Bykowskiemu szkoda ochraniacza, który zniszczył Stano

09.03.2010
Po faulu obrońcy Korony na Macieju Bykowskim powinien zostać podyktowany rzut karny. Faul w Kielcach był ewidentny. Do tego stopnia, że pękł ochraniacz, który od lat chronił nogę "Byczka".
- Pavol już na boisku przyznał, że nie trafił w piłkę. Przepraszać nie miał za co. Piłka to męska gra i takie sytuacje są w nią wpisane. Moje szczęście polegało na tym, że miałem na nodze ochraniacz - mówi Bykowski. Patrząc na stan tego sprzętu aż strach pomyśleć, co stałoby się z jego nogą w razie jego braku. - Swoje zadanie spełniał kilka lat, a i teraz odpowiednio zabezpieczył mnie przed skutkami interwencji rywala. Szkoda mi jednak  samego ochraniacza. Ja się... przywiązuję do sprzętu. Ten zwiedził ze mną kawałek Europy, miałem go ze sobą na przykład w Grecji - wyjaśnia napastnik Polonii.

Jego grę po wejściu na boisko w Kielcach chwalił Jurij Szatałow, trener zespołu z Bytomia.
źródło: SportSlaski.pl / SPORT

Przeczytaj również