"Chłopców trzeba teraz wyciągać z domów, a kiedyś sami lgnęli na boiska"

07.09.2012
Jak daleko przed polskimi młodzieżowcami są niemieccy chłopcy? Trener Marcin Brosz przekonał się o tym wczoraj na własnej skórze. I jak zapowiada, trzeba wiele zmian. Co ciekawe, on też chce je wprowadzić.
Wczorajszy mecz sparingowy między "pierwszym" Piastem, a młodzieżówką z Dortmundu pokazał wyraźnie, w jakim miejscu znajduje się szkolenie polskiej młodzieży. I trudno zaprzeczyć twierdzeniu, że zbyt wysokie to miejsce nie jest... - Takie sparingi można postrzegać na różnych płaszczyznach. Musimy wyciągać jednak wnioski, jeśli chcemy szkolić młodzież w podobny sposób. Po to też odbył się taki pojedynek. Ja, jako trener, chcę promować naszych młodych adeptów piłki nożnej - mówi szkoleniowiec Piasta.

- Zresztą, tę drogę chce obrać też zarząd, co jest powodem do zadowolenia. W przeciwieństwie do Borussii, która jest w stanie zbudować cały kompleks sportowy, my nie mamy takiego zaplecza finansowego. Stąd musi minąć trochę czasu, by było tak, jak to wygląda u naszych sąsiadów zza granicy - komentuje sytuację Brosz.

Póki co, w zespole z Gliwic trudno doszukać się wychowanków. Jest jeden - owszem. Problem polega na tym, że 200- tysięczne miasto powinno wydać do profesjonalnego futbolu więcej zawodników...

- Sytuacja wygląda troszkę inaczej, niż w latach 60. czy 70. Teraz naprawdę trzeba wyciągać młodych chłopców z domów, a kiedyś oni sami lgnęli na boiska. Naprawdę trzeba stworzyć projekt, w którym uczestniczyć będzie nie 300 chłopców, a 2 czy 3 tysiące! - dodaje trener "Niebiesko-czerwonych".
autor: Dawid Jenczmyk

Przeczytaj również