Człowiek w kasku wrócił do gry. "Postawiłem wszystko na jedną kartę"
28.02.2017
Obrońca "niebieskich" po raz ostatni o punkty zagrał w połowie września ubiegłego roku. Przypadkowe zderzenie z jednym z rywali z Niecieczy okazało się fatalny w skutkach. Pourazowy krwiak mózgu kazał zawodnikowi bardzo ostrożnie i długo wracać do zdrowia. - Na początku lekarze wybijali mi piłkę z głowy. Powiedzieli, że będzie bardzo ciężko o mój powrót na boisko. Już raz miałem bardzo poważną kontuzję, ale jak widać po raz kolejny postawiłem na swoim i zagrałem. Piłka jest dla mnie bardzo ważna, postawiłem wszystko na jedną kartę - przekonuje Koj.
Pokłosiem poważnego urazu głowy którego nabawił się w jesiennym meczu z Niecieczą jest specjalny ochronny kask, w którym Koj musi występować na boisku. - W tym kasku czuję się bezpiecznie, nie musiałem się przełamywać. Jest on idealnie dopasowany, nigdzie mnie nie uwiera. Cieszę się, że mogę grać. Dla mnie było ważne, żeby znowu wybiec na boisko i zagrać pierwszy mecz. Teraz już będzie tylko lepiej - zapewnia 23-latek.
Koj wrócił do składu "niebieskich" po 163 dniach nieobecności. Marcin Kowalczyk musiał zastąpić na prawej stronie defensywy nieobecnego Martina Konczkowskiego, robiąc jednocześnie miejsce na lewej obronie wychowankowi rudzkiej Slavii. Ten, jak cała defensywa Ruchu spisał się naprawdę solidnie, choć kilka razy miał kłopoty zwłaszcza z aktywnym w ataku Kamilem Dankowskim i napędzającym strachu całej obronie chorzowian Kamilem Bilińskim.
Co mówi o jego występie statystyka? Koj zaliczył 39 kontaktów z piłką, wygrał większość pojedynków w obronie, odzyskał aż 11 piłek, a przy tym nieźle radził sobie również z przodu. Za ewentualny mankament można uznać celność podań - ta na poziomie 68% była najniższa w całym bloku obronnym Ruchu, a i wśród ligowej konkurencji na pozycji lewego obrońcy nikt nie okazał się w tym elemencie mniej skuteczny. W końcówce spotkania został zmieniony przez Pawła Oleksego, a opuszczając murawę odebrał gromkie brawa od chorzowskiej publiczności.
Pokłosiem poważnego urazu głowy którego nabawił się w jesiennym meczu z Niecieczą jest specjalny ochronny kask, w którym Koj musi występować na boisku. - W tym kasku czuję się bezpiecznie, nie musiałem się przełamywać. Jest on idealnie dopasowany, nigdzie mnie nie uwiera. Cieszę się, że mogę grać. Dla mnie było ważne, żeby znowu wybiec na boisko i zagrać pierwszy mecz. Teraz już będzie tylko lepiej - zapewnia 23-latek.
Koj wrócił do składu "niebieskich" po 163 dniach nieobecności. Marcin Kowalczyk musiał zastąpić na prawej stronie defensywy nieobecnego Martina Konczkowskiego, robiąc jednocześnie miejsce na lewej obronie wychowankowi rudzkiej Slavii. Ten, jak cała defensywa Ruchu spisał się naprawdę solidnie, choć kilka razy miał kłopoty zwłaszcza z aktywnym w ataku Kamilem Dankowskim i napędzającym strachu całej obronie chorzowian Kamilem Bilińskim.
Co mówi o jego występie statystyka? Koj zaliczył 39 kontaktów z piłką, wygrał większość pojedynków w obronie, odzyskał aż 11 piłek, a przy tym nieźle radził sobie również z przodu. Za ewentualny mankament można uznać celność podań - ta na poziomie 68% była najniższa w całym bloku obronnym Ruchu, a i wśród ligowej konkurencji na pozycji lewego obrońcy nikt nie okazał się w tym elemencie mniej skuteczny. W końcówce spotkania został zmieniony przez Pawła Oleksego, a opuszczając murawę odebrał gromkie brawa od chorzowskiej publiczności.
Polecane
Ekstraklasa