Bramkarz Ruchu: Nie udało się dotrzymać koncentracji do końca

10.11.2012
- Zabrakło nam 10 minut do zdobycia punktu. Tego jednak nie rozumiem, bo jeśli nie możesz wygrać meczu, to musisz go zremisować - mówi Michal Pesković, bramkarz Ruchu Chorzów.
Po spotkaniu z Lechią Gdańsk w chorzowskiej ekipie zawiedzeni byli wszyscy. - Lechia miała zdecydowanie więcej szans. W końcu jedną wykorzystała. My przegraliśmy walkę o środek pola. Ze środka szło za mało piłek do naszych napastników. Kontuzje naszych pomocników tylko trochę tłumaczą nasz słaby występ - dodaje słowacki golkiper.

- Pierwsza połowa była słaba w naszym wykonaniu. Praktycznie nie zagroziliśmy bramce Lechii. W drugiej zagraliśmy nieco lepiej, ale to było jednak za mało, żeby chociaż zremisować. Nie możemy zwalać porażki na kontuzję, bo wchodzą inni i teraz oni muszą "ciągnąć" mecz. Nie możemy też cały czas liczyć na Arka. Cieszymy się, że wrócił do gry, ale musimy się nauczyć radzić sobie bez niego. Przy bramce gdzieś popełniliśmy błąd, bo nie może być tak, że zawodnik gości zostaje sam i dokłada tylko nogę. Szkoda, że uciekł nam ten punkt - twierdzi Maciej Sadlok.

Zadowolony mógł być za to były gracz chorzowian Łukasz Surma, dziś grający w Gdańsku. - Przyjechaliśmy do Chorzowa po trzy punkty. Na wyjazdach gra nam się w tym sezonie znakomicie i potwierdziliśmy dobrą wyjazdową formę. Od początku meczu przejęliśmy inicjatywę. Ruch zaczął się trochę odgryzać dopiero po przerwie. Pod koniec drugiej połowy znów opanowaliśmy sytuację i zadaliśmy "Niebieskim" decydujące trafienie. Gola zdobył bardzo młody chłopak, który wchodził do gry nieco wystraszony, więc ta bramka na pewno mu pomoże. Ja zawsze z dużym sentymentem wracam do Chorzowa, gdzie kiedyś grałem i gdzie są tak wspaniali kibice - kończy Łukasz Surma.
źródło: Sport

Przeczytaj również