Brazylijczyk z Katowic chce grać w polskiej reprezentacji
03.09.2009
- Dziadek pochodził z Polski. Mieszkał w Młynowie (dziś osiedle na warszawskiej Woli - przyp. red.) - opowiada Cleverson Pelc Fernandes, który na kartce papieru bezbłędnie napisał nazwę miejscowości. - W wieku 10 lat, z powodu wybuchu II Wojny Światowej, wyjechał z rodzicami do Brazylii - kontynuuje piłkarz. Rodzina Pelców, bo tak brzmi jej polskie nazwisko, osiedliła się w Kurytybie. Obecnie jest to największe skupisko Polonii w tym kraju. Znajduje się tam konsulat generalny, a ponad 70 procent mieszkańców, to właśnie potomkowie emigrantów znad Wisły. Jest to również miasto partnerskie Krakowa.
Dramat, jakim była wojna, zmusił do opuszczenia ojczyzny nie tylko naszych rodaków, ale również zachodnich sąsiadów. - Tak dziadek spotkał babcię na drugim końcu świata - uśmiecha się Cleverson. - Podobnie jak on, musiała wyjechać ze swoich rodzimych Niemiec - tłumaczy.
Brazylijczyk oprócz języka portugalskiego, zna biegle włoski. - Z polskim trochę gorzej (śmiech). Tylko podstawy: "dzień dobry, dziękuję, proszę". Dziadek wiele śpiewał, ale nikt z późniejszych pokoleń nie przyswajał sobie tej mowy - przyznaje. Natomiast włoski opanował, gdy przez ostatnie 4 lata grał na Półwyspie Apenińskim (w klubach Cadoneghe Futsal Padova oraz Kaos Futsal Bologna).
Jak zatem trafił do Katowic? - Dzięki Andre (inny Brazylijczyk występujący w Novej - przyp. red.) - odpowiada Adam Kaczyński, prezes klubu. - Już jakiś czas temu go poznałem. Mieliśmy stały kontakt mailowy. Opowiedziałem o nim prezesowi i tak zawitał u nas - wyjaśnia Andre.
- W połowie września przyleci do Polski brat dziadka, który na co dzień mieszka w USA. Chciałbym się z nim spotkać, aby coś więcej dowiedzieć się o rodzinie. Czy np. jeszcze ktoś, gdzieś tutaj mieszka. Jaka była cała historia - cieszy się 24-latek, który ma również jeszcze jedno marzenie: gra w reprezentacji. - Każdy piłkarz dąży właśnie do tego. Możliwość występu z orzełkiem na piersi byłaby dla mnie wielkim zaszczytem. Dziadek z pewnością by się ucieszył - kończy z uśmiechem.
Wszystko w rękach nowego selekcjonera. Przeszkód formalnych nie ma, gdyż sympatyczny piłkarz z "Kraju Kawy" ma polski paszport. Trzeba tylko cierpliwie zaczekać na powołanie.
Dramat, jakim była wojna, zmusił do opuszczenia ojczyzny nie tylko naszych rodaków, ale również zachodnich sąsiadów. - Tak dziadek spotkał babcię na drugim końcu świata - uśmiecha się Cleverson. - Podobnie jak on, musiała wyjechać ze swoich rodzimych Niemiec - tłumaczy.
Brazylijczyk oprócz języka portugalskiego, zna biegle włoski. - Z polskim trochę gorzej (śmiech). Tylko podstawy: "dzień dobry, dziękuję, proszę". Dziadek wiele śpiewał, ale nikt z późniejszych pokoleń nie przyswajał sobie tej mowy - przyznaje. Natomiast włoski opanował, gdy przez ostatnie 4 lata grał na Półwyspie Apenińskim (w klubach Cadoneghe Futsal Padova oraz Kaos Futsal Bologna).
Jak zatem trafił do Katowic? - Dzięki Andre (inny Brazylijczyk występujący w Novej - przyp. red.) - odpowiada Adam Kaczyński, prezes klubu. - Już jakiś czas temu go poznałem. Mieliśmy stały kontakt mailowy. Opowiedziałem o nim prezesowi i tak zawitał u nas - wyjaśnia Andre.
- W połowie września przyleci do Polski brat dziadka, który na co dzień mieszka w USA. Chciałbym się z nim spotkać, aby coś więcej dowiedzieć się o rodzinie. Czy np. jeszcze ktoś, gdzieś tutaj mieszka. Jaka była cała historia - cieszy się 24-latek, który ma również jeszcze jedno marzenie: gra w reprezentacji. - Każdy piłkarz dąży właśnie do tego. Możliwość występu z orzełkiem na piersi byłaby dla mnie wielkim zaszczytem. Dziadek z pewnością by się ucieszył - kończy z uśmiechem.
Wszystko w rękach nowego selekcjonera. Przeszkód formalnych nie ma, gdyż sympatyczny piłkarz z "Kraju Kawy" ma polski paszport. Trzeba tylko cierpliwie zaczekać na powołanie.
Polecane
Futsal Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów