Bramkarz Piasta Gliwice: Legia stanowi dla mnie priorytet
Wiem, że w meczu z Legią zagrać nie możesz...
- Mogę.
Jak to? Przecież Legia zastrzegła sobie, że piłkarze będący w Gliwicach na wypożyczeniu, zagrać nie mogą.
- Ja nie mam wpisanej takiej klauzuli. Damian Zbozień i Wojtek Lisowski nie mogą zagrać. Ja mogę.
Dobrze wiedzieć. Rozmawiam z warszawiakiem i wychowankiem Legii, więc zadam pytanie z zawartą już tezą: Kto zdobędzie mistrzostwo Polski i dlaczego to będą "Wojskowi"?
- Będzie to Legia, bo zasługuje na mistrzostwo. Ma w miarę bezpieczną przewagę nad Lechem oraz dobry bezpośredni wynik z "Kolejorzem". Legia wygrała w Poznaniu - co jest ważne - i ma swego rodzaju "ubezpieczenie" w momencie, gdyby coś nie poszło po myśli warszawiaków. Poza tym, a może przede wszystkim... Legia jest bardziej doświadczoną drużyną od Lecha. W zeszłym roku "Wojskowi" przejechali się na tym, że już byli niemal pewni tytułu mistrzowskiego i zaliczyli zły finisz. Teraz - bogatsi o niedawne doświadczenia - nie popełnią tego samego błędu.
A bardziej przekonuje cię gra Legii? Bo mnie bardziej podoba się ostatnio postawa "Kolejorza"...
- Trudno się nie zgodzić z tym, że Lech ostatnio gra bardzo fajnie i ładnie dla oka... choć też nie we wszystkich meczach. Czasami rozgrywają dwie różne połowy. Zwycięstwo jednak zdobywa się w 30 kolejkach, w których się wygrywa i punktuje, a nie tylko gra ładnie. Może więc i Legia miała ostatnio kryzys piłki ładnej dla oka, ale regularnie zdobywała po trzy punkty. To, jak kto ostatnio grał, schodzi więc na dalszy plan. A Legia wciąż ma czteropunktową przewagę nad Lechem.
W najbliższym meczu nie zagra Jakub Kosecki. Jest natomiast Wladimer Dwaliszwili. Czy ta silna i wyrównana ławka rezerwowych największym atutem Legii w walce o mistrzostwo?
- Myślę, że to bardzo ważny element wyścigu o mistrzostwo. Nie można jednak mówić, że Lech nie ma dobrej ławki... choć nie tak silnej jak rezerwa Legii. W Warszawie tych nazwisk, które mogą coś wnieść na boisko, jest bardzo wiele. To nie są piłkarze, którzy tylko wchodzą na murawę i po prostu zmieniają, uzupełniają skład. To gracze, którzy dają nową jakość. Ławka rezerwowych zacznie być kluczowa w końcowej fazie rozgrywek, właściwie już zaczęła być, kiedy Legia przez miesiąc gra co trzy dni i może - oprócz mistrzostwa - zgarnąć także Puchar Polski. Jeśli nie będzie wysypu urazów i kartek, to Legia powinna poradzić sobie z tą walką na dwóch frontach. Wcale nie musi to być przewaga Lecha.
Mówimy o przewadze drużyny ze stolicy, ale to nie Legia "przejechała się" po Piaście, a właśnie Lech. Natomiast - co warto podkreślić - gliwiczanie mogli sprawić dużą sensację na Łazienkowskiej. W końcu prowadzili w meczu jesiennym nawet 2-0.
- Można powiedzieć, że to był mecz, który nam wyszedł, ale i tak go przegraliśmy. Jesienne spotkanie na Łazienkowskiej zaczęło się rewelacyjnie, gol Fernanda Cuerdy, później błąd Artura Jędrzejczyka i Wojtek Kędziora podwyższył na 2-0... ale później Legia złapała rytm i pokazała, że jest klasową drużyną. Pokonali nas, strzelając trzy gole, nawet pomimo naszej dobrej gry. Po tym meczu wniosek jest jeden - w spotkaniu z Legią należy być cały czas czujnym. Jeśli chcemy myśleć o pozytywnym wyniku z warszawiakami, to musimy liczyć, że i to spotkanie dobrze się dla nas zacznie, ale teraz już nie możemy popełnić błędów z jesieni. Natomiast fakt, że Lech w dwumeczu wysoko nas pokonał, a z Legią potrafiliśmy podjąć walkę, nie ma dla mnie większego znaczenia. Można teoretyzować, że Legia zagrała słabiej od poznaniaków, ale tak jak mówię - to tylko gdybanie. Spotkanie z Legią miało dwa oblicza, ale ważne jest to, że pokazali jak groźni potrafią być. Musimy być na to gotowi, bo łatwo nie będzie.
A jak wyglądała sytuacja w szatni po meczu z Legią, gdy dowiedzieliście się, że kontaktowy gol Danijela Ljuboji padł ze spalonego?
- Dowiedzieliśmy się o tym dopiero w autokarze. Ale jakiejś szczególnie wielkiej złości nie było. Takie rzeczy się po prostu zdarzają. Pewnie co innego by było, gdyby gol padł po rażącym błędzie sędziego, o którym wiedzielibyśmy jeszcze będąc na boisku. Natomiast w tamtej sytuacji po prostu przyjęliśmy to do wiadomości. Przegraliśmy 2-3 i pretensje mieliśmy tylko do siebie. Nie było tłumaczeń, że legioniści strzelili gola ze spalonego.
Legijna "kolonia" w Gliwicach liczy trzy osoby. Raczej wszyscy marzycie o powrocie na Łazienkowską i grze w barwach Legii w przyszłym sezonie?
- Myślimy o swojej przyszłości... ale niezbyt intensywnie. Jest jeszcze parę kolejek do końca sezonu i wiele się może zdarzyć. Też nie wszystko od nas zależy. Wiadomo, w jakiej jesteśmy sytuacji. Z naszej trójki regularnie gra tylko Damian (Zbozień - dop. red.). Jednak o swoją przyszłość jestem spokojny. Jeśli Legia będzie chciała mnie z powrotem, to wrócę. Jeśli powiedzą, że mnie nie potrzebują, to też sobie poradzę, bo wiem, że dam radę. Nie ukrywam jednak, że Legia stanowi dla mnie priorytet. W tym klubie się wychowałem, tam spędziłem 12 lat swojego piłkarskiego życia. Będę szczęśliwy jeśli będą chcieli mnie z powrotem i zwiążą ze mną nadzieje na przyszłość.

Foto: legia.com
Wspominasz, że w Gliwicach nie grasz w pierwszym składzie... nie traktujesz więc wypożyczenia do Gliwic jako czasu straconego?
- To dla mnie ciężki kawałek chleba. Moi bliscy i osoby w Legii myśleli, że przyjdę tu grać. Mnie też się tak wydawało... Moja przygoda z Piastem zaczęła się jednak nieco nieszczęśliwie, bo do Gliwic trafiłem trochę późno. Ominął mnie obóz przygotowawczy i trenerzy postanowili postawić na Darka Trelę, który obecnie prezentuje bardzo wysoką formę. Można powiedzieć, że ma rundę życia. Jeśli można tak powiedzieć, to "mam pecha". W pierwszej rundzie niewiele ode mnie zależało. Zimą mogłem wrócić do Legii, ale postanowiłem zostać i nie mam czego żałować. Zdołałem zadebiutować w ekstraklasie, w spotkaniu z Wisłą. W Legii również byłoby mi ciężko o granie, a tu przynajmniej zaliczyłem jedno spotkanie. To tylko jeden mecz, ale on naprawdę wiele mi dał. Teraz wiem jak smakuje ta liga i każdy kolejny mecz będzie dla mnie łatwiejszy. To już nie będzie ten pierwszy mecz w ekstraklasie, ale następny. Myślę, że przeciwko Wiśle zagrałem swoje. Zagrałem najlepiej jak potrafiłem. Teraz w treningu też pokazuje się dobrze. Ostatnio grałem w meczu młodego Piasta i myślę, że też zrobiłem to, co do mnie należało. Trenerzy stawiają jednak na Darka. Obsada bramki jest decyzją, która leży w ich gestii. Na razie nie wygląda na to, aby coś miało się zmienić w hierarchii bramkarzy w Piaście, ale ja robię swoje i mam czyste sumienie. Wiem, że zrobiłem wszystko, co było w mojej mocy. Dlatego wypożyczenia nie żałuję, nie traktuję go jako straconego czasu. W Gliwicach nauczyłem się wielu ważnych rzeczy. Wiem jak wygląda i funkcjonuje szatnia gdzie indziej niż w Legii, gdzie - jak już mówiłem - spędziłem całe swoje piłkarskie życie. Wiem jak odnaleźć się w nowym klubie, mieście. Zdaję sobie sprawę, że jestem w stanie sobie poradzić w innym miejscu niż Warszawa. Jeśli kiedyś przyjdzie mi się z Legią rozejść, nie będzie ze mną wiązała przyszłości, to wiem, że poradzę sobie w innym miejscu. Podejście do piłki, do treningów w Piaście jest takie jak w Legii, choć kluby się różnią. Dobrze jest jednak posmakować tego, bo większa perspektywa rozwija.
W rywalizacji z Dariuszem Trelą na pewno nie pomaga ci również fakt, że on jest zawodnikiem Piasta. Ty natomiast jesteś tylko wypożyczony.
- Nie ukrywajmy, że tak to wygląda z boku. Wierzę jednak, że trenerzy mają inną wizję, która opiera się tylko na ocenie sportowej rywalizacji.
Na koniec nie mogę nie spytać: kto wygra mecz Piast - Legia?
- Nie wiem (śmiech). Ciężko mi typować.
Zdaję sobie sprawę, że tak jest. Jakie to byłoby jednak uczucie, gdyby Piast urwał punkty Legii?
- To temat, na który ciężko mi się wypowiadać. Tak naprawdę, moja przyszłość jest nie wiadomo gdzie... Może w Legii, może tutaj? Swoje przemyślenia na temat tego spotkania zachowam więc dla siebie.
Rozmawiał Maciej Smolewski
Piast Gliwice - Legia Warszawa
Sobota, 18:00
Sędziuje Hubert Siejewicz (Białystok)