Były trener Polonii: W Bytomiu zawsze były trudne warunki
27.05.2011
Szkoleniowiec, który prowadził bytomską drużynę przez większą część rundy wiosennej nie był zaskoczony zwolnieniem na dwie kolejki przed końcem. - Wielu było tym zaskoczonych. Ja jednak w sytuacji w jakiej znalazł się zespół, tym bardziej, że w trzech meczach decydujących o utrzymaniu nie zdobyliśmy punktu, z wszelkimi konsekwencjami musiałem się liczyć. Zdobywając choćby punkt w ostatnich meczach Polonia miała jeszcze szanse na utrzymanie i zarząd podjął decyzję, że należy coś zmienić - tłumaczy Góralczyk.
- Przyjąłem informację do wiadomości i pozostaje nam tylko formalnie zakończyć współpracę. Mówiło się, że między mną a zawodnikami nie było "chemii". Wszystko zaczęło się od konferencji prasowej po meczu z Cracovią. Wymieniłem wtedy trzy nazwiska i zostało to, tak, a nie inaczej, odebrane. To był konflikt insynuowany przez media, to dziennikarze go stworzyli. Piłkarze, jak i cały sztab szkoleniowy robili wszystko, aby w tych warunkach, jakie mieliśmy, zespół pozostał w ekstraklasie. Momentami z różnych względów było to jednak ponad siły wszystkich - kontynuuje.
Jakie były przyczyny niepowodzeń Polonii na wiosnę? - Zaczęło się od bramki z Bełchatowem straconej po rożnym, gdy przeciwnik grał w osłabieniu. W meczu z Wisłą rzut karny widziała tylko jedna osoba - sędzia. Z Cracovią zgodnie stwierdzono, że powinniśmy mieć cztery "jedenastki". Przyznano jedną. Z Górnikiem ile trzeba było, by wykorzystać jedną z kilku świetnych sytuacji? Takie detale właśnie decydują - twierdzi były trener.
Nie bez znaczenia były oczywiście sprawy pozasportowe. - W Bytomiu zawsze były trudne warunki, ale tym razem nastąpiło apogeum. Zawodnicy byli sfrustrowani nie tylko wynikami. Przez kwestie finansowe nie zawsze byli skupieni tylko na grze. Oni grali w warunkach zachwianej psychiki. Szanse na utrzymanie? Dopóki piłka w grze trzeba wierzyć. Będzie jednak bardzo trudno. Legia wskoczyła na właściwe tory i gra teraz bardzo dobrze, a do tego ma szansę na wicemistrzostwo. Nie takie rzeczy jednak piłka widziała - kończy Robert Góralczyk.
- Przyjąłem informację do wiadomości i pozostaje nam tylko formalnie zakończyć współpracę. Mówiło się, że między mną a zawodnikami nie było "chemii". Wszystko zaczęło się od konferencji prasowej po meczu z Cracovią. Wymieniłem wtedy trzy nazwiska i zostało to, tak, a nie inaczej, odebrane. To był konflikt insynuowany przez media, to dziennikarze go stworzyli. Piłkarze, jak i cały sztab szkoleniowy robili wszystko, aby w tych warunkach, jakie mieliśmy, zespół pozostał w ekstraklasie. Momentami z różnych względów było to jednak ponad siły wszystkich - kontynuuje.
Jakie były przyczyny niepowodzeń Polonii na wiosnę? - Zaczęło się od bramki z Bełchatowem straconej po rożnym, gdy przeciwnik grał w osłabieniu. W meczu z Wisłą rzut karny widziała tylko jedna osoba - sędzia. Z Cracovią zgodnie stwierdzono, że powinniśmy mieć cztery "jedenastki". Przyznano jedną. Z Górnikiem ile trzeba było, by wykorzystać jedną z kilku świetnych sytuacji? Takie detale właśnie decydują - twierdzi były trener.
Nie bez znaczenia były oczywiście sprawy pozasportowe. - W Bytomiu zawsze były trudne warunki, ale tym razem nastąpiło apogeum. Zawodnicy byli sfrustrowani nie tylko wynikami. Przez kwestie finansowe nie zawsze byli skupieni tylko na grze. Oni grali w warunkach zachwianej psychiki. Szanse na utrzymanie? Dopóki piłka w grze trzeba wierzyć. Będzie jednak bardzo trudno. Legia wskoczyła na właściwe tory i gra teraz bardzo dobrze, a do tego ma szansę na wicemistrzostwo. Nie takie rzeczy jednak piłka widziała - kończy Robert Góralczyk.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów