Czy piastowski orzeł odleci?

10.12.2015
Większość drużyn naszej Ekstraklasy rozegra jeszcze tylko dwa mecze w tym roku. Chyba jednak żadnego z zespołów nie czekają potyczki o aż tak wielkim ciężarze gatunkowym, jakie przyjdzie teraz stoczyć gliwickiemu liderowi rozgrywek.
Łukasz Sobala/pressfocus.pl
Gdy już na starcie sezonu stało się jasne, że „Piastunki” zostaną zmuszone dwukrotnie pod rząd mierzyć się najpierw z wicemistrzem, a chwilę później z mistrzem Polski, nikt nie traktował tego w kategoriach wydarzenia przez duże „W”.
Ot, po prostu problem dla ekipy z Gliwic i tyle. Nikt nie brał wówczas pod uwagę faktu, iż starcie Piasta z Legią będzie potyczką na samym szczycie ligowej tabeli, a rozgrywana tydzień później, konfrontacja gliwiczan z „Kolejorzem” może być meczem aktualnego mistrza kraju z... przyszłym.

„Banda Latala” szła jednak przez całą piłkarską jesień od zwycięstwa do zwycięstwa, prowadziła nieprzerwanie już od piątej kolejki Ekstraklasy, a liderem została, pokonując u siebie właśnie wspomnianą warszawską Legię 2-1.
Po świetnym spotkaniu, pomimo prowadzenia gości dzięki bramce niezawodnego Nikolića, „Piastunki” ograły ekipę Henninga Berga i na dobre rozgościły się wówczas w roli przodownika zmagań.

Ci, którzy myśleli, że zastana sytuacja jest tylko nic nie znaczącym przypadkiem, zbiegiem okoliczności, mocno zdziwili się tydzień później. Zespół z Okrzei wykorzystał bowiem fatalną dyspozycję Lecha, zwyciężył przy Bułgarskiej w Poznaniu 1-0 (gol Kamila Vacka), udowadniając tym samym, iż Piast nie jest absolutnie liderem tymczasowym.

Kolejne ligowe spotkania tylko potwierdzały tą tezę. Wybiegany, doskonale przygotowany fizycznie gliwicki team, zaskakiwał elastycznością swych boiskowych ustawień i założeń. Do tego dochodziła żelazna dyscyplina taktyczna oraz doskonała atmosfera, w kroczącym śmiało w kierunku następnych wygranych, zespole. 

Nawet ostatnio, choć część ekspertów uważa, że w Piaście coś się zacięło, kiedy drużyna nie wygrała dwóch z rzędu meczów, my skłonni jesteśmy raczej sądzić, iż to Górnik razem z Cracovią zagrali po prostu bardzo dobre zawody, a w ekipie lidera nadal jest wszystko w jak najlepszym porządku.

Tak naprawdę, jednak nikt nie wie jak jest. Czy rzeczywiście w Gliwicach coś się powoli wypala i zespół wróci do poziomu, do jakiego przyzwyczaił nas w minionych latach? Czy też może sytuacja jest pod pełną kontrolą, a przy Okrzei do samego końca sezonu walczyć będą o europejskie puchary, a może i, kto wie, o tytuł mistrzowski?

Częściowo odpowiedzi na te pytania poznamy w trakcie dwóch najbliższych, przedświątecznych weekendów. Jeżeli w konfrontacji z naszymi eksportowymi zespołami, które na tą chwilę wciąż są jeszcze w grze o tryumf w Lidze Europy, „Piastunki” nie polegną, staną na wysokości zadania, to chyba możemy już wtedy nabrać przekonania, graniczącego z pewnością, że gliwicki orzeł jest w stanie dolecieć na ten najwyższy krajowy szczyt.

A klub absolutnie nie zamierza wracać do czasów Piasta Kołodzieja.
źródło: SportSlaski.pl
autor: Miłosz Karski

Przeczytaj również