pozostawił po sobie zbyt dobrego wrażenia w dwumeczu z islandzkim Stjarnan, gdzie odpadł z Ligi Europy. Może więc i wygrana Wisły, choć w bardzo dobrym stylu, jakimś specjalnie wielkim wyczynem nie jest.

Tak czy inaczej zespół Jana Kociana musi walczyć o jakąkolwiek zdobycz punktową, bo rywale uciekają, a to gra w Ekstraklasie, nie w europejskich pucharach, pozostaje dla Ruchu priorytetem. Mamy nadzieję, że zwycięski remis w Danii i dwa zdobyte gole, pozytywnie wpłyną na „Niebieskich”, dzięki czemu ci wreszcie pokażą w ligowej konfrontacji taką grę, w jakiej oglądaliśmy ich podczas rywalizacji z FC Vaduz czy Esbjerg fB.

Dodatkowym smaczkiem niedzielnego pojedynku jest gra w barwach Wisły aż trzech zawodników, którzy w poprzednim sezonie występowali w Ruchu. Michał Buchalik, Maciej Sadlok i Maciej Jankowski mają raczej pewne miejsce w wyjściowym składzie krakowian. Gorzej z Markiem Zieńczukiem oraz Michałem Szewczykiem (a to przecież dawni gracze „Białej Gwiazdy”!) po chorzowskiej stronie. Ich występ, z powodu kontuzji, wciąż stoi pod znakiem zapytania.
źródło: sportslaski.pl
autor: Miłosz Karski

Przeczytaj również