Czy piłkarzom Ruchu zaczyna brakować sił?

08.12.2009
- Nie przesadzajmy. Jesteśmy mężczyznami w sile wieku, którzy nie mają w nogach 50 spotkań, bo to nie jest Premiership - uważa Andrzej Niedzielan, pytany czy z Wisłą nie zabrakło "mocy".
Ogromnym atutem Ruchu prowadzonym przez Waldemara Fornalika było w tym sezonie przygotowanie fizyczne. Świetne efekty przyniósł powrót do współpracy z doktorem Jerzym Wielkoszyńskim, dbającym o zachowanie odpowiednich proporcji między siłą a szybkością. Zostały one zachwiane wiosną. - Byliśmy zawsze o jedno tempo wolniejsi od rywali. Teraz jest na odwrót - przyznawali zgodnie piłkarze.

Nie mieli oni w dodatku problemów z wytrzymaniem pełnych 90 minut. Dopiero z Wisłą Kraków ostatnie pół godziny wyglądało, jakby ktoś... odciął ich od prądu. - Przeciwnicy dyktowali warunki w tym meczu, a kiedy biega się za piłką, to traci się więcej sił niż wtedy, kiedy się nią operuje - tłumaczył Grzegorz Baran.

Agresywny pressing chorzowian sprawił, że przez godzinę mistrz kraju stworzył sobie ledwie jedną dobrą okazję. Konsekwencją tego wysiłku była końcówka. - Wisła ma większy potencjał. Braki nadrabialiśmy zaangażowaniem. Gdybyśmy byli klasowym zespołem, to inaczej rozegralibyśmy ostatnie dwa kwadranse. Mądrzej. Podświadomie się tymczasem cofnęliśmy i chyba liczyliśmy, że uda się zrobić to, co niedawno osiągnęła Cracovia - dodał Wojciech Grzyb.
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również