Bramkarz Lechii był wściekły. "Dwie bramki po dwóch strzałach!"

18.03.2013
- Piast wygrał dziś spotkanie, bo strzelił dwie bramki, po właściwie dwóch strzałach - kręcił głową zirytowany Michał Buchalik. Z kolei strzelcy goli dla Piasta byli w doskonałych nastrojach. - Byliśmy skuteczni - ripostowali.
Michał Buchalik to rybniczanin, który w Ekstraklasie zadebiutował w barwach Odry Wodzisław. - Powrót na Śląsk nie był dla mnie udany. Puściłem dziś dwa gole i przegraliśmy mecz - kręcił głową bramkarz.

Pierwszym ze wspomnianych przez Buchalika trafień było uderzenie Tomasza Podgórskiego z rzutu wolnego. - Piłka fajnie ułożyła mi się na stopie. Pomogło mi również to, że sędzia przesunął miejsce wykonywania wolnego bliżej bramki, po tym zagraniu Surmy ręką. Dzięki temu mogłem precyzyjniej przymierzyć - opisywał kapitan Piasta.

Ta sama sytuacja z perspektywy bramkarza Lechii wyglądała następująco: - Tomasz bardzo dobrze uderzył. Wydaje mi się, że piłka przeszła przez mur... choć nie jestem pewien i ciężko mi się "na gorąco" wypowiadać, aby kogoś nie oskarżyć przez przypadek - przyznał Buchalik. - Jeśli ktoś uchylił głowę i dzięki temu strzeliłem gola - to jestem z tego faktu bardzo zadowolony! Aż obejrzę sobie tego gola w domu jeszcze raz! - śmiał się "Podgór".

- Sytuację z drugą bramką mogłem wybronić. Nie miałem szczęścia przy tym strzale, piłka odbiła mi się od rąk, od nogi i wpadła do bramki. Futbolówka była śliska i warunki do gry nie były dziś najlepsze - wzdychał Buchalik.

Z kolei Marcin Robak ripostował: - Jak to się mówi - warunki były takie same dla obu stron. Śnieg nie padał aż tak mocno, aby utrudnić grę. Drugiego gola strzeliliśmy, bo myślę, że zaskoczyliśmy Lechię. Poszliśmy w pole karne tylko we dwóch i myślę, że to mogło zaskoczyć Lechię. Trener nie chciał ryzykować posyłania w pole karne stoperów... i to poskutkowało. We dwóch daliśmy radę czterem obrońcom - cieszył się Robak.

- Po dośrodkowaniu starałem się przewidzieć gdzie upadnie piłka. Dobrze wyskoczyłem do futbolówki, przyjąłem ją na lewą nogę i od razu uderzyłem. Widziałem, że bramka padła dopiero po interwencji golkipera. Mam nadzieję, że w kolejnym meczu piłka również będzie mnie szukać - uśmiechnął się Robak.
autor: Maciej Smolewski

Przeczytaj również