Cierpliwość prezesa Odry się kończy. Bueno dopiero teraz przyjechał
06.07.2010
O sprawie informuje "Gazeta Wyborcza Katowice". Bueno miał się stawić na pierwszych zajęciach Odry, tymczasem dopiero w poniedziałek, czyli dwa tygodnie po czasie, przyleciał do Polski. Menedżer zawodnika, Matteo Ambrosini, tłumaczy, że wobec Bueno nie zostały uregulowane zaległe pensje i piłkarz nie miał za co przylecieć.
Argument ten nie przekonuje prezesa Odry. - Bilet miał wykupiony przez nas na 22 czerwca - obstaje przy swoim Kozielski. - Zawodnik złamał regulamin i powinien się liczyć z karą finansową - mówi gazecie sternik I-ligowca. Jak wygląda "cennik" w klubie z Wodzisławia? Za pierwszy dzień nieusprawiedliwionej nieobecności piłkarz płaci pięć tysięcy złotych. Za każdy następny dzień - 15 tysięcy!
Ale problem z Brazylijczykiem to nic. Szefa Odry bardziej martwi to, co wyprawia czeski udziałowiec klubu. - W piątek wysłałem do Czechów pismo, żeby do poniedziałku określili się, czy chcą z nami działać, i jak to widzą. Do dziś nie ma odpowiedzi. W dodatku przedstawiciele naszych kibiców wybrali się wczoraj do Czech na spotkanie do firmy Rovina i jak już dojechali, to okazało się, że rozmowy nie będzie. Czy to jest poważne? - pyta Kozielski na łamach "Dziennika Zachodniego".
- Ja już od dawna mówię, że gdyby Czesi mieli dobre intencje, to zadeklarowaliby, że przez rok nie będą dążyli do zlicytowania akcji, które wykupili jako zastaw naszych zobowiązań, jakie mamy wobec menedżera Kazimierza Połczyńskiego. Tymczasem oni mnie straszą licytacją. Ale to jest jak przyłożenie mi do głowy pustego pistoletu, bo sprawa w sądzie będzie trwała bardzo długo - dodaje prezes klubu.
Argument ten nie przekonuje prezesa Odry. - Bilet miał wykupiony przez nas na 22 czerwca - obstaje przy swoim Kozielski. - Zawodnik złamał regulamin i powinien się liczyć z karą finansową - mówi gazecie sternik I-ligowca. Jak wygląda "cennik" w klubie z Wodzisławia? Za pierwszy dzień nieusprawiedliwionej nieobecności piłkarz płaci pięć tysięcy złotych. Za każdy następny dzień - 15 tysięcy!
Ale problem z Brazylijczykiem to nic. Szefa Odry bardziej martwi to, co wyprawia czeski udziałowiec klubu. - W piątek wysłałem do Czechów pismo, żeby do poniedziałku określili się, czy chcą z nami działać, i jak to widzą. Do dziś nie ma odpowiedzi. W dodatku przedstawiciele naszych kibiców wybrali się wczoraj do Czech na spotkanie do firmy Rovina i jak już dojechali, to okazało się, że rozmowy nie będzie. Czy to jest poważne? - pyta Kozielski na łamach "Dziennika Zachodniego".
- Ja już od dawna mówię, że gdyby Czesi mieli dobre intencje, to zadeklarowaliby, że przez rok nie będą dążyli do zlicytowania akcji, które wykupili jako zastaw naszych zobowiązań, jakie mamy wobec menedżera Kazimierza Połczyńskiego. Tymczasem oni mnie straszą licytacją. Ale to jest jak przyłożenie mi do głowy pustego pistoletu, bo sprawa w sądzie będzie trwała bardzo długo - dodaje prezes klubu.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku