Cracovia - Polonia 0-1. Jan Urban wygrał w swoim debiucie!
30.10.2010
Zagadką było, jak na zawodnikach Polonii odbije się zamieszanie, które miało miejsce w piątek. Do meczu z Cracovią przygotowywał ich Jurij Szatałow. Ba! Przeprowadził on nawet ostatni trening przed dzisiejszym spotkaniem, by następnie rozwiązać kontrakt i... ustalić warunki umowy z Januszem Filipiakiem, prezesem "Pasów". By sytuacja nie nabrała kuriozalnych kształtów, Szatałow postanowił, że przeciwko Polonii swojej nowej drużyny nie poprowadzi. Zasiadł więc na trybunach wraz ze swoim asystentem - Dietmarem Brehmerem, który także przeprowadza się pod Wawel.
Panowie na pewno się nie nudzili, bo mecz był ciekawy. Cracovia znacznie lepiej rozpoczęła. Bartosz Ślusarski już na samym początku mógł wyprowadzić gospodarzy na prowadzenie. Potem szczęścia próbowali Stuart i Mateusz Klich. Piłka mijała jednak celu lub świetnie dysponowany był Szymon Gąsiński. Goście byli jakby zamroczeni. Na starcie drugiej połowy było podobnie. Sławomir Szeliga wpadł w pole karne, lecz długo zwlekał ze strzałem, a kiedy w końcu to zrobił - spudłował w świetnej okazji. To była ostatnia szansa Cracovii, by objąć prowadzenie.
Potem do głosu doszła Polonia, która wreszcie się przebudziła. Do pierwszego składu wrócił Marcin Radzewicz, który wcielił się w role ofensywnego pomocnika. I trzeba przyznać, że zagrał naprawdę dobrze! Miroslav Barczik po jego podaniu stanął oko w oko z Marcinem Cabajem. Źle jednak opanował piłkę i kapitalną szansę zaprzepaścił. Więcej ostrzeżeń drużyna Urbana już nie wysłała.
Zrehabilitował się Barczik. Przy linii bocznej boiska zachował się bardzo sprytnie. Obrońcy Cracovii myśleli, że piłka wyszła poza boisko, a tymczasem trafiła do Radzewicza, ten na szybkości dograł ją przed pole karne do Dariusza Jareckiego, który uderzył na tyle precyzyjnie, że Cabaj był bez szans!
Polonia powinna była jeszcze podwyższyć. Próbował przede wszystkim Mariusz Ujek, wracający do podstawowego składu. Żałował szczególnie okazji, kiedy nie wpakował piłki do pustej bramki po kapitalnie wyprowadzonej kontrze. Już w doliczonym czasie gry pojedynek z Cabajem przegrał Marek Bażik.
Panowie na pewno się nie nudzili, bo mecz był ciekawy. Cracovia znacznie lepiej rozpoczęła. Bartosz Ślusarski już na samym początku mógł wyprowadzić gospodarzy na prowadzenie. Potem szczęścia próbowali Stuart i Mateusz Klich. Piłka mijała jednak celu lub świetnie dysponowany był Szymon Gąsiński. Goście byli jakby zamroczeni. Na starcie drugiej połowy było podobnie. Sławomir Szeliga wpadł w pole karne, lecz długo zwlekał ze strzałem, a kiedy w końcu to zrobił - spudłował w świetnej okazji. To była ostatnia szansa Cracovii, by objąć prowadzenie.
Potem do głosu doszła Polonia, która wreszcie się przebudziła. Do pierwszego składu wrócił Marcin Radzewicz, który wcielił się w role ofensywnego pomocnika. I trzeba przyznać, że zagrał naprawdę dobrze! Miroslav Barczik po jego podaniu stanął oko w oko z Marcinem Cabajem. Źle jednak opanował piłkę i kapitalną szansę zaprzepaścił. Więcej ostrzeżeń drużyna Urbana już nie wysłała.
Zrehabilitował się Barczik. Przy linii bocznej boiska zachował się bardzo sprytnie. Obrońcy Cracovii myśleli, że piłka wyszła poza boisko, a tymczasem trafiła do Radzewicza, ten na szybkości dograł ją przed pole karne do Dariusza Jareckiego, który uderzył na tyle precyzyjnie, że Cabaj był bez szans!
Polonia powinna była jeszcze podwyższyć. Próbował przede wszystkim Mariusz Ujek, wracający do podstawowego składu. Żałował szczególnie okazji, kiedy nie wpakował piłki do pustej bramki po kapitalnie wyprowadzonej kontrze. Już w doliczonym czasie gry pojedynek z Cabajem przegrał Marek Bażik.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów