Chciał jak ojciec kształcić się w technice mechanizacji rolnictwa
31.07.2009
Zamiłowanie do piłki kopanej jak u większości zawodników pojawiło się w życiu Szmatuły, gdy jeszcze był dzieckiem. Jednak jak sam mówi, nie tylko ta dyscyplina go pociągała. - Piłka nożna była zawsze dla mnie ważna, ale lubiłem też koszykówkę, chętnie grałem w siatkówkę - mówi piłkarz. - Wybrałem jednak futbol. A wszystko zaczęło się w szkole podstawowej, kiedy grałem w rodzinnych Rakoniewicach (dawniej była to liga okręgowa, teraz IV liga). Na jednym z meczów wypatrzył mnie trener Dawidziuk, zaproponował mi wtedy grę kontrolną. Przyjąłem zaproszenie i okazało się, że się sprawdziłem …i tak to się zaczęło - wspomina bramkarz.
W ten oto sposób trafił do szkoły w Szamotułach i do tamtejszego klubu. Niedaleko był Grodzisk Wielkopolski (wtedy klub III-ligowy). - Miałem nadzieję, że może uda mi się tam dostać - uśmiecha się golkiper Piasta. Nie było mu to jednak dane. Grał za to w kilku innych. Odbywało się to na zasadzie wypożyczenia. I tak mogli go oglądać kibice: Sparty Oborniki, Czarnych Żagań, Aluminium Konin, Wigry Suwałki i wreszcie Lecha Poznań. Dlaczego młody bramkarz nie został w tak renomowanym klubie? - Z drużyną Lecha trenowałem przez rok. To były czasy kiedy po upływie tego okresu zawodnik musiał mieć podpisany kontrakt na dłużej. Działacze Kolejorza chcieli mnie wykupić z Szamotuł. Niestety, tamtejszy prezes miał zbyt wygórowane wymagania finansowe. Mimo, iż chęci w Lechu były, to pieniądze na mój transfer się nie znalazły… szkoda. Choć zdobyte doświadczenia na pewno mi się przydały - przyznaje Szmatuła
Jako młody chłopak nie do końca wiązał swoje życie z piłką. Chciał podobnie jak jego ojciec kształcić się w dziedzinie techniki mechanizacji rolnictwa. - Złożyłem już nawet papiery do szkoły o tym profilu w Wolsztynie - uśmiecha się gracz. Ostatecznie jednak decyzja została zmieniona i pozostał w Szamotułach, gdzie ukończył szkołę średnią, rozwijając równocześnie swoje umiejętności piłkarskie.
W ten oto sposób trafił do szkoły w Szamotułach i do tamtejszego klubu. Niedaleko był Grodzisk Wielkopolski (wtedy klub III-ligowy). - Miałem nadzieję, że może uda mi się tam dostać - uśmiecha się golkiper Piasta. Nie było mu to jednak dane. Grał za to w kilku innych. Odbywało się to na zasadzie wypożyczenia. I tak mogli go oglądać kibice: Sparty Oborniki, Czarnych Żagań, Aluminium Konin, Wigry Suwałki i wreszcie Lecha Poznań. Dlaczego młody bramkarz nie został w tak renomowanym klubie? - Z drużyną Lecha trenowałem przez rok. To były czasy kiedy po upływie tego okresu zawodnik musiał mieć podpisany kontrakt na dłużej. Działacze Kolejorza chcieli mnie wykupić z Szamotuł. Niestety, tamtejszy prezes miał zbyt wygórowane wymagania finansowe. Mimo, iż chęci w Lechu były, to pieniądze na mój transfer się nie znalazły… szkoda. Choć zdobyte doświadczenia na pewno mi się przydały - przyznaje Szmatuła
Jako młody chłopak nie do końca wiązał swoje życie z piłką. Chciał podobnie jak jego ojciec kształcić się w dziedzinie techniki mechanizacji rolnictwa. - Złożyłem już nawet papiery do szkoły o tym profilu w Wolsztynie - uśmiecha się gracz. Ostatecznie jednak decyzja została zmieniona i pozostał w Szamotułach, gdzie ukończył szkołę średnią, rozwijając równocześnie swoje umiejętności piłkarskie.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów