Brzęczek: Gdybym wiedział, co mnie czeka, chyba bym się za to nie brał

27.12.2010
W 1988 roku Jerzy Brzęczek wypłynął z Częstochowy na głębokie wody. Po ponad 20 latach wrócił na pomoc Rakowowi. - Zerkając na obiekty i infrastrukturę, nic się tu nie zmieniło - przyznaje.
Od niemal roku jeden z najbardziej doświadczonych polskich ligowców prowadzi akcję ratunkową Rakowa. Sukcesem na razie jest sam fakt, że klub wciąż funkcjonuje. - Gdybym przed rokiem wiedział, jak ciężkim zadaniem będzie ratowanie tego klubu, nie wiem czy wziąłbym się za to wszystko. Ta praca kosztowała mnie masę wyrzeczeń, masę czasu, które pochłonęło załatwianie różnych spraw. Gdy myślę o tym już spokojnie, mam świadomość jak wiele energii włożyliśmy w to wszystko - podkreśla Brzęczek, trener II-ligowca.

Jego piłkarska kariera była wymarzona. Z reprezentacją Polski zdobył na igrzyskach olimpijskich w Barcelonie srebrny medal, w ekstraklasie wystąpił w 245 meczach, przez wiele lat grał w Austrii. A wszystko zaczęło się od Rakowa, któremu Brzęczek zawdzięcza bardzo wiele. Częstochowę opuścił 1988 roku. - Zabrzmi to wręcz kuriozalnie, ale zerkając na obiekty i infrastrukturę, nic się tu nie zmieniło. Teraz na nas spoczęło zadanie postawienie tego klubu na nogi. Wiele rzeczy zostało zmarnowanych. Raków musi być klubem profesjonalnym. Do tego dążymy - podkreśla w rozmowie z Dziennikiem Zachodnim.
źródło: Dziennik Zachodni / SportSlaski.pl

Przeczytaj również