Były trener Ruchu wróci na Cichą? Miałby szukać talentów
19.05.2011
- Propozycja mówiła o wzmocnieniu przeze mnie klubowej komórki zajmującej się szeroko rozumianym skautingiem, odpowiedzialnej za wyszukiwanie utalentowanych piłkarzy. Także oceną pod kątem ich przydatności do pierwszego zespołu. Nie mieliśmy zamiaru stwarzać już istniejącej siatki na nowo, ale chcieliśmy tym tropem pójść dalej. Moim zdaniem należy skautingowe pole wzmocnić personalnie, co pozwoli na rozszerzenie obszaru penetracji - tłumaczy były szkoleniowiec m.in. Ruchu, Górnika Zabrze, czy Polonii Bytom.
Janusz Paterman, członek rady nadzorczej Ruchu, zarekomendował do tego gremium oprócz Lorensa również Krzysztofa Warzychę. Po spotkaniu euforii jednak nie było... - Nigdy niczego nie owijałem w bawełnę. Przedstawiłem jasno swój punkt widzenia. To moim zdaniem najlepsza droga, jaką Ruch powinien pójść. Pan Smagorowicz może moją opinię zaakceptować, ale niczego nie musi. Jego wybór. Odpowiedź uzyskamy w czerwcu, gdy odbędzie się walne zebranie. Wtedy podobno zapadną ostateczne decyzje - mówi Lorens.
Zdaniem doświadczonego trenera obecnie na Śląsku marnuje się talenty. - Dziś ściągamy zawodników znad morza, a śląski talent z Raciborza trafia do... Banika Ostrawa. To jednak zjawisko normalne, dziś w profesjonalnej piłkce takie migracje są na porządku dziennym. Ten, kto lepiej się w nich odnajduje, ten wygrywa. Nie jestem jednak zwolennikiem ściągania przeciętnych czy słabych zagranicznych piłkarzy. To droga donikąd. Gwiazdy tak, ale słabi niech szukają szczęścia gdzie indziej. Tymczasem u nas obserwuję zjawisko odwrotne - twierdzi.
Były szkoleniowiec na koniec stwierdził też, że obecnie po śląskich boiskach biega zdecydowanie mniej utalentowanych piłkarzy, niż w przeszłości. - Talenty się gdzieś ulotniły... Kiedyś mieliśmy siedem klubów w ekstraklasie, teraz tylko trzy. Zniknęły bezpowrotnie "place", boiska szkolne, boiska między blokami, na których od rana do wieczora grało się w piłkę. Odeszli też z klubów prawdziwi trenerzy-pasjonaci. Ci, którzy dziś pracują z dziećmi, traktują to jako zajęcie dorywcze, nie nadają się do tego zawodu - zakończył Edward Lorens.
Janusz Paterman, członek rady nadzorczej Ruchu, zarekomendował do tego gremium oprócz Lorensa również Krzysztofa Warzychę. Po spotkaniu euforii jednak nie było... - Nigdy niczego nie owijałem w bawełnę. Przedstawiłem jasno swój punkt widzenia. To moim zdaniem najlepsza droga, jaką Ruch powinien pójść. Pan Smagorowicz może moją opinię zaakceptować, ale niczego nie musi. Jego wybór. Odpowiedź uzyskamy w czerwcu, gdy odbędzie się walne zebranie. Wtedy podobno zapadną ostateczne decyzje - mówi Lorens.
Zdaniem doświadczonego trenera obecnie na Śląsku marnuje się talenty. - Dziś ściągamy zawodników znad morza, a śląski talent z Raciborza trafia do... Banika Ostrawa. To jednak zjawisko normalne, dziś w profesjonalnej piłkce takie migracje są na porządku dziennym. Ten, kto lepiej się w nich odnajduje, ten wygrywa. Nie jestem jednak zwolennikiem ściągania przeciętnych czy słabych zagranicznych piłkarzy. To droga donikąd. Gwiazdy tak, ale słabi niech szukają szczęścia gdzie indziej. Tymczasem u nas obserwuję zjawisko odwrotne - twierdzi.
Były szkoleniowiec na koniec stwierdził też, że obecnie po śląskich boiskach biega zdecydowanie mniej utalentowanych piłkarzy, niż w przeszłości. - Talenty się gdzieś ulotniły... Kiedyś mieliśmy siedem klubów w ekstraklasie, teraz tylko trzy. Zniknęły bezpowrotnie "place", boiska szkolne, boiska między blokami, na których od rana do wieczora grało się w piłkę. Odeszli też z klubów prawdziwi trenerzy-pasjonaci. Ci, którzy dziś pracują z dziećmi, traktują to jako zajęcie dorywcze, nie nadają się do tego zawodu - zakończył Edward Lorens.
Polecane
Ekstraklasa