Brosz: Problem ze strzelaniem goli budzi frustrację u wszystkich
12.05.2011
Seria meczów bez zwycięstwa gliwiczan dobiła już do okrągłej dziesiątki. W Bielsku-Białej zespół Marcina Brosza dążył jednak bardziej do utrzymania remisu na boisku wicelidera, niż do przełamania passy. To dlatego Krzysztof Kozik czekał ze złapaniem piłki już w... 43. minucie, a trener w drugiej połowie ściągnął z boiska Maycona, jedynego nominalnego napastnika, zastępując go Bartoszem Iwanem, ofensywnym pomocnikiem.
- Mamy problem ze zdobywaniem bramek i mecz z Podbeskidziem nie był w tej kwestii ewenementem. To było widać już wcześniej i dlatego jesteśmy w tym miejscu. Powiela się sytuacja z poprzednich spotkań. Tam zdarzało nam się tracić gole w końcówce i tu gospodarze też mieli groźne sytuacje w ostatnich minutach - mówił szkoleniowiec gliwiczan.
Piłkarzom Piasta często zarzuca się brak odpowiedniej woli walki. - To by ich obrażało. Ci chłopcy nie grają sobie tylko tak. Starają się, walczą, nie można im odmówić ambicji. Zresztą widać, że to budowanie akcji od tyłu wygląda nieźle, tylko gdy dochodzimy do 18-20 metra od bramki rywala nic się nie udaje. Odbijamy się i piłka wraca do obrony. To wszystkich frustruje - piłkarzy, trenerów i kibiców - twierdzi były opiekun Podbeskidzia Bielsko-Biała.
Trener Piasta jest jednak przekonany, że jego zespołowi w końcu zagrać na odpowiednim poziomie. - To nie jest tak, że nagle zaprzestaliśmy gry i zapomnieliśmy, jak to robić. Każdy analizuje tę sytuacje, ma swoją teorię dlaczego jest, jak jest. Podchodzimy pod bramkę, liczymy, że będzie strzał, ale go nie ma. Przez to nie ma bramek i kibice zarzucają nam brak zaangażowania, a nawet dużo gorsze rzeczy - kończy Marcin Brosz.
Co na ten temat sądzą kibice, dali wyraz ci, którzy pofatygowali się z Gliwic do Bielska-Białej. "Zmiana trenera, w Gliwicach zmiana trenera!" krzyknęli gromko zza płotu stadionu miejskiego po zakończeniu spotkania. W najbliższej kolejce Piast zmierzy się u siebie z MKS-em Kluczbork. A w najgorszym wypadku przełamie się już 21. maja, kiedy wygra 3-0 z... GKP Gorzów Wielkopolski.
- Mamy problem ze zdobywaniem bramek i mecz z Podbeskidziem nie był w tej kwestii ewenementem. To było widać już wcześniej i dlatego jesteśmy w tym miejscu. Powiela się sytuacja z poprzednich spotkań. Tam zdarzało nam się tracić gole w końcówce i tu gospodarze też mieli groźne sytuacje w ostatnich minutach - mówił szkoleniowiec gliwiczan.
Piłkarzom Piasta często zarzuca się brak odpowiedniej woli walki. - To by ich obrażało. Ci chłopcy nie grają sobie tylko tak. Starają się, walczą, nie można im odmówić ambicji. Zresztą widać, że to budowanie akcji od tyłu wygląda nieźle, tylko gdy dochodzimy do 18-20 metra od bramki rywala nic się nie udaje. Odbijamy się i piłka wraca do obrony. To wszystkich frustruje - piłkarzy, trenerów i kibiców - twierdzi były opiekun Podbeskidzia Bielsko-Biała.
Trener Piasta jest jednak przekonany, że jego zespołowi w końcu zagrać na odpowiednim poziomie. - To nie jest tak, że nagle zaprzestaliśmy gry i zapomnieliśmy, jak to robić. Każdy analizuje tę sytuacje, ma swoją teorię dlaczego jest, jak jest. Podchodzimy pod bramkę, liczymy, że będzie strzał, ale go nie ma. Przez to nie ma bramek i kibice zarzucają nam brak zaangażowania, a nawet dużo gorsze rzeczy - kończy Marcin Brosz.
Co na ten temat sądzą kibice, dali wyraz ci, którzy pofatygowali się z Gliwic do Bielska-Białej. "Zmiana trenera, w Gliwicach zmiana trenera!" krzyknęli gromko zza płotu stadionu miejskiego po zakończeniu spotkania. W najbliższej kolejce Piast zmierzy się u siebie z MKS-em Kluczbork. A w najgorszym wypadku przełamie się już 21. maja, kiedy wygra 3-0 z... GKP Gorzów Wielkopolski.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów