Bramkarz Zagłębia: Nie boimy się nikogo. Lider, wicelider - obojętnie
28.04.2013
Bramkarz Zagłębia Sosnowiec w drugiej połowie meczu z MKS-em Kluczbork musiał kilkakrotnie wykazać się umiejętnościami i to mimo że jego zespół grał od 45. minuty z przewagą zawodnika. - Na pewno jest to dla nas bolesna strata punktów - rozpoczyna. - Graliśmy w przewadze, ale nie udało się tego wykorzystać. Trudno. Nie możemy pochylić głów. Zostało jeszcze do rozegrania dziewięć meczów, czyli jest 27 punktów do zdobycia. Będziemy walczyć do końca - zapewnia, ale po takim spotkaniu jak to dzisiejsze, nie brzmi to przekonująco.
O ile pierwsza połowa w wykonaniu Zagłębia jeszcze jakoś wyglądała, to druga - paradoksalnie - przyniosła więcej sytuacji dla osłabionych gości. - Może z boku to tak wyglądało. Każdy punkt trzeba wywalczyć, wybiegać, wyszarpać, a to się nie udało. Jedyny malutki plusik to fakt, że nie przegraliśmy. Sytuacje dla Kluczborka wynikały z naszych błędów w ustawieniu obrony, ale udało się obronić. My też mieliśmy swoje sytuacje. Nie było czego bronić, więc oni nas kontrowali. Udało się jednak zagrać kolejny raz na zero z tyłu - cieszy się bramkarz sosnowiczan.
Mecz - choć nie był nudny - trudno się oglądało, bowiem miejscowi kibice nie prowadzili dopingu, a rywali przyjechało na Stadion Ludowy tylko kilkunastu. W dodatku, spotkanie było rozgrywane o 12:00, co dodatkowo potęgowało piknikową atmosferę. - Nie da się ukryć, że było trochę sennie, ale nie ma co zwalać na porę spotkania, bo warunki były dla obu drużyn takie same. Widać było, że kibice trochę się denerwowali - przyznaje Kudła.
Zawodnicy Mirosława Kmiecia, którzy notują obecnie serię trzech bezbramkowych remisów, w piątek zagrają na wyjeździe z liderem Energetykiem ROW Rybnik. - My się nie boimy nikogo. Lider, wicelider - obojętne. To nie ma dla nas znaczenia. Będziemy skoncentrowani i jedziemy tam wygrać - zapowiada Kudła. Zapowiedzi brzmią obiecująco, ale sosnowiecka rzeczywistość wygląda zdecydowanie mniej różowo...
O ile pierwsza połowa w wykonaniu Zagłębia jeszcze jakoś wyglądała, to druga - paradoksalnie - przyniosła więcej sytuacji dla osłabionych gości. - Może z boku to tak wyglądało. Każdy punkt trzeba wywalczyć, wybiegać, wyszarpać, a to się nie udało. Jedyny malutki plusik to fakt, że nie przegraliśmy. Sytuacje dla Kluczborka wynikały z naszych błędów w ustawieniu obrony, ale udało się obronić. My też mieliśmy swoje sytuacje. Nie było czego bronić, więc oni nas kontrowali. Udało się jednak zagrać kolejny raz na zero z tyłu - cieszy się bramkarz sosnowiczan.
Mecz - choć nie był nudny - trudno się oglądało, bowiem miejscowi kibice nie prowadzili dopingu, a rywali przyjechało na Stadion Ludowy tylko kilkunastu. W dodatku, spotkanie było rozgrywane o 12:00, co dodatkowo potęgowało piknikową atmosferę. - Nie da się ukryć, że było trochę sennie, ale nie ma co zwalać na porę spotkania, bo warunki były dla obu drużyn takie same. Widać było, że kibice trochę się denerwowali - przyznaje Kudła.
Zawodnicy Mirosława Kmiecia, którzy notują obecnie serię trzech bezbramkowych remisów, w piątek zagrają na wyjeździe z liderem Energetykiem ROW Rybnik. - My się nie boimy nikogo. Lider, wicelider - obojętne. To nie ma dla nas znaczenia. Będziemy skoncentrowani i jedziemy tam wygrać - zapowiada Kudła. Zapowiedzi brzmią obiecująco, ale sosnowiecka rzeczywistość wygląda zdecydowanie mniej różowo...
Polecane
II liga