Co trapi trenera Rakowa?

28.08.2009
- Po wyjściu z autokaru od razu "wyskoczymy" na boisko, co nie jest komfortowym rozwiązaniem - martwi się Leszek Ojrzyński, trener Rakowa, który z drużyną do Żagania wyjedzie w dniu meczu.
Tydzień temu, pojedynek GKS-u Tychy z Rakowem Częstochowa zapowiadaliśmy jako jeden z hitów kolejki. Choć emocji nie brakowało, przez cały czas trwania meczu obie siatki w bramkach pozostawały puste, niczym komora maszyny losującej przed zwolnieniem blokady. - Biorąc pod uwagę, jak przebiegały nasze przygotowania do sezonu, z remisu z tak mocnym rywalem mogę być zadowolony. Co prawda skończyło się bez goli, ale nie ma co wybrzydzać - uważa Leszek Ojrzyński, trener częstochowian.

Tym razem jego podopiecznych czeka równie trudna przeprawa. Zmierzą się z Czarnymi Żagań, których oddech na plecach czują już w ligowej tabeli (oba zespoły mają dziesięć punktów). - Nasz najbliższy przeciwnik ma swoich szeregach kilku niezłych piłkarzy, którzy razem tworzą ambitny kolektyw. Mądrze ustawiają się na boisku, co przyczynia się do zdobyczy punktowej - ocenia drużynę z województwa lubuskiego szkoleniowiec spod Jasnej Góry.

- Czeka nas tym trudniejsze zadanie, gdyż pierwszy raz w lidze, na tak daleki wyjazd wybieramy się w dniu meczu. Musimy być odpowiednio przygotowani. Po wyjściu z autokaru od razu "wyskoczymy" na boisko, co nie jest komfortowym rozwiązaniem - martwi się Leszek Ojrzyński. Dodajmy, że że przed nim i jego zawodnikami ponad 300 kilometrów podróży. Tyle bowiem dzieli Święte Miasto od Żagania.
autor: Krzysztof Dębowski

Przeczytaj również