Były reprezentant Polski: Odrę stać na utrzymanie, ale...

24.11.2009
- Potrzebne jej są przeprowadzane z głową transfery. Najlepiej z krajowego podwórka - podkreśla Sławomir Paluch, który w klubie z Wodzisławia Śląskiego spędził siedem sezonów.
Najgorszy bilans bramkowy. Najmniejsza zdobycz punktowa. Powyższe zdania najdobitniej charakteryzują "dokonania" Odry w obecnych rozgrywkach. Potrzebna szybka reanimacja, bo najdłużej grająca ekipa w ekstraklasie może z niej wylecieć z hukiem. - Ci zawodnicy byliby w stanie rywalizować z większością zespołów, ale są obecnie w takim kryzysie, że paraliżuje on ich wszelkie poczynania na boisku - mówi Sławomir Paluch, były gracz Odry, w barwach której na najwyższym szczeblu rozgrywek zagrał ponad 70 meczów. - Piłkarze boją się podjąć ryzyko. Szczególnie w momencie, w którym pierwsi tracą bramkę. Mogliśmy to zaobserwować w ostatnim spotkaniu ze Śląskiem, gdzie już do przerwy było po zawodach - wskazuje Paluch.

- Czasy się zmieniły. Teraz w dużej mierze to pieniądz decyduje o "być, albo nie być" dla danego klubu. Choć wodzisławianie wielkim budżetem nie grzeszą już od wielu lat, to wcześniej trafiali z transferami - przypomina. - Piłkarze, którzy przychodzili na Bogumińską, wykorzystywali swoje "pięć minut" i najczęściej - z  korzyścią dla zespołu znad czeskiej granicy - wybijali się do drużyn o zasobniejszym portfelu. Patrząc na ruchy transferowe przed obecnymi rozgrywkami, śmiało można stwierdzić, że sprowadzeni gracze nie stanowią o sile Odry. Są jedynie nazwiskami na papierze i nie udowadniają przydatności do ekstraklasy - uważa były reprezentant Polski.

Co zrobić, by 14. sezon z rzędu w najwyższej klasie rozgrywkowej nie był dla podopiecznych szkoleniowca Roberta Moskala ostatnim? - To dopiero połowa zmagań, więc jeszcze wszystko może się zdarzyć. Żeby szybko wyjść z "dołka" niezbędne są personalne wzmocnienia w zimowym okienku transferowym. Chodzi o piłkarzy, którzy charakterem i sercem pokażą, że warto na nich stawiać. Jestem jak najbardziej za tym, żeby byli to zawodnicy z naszego kraju. Mamy tylu niezłych chłopaków, że naprawdę jest w czym wybierać. Oby nie byli to gracze pokroju Daniela Bueno. Fakt, był w czołówce ligowych strzelców na Malcie, ale przy odrobinie szczęścia, nawet mi - w obecnej formie -  taka sztuka mogłaby się udać - uśmiecha się Paluch.
autor: Krzysztof Dębowski

Przeczytaj również