Bokserscy pasjonaci uczą w Gierałtowicach szlachetnej sztuki obrony
07.06.2013
- Turniej został zorganizowany po to, by przyciągnąć widzów, sponsorów i szerzyć sport, bo u nas w okolicy są tylko piłkarze - mówił nam przed rokiem prezes Adam Firlit. Jak jest dzisiaj? Klubu piłkarskiego już praktycznie nie ma - urzędujący w tym samym budynku co Garda, LKS 35 Gierałtowice zajmuje się już wyłącznie szkoleniem młodzieży. Po seniorach nie ma już śladu...
Właśnie jedna z grup młodych piłkarzy kończy trening. Zaraz na boisko wybiegnie zaawansowana grupa bokserów. Początkująca jest teraz na sali, gdzie ćwiczy pod okiem trenera Adama Spiechy. W klubie jest też prezes Gardy, który zamiast odpoczywać po pracy, przyjeżdża i dogląda, czy wszystko jest w porządku. Zagaduje zawodników, pyta jak tam w szkole. O swoich podopiecznych wie wszystko.
- Wykonuje super robotę jako prezes. Ja nie byłbym w stanie zajmować się tym wszystkim. Czapki z głów przed nim. Każdą wolną chwilę poświęca na to, żeby załatwić jakieś pieniądze. Bardzo mi pomaga w prowadzeniu treningów. W innych klubach tego się nie praktykuje - prezes przychodzi raz na miesiąc, czy na dwa tygodnie i zapyta co słychać. A on jest tu praktycznie codziennie. Jak ja, siedzi od 16 do 22 ze mną. Dobrze się uzupełniamy - chwali trener Gardy.
W podobnym tonie o trenerze wypowiada się Firlit. Warto zaznaczyć, że klub jest prowadzony przez praktycznie te dwie osoby, które nie tylko nie zarabiają na tym, ale też... dokładają do tego, by zawodnikom niczego nie brakowało.
Od naszej ostatniej wizyty klub bardzo się zmienił. Na plus. Rok temu Garda nie miała własnego ringu, dzisiaj już ma. Gołym okiem widać też różnicę w posiadanym sprzęcie. Na początku działalności, niespełna trzy lata temu, w posiadaniu były dwa worki bokserskie i sześć par rękawic. - Jakoś się kombinowało, było ciężko. Trening wyglądał tak, że zawodnicy musieli się zmieniać. Klub powstał w okresie zimowym, wtedy robiliśmy siłę. Pomagaliśmy sobie przyrządami z siłowni, przynosiliśmy hantle z domów. Ćwiczyliśmy z oponami, młotami, pałami - wspomina Spiecha.

Dzisiaj samych worków jest 15, a rękawic 50 par. Do tego dochodzi wiele sprzętu potrzebnego do treningu - piąstkówki, skakanki, materace, skrzynie czy gruszki na szybkość. Ciekawostką jest to, że niecały sprzęt został zakupiony. Niektóre elementy zostały wykonane przez lokalnych przedsiębiorców, u których prezes z trenerem zatrudniali się. W zamian za przysługę.
Skąd Garda bierze pieniądze? Pomaga gmina, lokalni przedsiębiorcy. Są też składki członkowskie, jednak nie wszyscy muszą je opłacać. Jeśli kogoś nie stać - może trenować bez opłat. Jeśli brakuje, duet Firlit - Spiecha dokłada z własnej kieszeni. Na przykład, gdy trzeba wyłożyć pieniądze na dojazd na zawody. - Wsiadamy w auta razem z Adamem, bierzemy 6-8 zawodników i nikt nie patrzy, czy są środki na to, czy nie. Staramy się tak to zagospodarować, żeby było na starty i wyjazdy - mówi trener, który na zajęcia dojeżdża blisko 30 kilometrów.
Zajęcia grupy zaawansowanej rozpoczynają się od 10-minutowego biegu wokół boiska. To jednak dopiero początek, nawet nie rozgrzewka. Dzisiaj na trenujących czekają zajęcia typowo wytrzymałościowe, które w Gardzie odbywają się cztery razy na miesiąc. Przed treningiem zawodników czeka jeszcze rozmowa z trenerem...
- Była reprymenda za ostatnie zawody, bo wyszło u niektórych zawodników, że mają braki. Jeden wygrał pierwszą rundę "do wiwatu" u wszystkich sędziów 5-0, a mimo to, przegrał walkę 9-10. To nie powinno mieć miejsca kręci głową trener. - Druga rzecz - oni powinni wiedzieć, kto tu rządzi. Komuś się nie chce biegać, bo zimno. Ja wychodzę z założenia, że jak jednemu czy drugiemu się nie chce, to lepiej, żeby nie przychodził w ogóle. Wolę poświęcić czas 2-3 osobom, które chcą, niż mieć 10-20, którym się nie chce - jasno stawia sprawę szkoleniowiec.

Nie można jednak powiedzieć, że w ekipie nie ma atmosfery. W trakcie zajęć nie brakuje docinek czy drobnych pogawędek. - Jak się czujesz? - pyta zalanego potem zawodnika trener. - Wspaniale - odpowiada. - A ja jeszcze lepiej! - ripostuje Spiecha, co wywołuje uśmiech na twarzach pozostałych. - Jak jest atmosfera, to są wyniki. Jak są kłótnie, to o efekcie można zapomnieć - wyjaśnia. Ćwiczący mogą do niego - i prezesa - przyjść z każdym problemem.
Nie jest jednak tak, że Garda tylko przegrywa. Wręcz przeciwnie! Wygrywa i to coraz częściej. - W tamtym roku pojechaliśmy na eliminacje do Olimpiady Młodzieży. Od nas startował Dawid Tomiczek. W półfinale waży go delegat i pyta: "Garda Gierałtowice? Gdzie to jest?". Okazało się, że Dawid walczył z jego zawodnikiem. Wygrał przed czasem w pierwszej rundzie. Na drugi dzień kolejne ważenie i pytam gościa: już wiesz gdzie są Gierałtowice? Lekko się zdziwił - wspomina Spiecha.
W tym roku mało zabrakło, a Gierałtowice mogłyby się pochwalić dwoma medalami mistrzostw Polski. - Nasi zawodnicy trafili na mistrzów kraju już w ćwierćfinałach. Justyna Górnik trenuje pół roku, już samo to, że pojechała było osiągnięciem. W jej wadze było 16 zawodniczek, w pierwszej walce wygrała przed czasem, w drugiej trafiła na Magdę Cieślik, która trzy razy zdobyła mistrzostwo Polski i dodatkowo została wybraną najlepszą zawodniczką zawodów. Trafiła najgorzej jak mogła. A w dodatku, to... są koleżanki z kadry Śląska, razem mieszkały w pokoju - mówi trener. - W przyszłym roku bardzo liczę na Justynę. To jest talent - dodaje.
Obecnie w Gardzie trenują cztery dziewczyny, chociaż początkowo kobiety nie były brane pod uwagę. - Zaczęliśmy inaczej na nie patrzeć. Na początku wyganiałem je z sali, zawsze byłem przeciwny boksowi kobiet. Wszystko zaczęło się od Klaudii Tomeckiej. Chciała przyjść. Pomyślałem - no dobra, niech jedna jest. Chodziła, chodziła, pierwsza, druga, trzecia walka... Zauważył ją trener kadry Śląska i zrobiła brązowy medal międzynarodowych mistrzostw Śląska. Zacząłem się bliżej przyglądać rywalizacji dziewcząt. Są bardziej zawzięte od chłopaków, chyba nawet bardziej im zależy - porównuje nasz rozmówca.
Drugim zawodnikiem, który był blisko medalu mistrzostw Polski jest Mateusz Rumin. - Też trafił na
chłopaka, który wcześniej dwukrotnie wygrywał mistrzostwa. Gdyby nie te losowania, to na pewno cieszylibyśmy się z dwóch medali, a tak pozostał lekki niedosyt. Na tą chwilę "ciągnie" ten klub, odniósł jeden z największych sukcesów. Był rzucony na głęboką wodę. W pierwszej walce zmierzył się z chłopakiem, który miał 30 stoczonych pojedynków. Przegrał, ale nie przed czasem, jak się wszyscy spodziewali, co więcej, mały figiel, a by wygrał - mówi trener. - Małymi kroczkami doszedł do trzeciego miejsca Pucharu Polski. Obecnie ma 40 walk. Teraz na Śląsku to jego się boją - chwali Spiecha.
Garda zdobywa także pierwsze sukcesy drużynowo - bo takim z pewnością można nazwać trzecie miejsce na mistrzostwach Śląska. - Klub, który istnieje ponad dwa lata, stawia czoło takim, które istnieją już kilkadziesiąt - z dumą mówią prowadzący Gardę. - Myślę, że z roku na rok będzie coraz lepiej. Ludzie coraz przychylniej zaczęli się patrzeć na dyscyplinę. Przyjęte jest, że boks to bijatyka, a ja powtarzam to, czego nauczył mnie mój trener, świętej pamięci Tadeusz Łada - boks to szlachetna sztuka obrony, a nie bijatyka. Walki się wygrywa głową, nogami, ręce są na końcu - przyznaje nauczyciel gierałtowickich bokserów.
- Tu jest potrzebny sukces. Jak jeden go zdobędzie, to ciągnie na salę następnych, inni chcą mu dorównać. Uczymy się od lepszych. Miejmy nadzieję, że to kiedyś na nas będą się wzorować. Coś jest na rzeczy, zaczynają nas doceniać, nie tylko na Śląsku - przyznaje Spiecha.
Doceniają nie tylko zawodników, ale też i samego Spiechę. Trener Gardy został wybrany do Komisji Rewizyjnej Śląskiego Związku Bokserskiego, a także jest członkiem sztabu szkoleniowego kadry Śląska, w której odpowiada za młodzików. - Trener koordynator mnie zauważył i zaproponował współpracę. Jeżdżę na obozy, pomagam mu wybierać 13-to i 14-latków. W tamtym roku z tej grupy mieliśmy sześć medali mistrzostw Polski - opowiada.
Wyjazd trenera wiąże się z pewnymi niedogodnościami dla klubu. Jest to przecież jedyny szkoleniowiec w Gardzie. - Ciężko to połączyć. Taki wyjazd na kadrę wiąże się z tym, że zostawiam klub na dwa tygodnie. Jak nie ma Adama, bo musi iść do pracy, to jest ciężko. A szkoda to zostawić, bo jak na kadrze jest 1-2 zawodników, to 20 na tym cierpi - wyjaśnia. O tym, że w Gierałtowicach wykonują dobrą robotę świadczy też fakt, że inne kluby chcą wypożyczać zawodników Gardy na zawody - na przykład ostatnio, w Dąbrowie Górniczej, gdzie rozgrywany był mecz międzypaństwowy.
Przedział wiekowy w Gardzie jest dosyć duży. Trenują dorośli ludzie, ale też i tacy, którzy... dopiero zaczynają chodzić do podstawówki. - Nie powinno się ich za bardzo uczyć, głównie chodzi o technikę, gry i zabawy. To są jeszcze dzieciaki, które nie mają koordynacji ruchowej, przewracają się. Trochę
śmiesznie to wygląda - przyznaje trener, ale dodaje, że postawa jednego z dzieciaków (siedmiolatek!) zasługuje nie na śmiech, a na solidne oklaski. - Czapki z głów przed nim. Jeśli wytrzyma i wytrwa, to będziemy mieć tutaj poważnego mistrza. To naprawdę talent - twierdzi Spiecha. Zanim jednak usłyszymy o pierwszych sukcesach, trochę wody w Brynicy upłynie - walczyć można dopiero mając 14 lat...
W Gierałtowicach interesują się nie tylko wynikami sportowymi swoich zawodników, ale też tym, co robią przed przyjściem na salę. - Kładziemy nacisk na szkołę. Co miesiąc zawodnicy mają przynosić kartki z ocenami i opiniami od wychowawców na temat zachowania. Jak któryś ma zaległości albo nieobecności, o których nie wiemy, to jest zawieszany. Dopóki się nie poprawi - tłumaczy trener. Od tej reguły nie ma wyjątków. Nie tak dawno temu zawieszony został chłopak, który odnosił znaczące sukcesy.
- Nie sprawdza się praktyka z innych klubów. "Szanuj go, bo już ci na salę nie przyjdzie". Trudno, dla mnie ważniejsza jest nauka tych młodych ludzi, a nie wynik. Ilu z nich będzie żyło z boksu? Jeden, może dwóch się wybije. A reszta? Życie przed nimi, ja sobie nie pozwolę, żeby zawalili je przez treningi - jasno stawia sprawę Spiecha.
Jest już po 21:00. Trener z prezesem omawiają jeszcze plan na najbliższe dni. W Gierałtowicach wkrótce odbędzie się Liga Juniorów. Pracy jest więc sporo. Udało się załatwić farbę, więc będzie trzeba pomalować ściany. Zrobią to sami zawodnicy, którzy zgłoszą się na ochotników. Plan działań został nakreślony, można więc zamknąć salę. - Czas trochę pomieszkać - rzucają na odchodne. Jutro znowu tu przyjadą.
Właśnie jedna z grup młodych piłkarzy kończy trening. Zaraz na boisko wybiegnie zaawansowana grupa bokserów. Początkująca jest teraz na sali, gdzie ćwiczy pod okiem trenera Adama Spiechy. W klubie jest też prezes Gardy, który zamiast odpoczywać po pracy, przyjeżdża i dogląda, czy wszystko jest w porządku. Zagaduje zawodników, pyta jak tam w szkole. O swoich podopiecznych wie wszystko.
- Wykonuje super robotę jako prezes. Ja nie byłbym w stanie zajmować się tym wszystkim. Czapki z głów przed nim. Każdą wolną chwilę poświęca na to, żeby załatwić jakieś pieniądze. Bardzo mi pomaga w prowadzeniu treningów. W innych klubach tego się nie praktykuje - prezes przychodzi raz na miesiąc, czy na dwa tygodnie i zapyta co słychać. A on jest tu praktycznie codziennie. Jak ja, siedzi od 16 do 22 ze mną. Dobrze się uzupełniamy - chwali trener Gardy.
W podobnym tonie o trenerze wypowiada się Firlit. Warto zaznaczyć, że klub jest prowadzony przez praktycznie te dwie osoby, które nie tylko nie zarabiają na tym, ale też... dokładają do tego, by zawodnikom niczego nie brakowało.
Od naszej ostatniej wizyty klub bardzo się zmienił. Na plus. Rok temu Garda nie miała własnego ringu, dzisiaj już ma. Gołym okiem widać też różnicę w posiadanym sprzęcie. Na początku działalności, niespełna trzy lata temu, w posiadaniu były dwa worki bokserskie i sześć par rękawic. - Jakoś się kombinowało, było ciężko. Trening wyglądał tak, że zawodnicy musieli się zmieniać. Klub powstał w okresie zimowym, wtedy robiliśmy siłę. Pomagaliśmy sobie przyrządami z siłowni, przynosiliśmy hantle z domów. Ćwiczyliśmy z oponami, młotami, pałami - wspomina Spiecha.

Dzisiaj samych worków jest 15, a rękawic 50 par. Do tego dochodzi wiele sprzętu potrzebnego do treningu - piąstkówki, skakanki, materace, skrzynie czy gruszki na szybkość. Ciekawostką jest to, że niecały sprzęt został zakupiony. Niektóre elementy zostały wykonane przez lokalnych przedsiębiorców, u których prezes z trenerem zatrudniali się. W zamian za przysługę.
Skąd Garda bierze pieniądze? Pomaga gmina, lokalni przedsiębiorcy. Są też składki członkowskie, jednak nie wszyscy muszą je opłacać. Jeśli kogoś nie stać - może trenować bez opłat. Jeśli brakuje, duet Firlit - Spiecha dokłada z własnej kieszeni. Na przykład, gdy trzeba wyłożyć pieniądze na dojazd na zawody. - Wsiadamy w auta razem z Adamem, bierzemy 6-8 zawodników i nikt nie patrzy, czy są środki na to, czy nie. Staramy się tak to zagospodarować, żeby było na starty i wyjazdy - mówi trener, który na zajęcia dojeżdża blisko 30 kilometrów.
Zajęcia grupy zaawansowanej rozpoczynają się od 10-minutowego biegu wokół boiska. To jednak dopiero początek, nawet nie rozgrzewka. Dzisiaj na trenujących czekają zajęcia typowo wytrzymałościowe, które w Gardzie odbywają się cztery razy na miesiąc. Przed treningiem zawodników czeka jeszcze rozmowa z trenerem...
- Była reprymenda za ostatnie zawody, bo wyszło u niektórych zawodników, że mają braki. Jeden wygrał pierwszą rundę "do wiwatu" u wszystkich sędziów 5-0, a mimo to, przegrał walkę 9-10. To nie powinno mieć miejsca kręci głową trener. - Druga rzecz - oni powinni wiedzieć, kto tu rządzi. Komuś się nie chce biegać, bo zimno. Ja wychodzę z założenia, że jak jednemu czy drugiemu się nie chce, to lepiej, żeby nie przychodził w ogóle. Wolę poświęcić czas 2-3 osobom, które chcą, niż mieć 10-20, którym się nie chce - jasno stawia sprawę szkoleniowiec.

Nie można jednak powiedzieć, że w ekipie nie ma atmosfery. W trakcie zajęć nie brakuje docinek czy drobnych pogawędek. - Jak się czujesz? - pyta zalanego potem zawodnika trener. - Wspaniale - odpowiada. - A ja jeszcze lepiej! - ripostuje Spiecha, co wywołuje uśmiech na twarzach pozostałych. - Jak jest atmosfera, to są wyniki. Jak są kłótnie, to o efekcie można zapomnieć - wyjaśnia. Ćwiczący mogą do niego - i prezesa - przyjść z każdym problemem.
Nie jest jednak tak, że Garda tylko przegrywa. Wręcz przeciwnie! Wygrywa i to coraz częściej. - W tamtym roku pojechaliśmy na eliminacje do Olimpiady Młodzieży. Od nas startował Dawid Tomiczek. W półfinale waży go delegat i pyta: "Garda Gierałtowice? Gdzie to jest?". Okazało się, że Dawid walczył z jego zawodnikiem. Wygrał przed czasem w pierwszej rundzie. Na drugi dzień kolejne ważenie i pytam gościa: już wiesz gdzie są Gierałtowice? Lekko się zdziwił - wspomina Spiecha.
W tym roku mało zabrakło, a Gierałtowice mogłyby się pochwalić dwoma medalami mistrzostw Polski. - Nasi zawodnicy trafili na mistrzów kraju już w ćwierćfinałach. Justyna Górnik trenuje pół roku, już samo to, że pojechała było osiągnięciem. W jej wadze było 16 zawodniczek, w pierwszej walce wygrała przed czasem, w drugiej trafiła na Magdę Cieślik, która trzy razy zdobyła mistrzostwo Polski i dodatkowo została wybraną najlepszą zawodniczką zawodów. Trafiła najgorzej jak mogła. A w dodatku, to... są koleżanki z kadry Śląska, razem mieszkały w pokoju - mówi trener. - W przyszłym roku bardzo liczę na Justynę. To jest talent - dodaje.
Obecnie w Gardzie trenują cztery dziewczyny, chociaż początkowo kobiety nie były brane pod uwagę. - Zaczęliśmy inaczej na nie patrzeć. Na początku wyganiałem je z sali, zawsze byłem przeciwny boksowi kobiet. Wszystko zaczęło się od Klaudii Tomeckiej. Chciała przyjść. Pomyślałem - no dobra, niech jedna jest. Chodziła, chodziła, pierwsza, druga, trzecia walka... Zauważył ją trener kadry Śląska i zrobiła brązowy medal międzynarodowych mistrzostw Śląska. Zacząłem się bliżej przyglądać rywalizacji dziewcząt. Są bardziej zawzięte od chłopaków, chyba nawet bardziej im zależy - porównuje nasz rozmówca.
Drugim zawodnikiem, który był blisko medalu mistrzostw Polski jest Mateusz Rumin. - Też trafił na
chłopaka, który wcześniej dwukrotnie wygrywał mistrzostwa. Gdyby nie te losowania, to na pewno cieszylibyśmy się z dwóch medali, a tak pozostał lekki niedosyt. Na tą chwilę "ciągnie" ten klub, odniósł jeden z największych sukcesów. Był rzucony na głęboką wodę. W pierwszej walce zmierzył się z chłopakiem, który miał 30 stoczonych pojedynków. Przegrał, ale nie przed czasem, jak się wszyscy spodziewali, co więcej, mały figiel, a by wygrał - mówi trener. - Małymi kroczkami doszedł do trzeciego miejsca Pucharu Polski. Obecnie ma 40 walk. Teraz na Śląsku to jego się boją - chwali Spiecha.Garda zdobywa także pierwsze sukcesy drużynowo - bo takim z pewnością można nazwać trzecie miejsce na mistrzostwach Śląska. - Klub, który istnieje ponad dwa lata, stawia czoło takim, które istnieją już kilkadziesiąt - z dumą mówią prowadzący Gardę. - Myślę, że z roku na rok będzie coraz lepiej. Ludzie coraz przychylniej zaczęli się patrzeć na dyscyplinę. Przyjęte jest, że boks to bijatyka, a ja powtarzam to, czego nauczył mnie mój trener, świętej pamięci Tadeusz Łada - boks to szlachetna sztuka obrony, a nie bijatyka. Walki się wygrywa głową, nogami, ręce są na końcu - przyznaje nauczyciel gierałtowickich bokserów.
- Tu jest potrzebny sukces. Jak jeden go zdobędzie, to ciągnie na salę następnych, inni chcą mu dorównać. Uczymy się od lepszych. Miejmy nadzieję, że to kiedyś na nas będą się wzorować. Coś jest na rzeczy, zaczynają nas doceniać, nie tylko na Śląsku - przyznaje Spiecha.
Doceniają nie tylko zawodników, ale też i samego Spiechę. Trener Gardy został wybrany do Komisji Rewizyjnej Śląskiego Związku Bokserskiego, a także jest członkiem sztabu szkoleniowego kadry Śląska, w której odpowiada za młodzików. - Trener koordynator mnie zauważył i zaproponował współpracę. Jeżdżę na obozy, pomagam mu wybierać 13-to i 14-latków. W tamtym roku z tej grupy mieliśmy sześć medali mistrzostw Polski - opowiada.
Wyjazd trenera wiąże się z pewnymi niedogodnościami dla klubu. Jest to przecież jedyny szkoleniowiec w Gardzie. - Ciężko to połączyć. Taki wyjazd na kadrę wiąże się z tym, że zostawiam klub na dwa tygodnie. Jak nie ma Adama, bo musi iść do pracy, to jest ciężko. A szkoda to zostawić, bo jak na kadrze jest 1-2 zawodników, to 20 na tym cierpi - wyjaśnia. O tym, że w Gierałtowicach wykonują dobrą robotę świadczy też fakt, że inne kluby chcą wypożyczać zawodników Gardy na zawody - na przykład ostatnio, w Dąbrowie Górniczej, gdzie rozgrywany był mecz międzypaństwowy.
Przedział wiekowy w Gardzie jest dosyć duży. Trenują dorośli ludzie, ale też i tacy, którzy... dopiero zaczynają chodzić do podstawówki. - Nie powinno się ich za bardzo uczyć, głównie chodzi o technikę, gry i zabawy. To są jeszcze dzieciaki, które nie mają koordynacji ruchowej, przewracają się. Trochę
śmiesznie to wygląda - przyznaje trener, ale dodaje, że postawa jednego z dzieciaków (siedmiolatek!) zasługuje nie na śmiech, a na solidne oklaski. - Czapki z głów przed nim. Jeśli wytrzyma i wytrwa, to będziemy mieć tutaj poważnego mistrza. To naprawdę talent - twierdzi Spiecha. Zanim jednak usłyszymy o pierwszych sukcesach, trochę wody w Brynicy upłynie - walczyć można dopiero mając 14 lat...W Gierałtowicach interesują się nie tylko wynikami sportowymi swoich zawodników, ale też tym, co robią przed przyjściem na salę. - Kładziemy nacisk na szkołę. Co miesiąc zawodnicy mają przynosić kartki z ocenami i opiniami od wychowawców na temat zachowania. Jak któryś ma zaległości albo nieobecności, o których nie wiemy, to jest zawieszany. Dopóki się nie poprawi - tłumaczy trener. Od tej reguły nie ma wyjątków. Nie tak dawno temu zawieszony został chłopak, który odnosił znaczące sukcesy.
- Nie sprawdza się praktyka z innych klubów. "Szanuj go, bo już ci na salę nie przyjdzie". Trudno, dla mnie ważniejsza jest nauka tych młodych ludzi, a nie wynik. Ilu z nich będzie żyło z boksu? Jeden, może dwóch się wybije. A reszta? Życie przed nimi, ja sobie nie pozwolę, żeby zawalili je przez treningi - jasno stawia sprawę Spiecha.
Jest już po 21:00. Trener z prezesem omawiają jeszcze plan na najbliższe dni. W Gierałtowicach wkrótce odbędzie się Liga Juniorów. Pracy jest więc sporo. Udało się załatwić farbę, więc będzie trzeba pomalować ściany. Zrobią to sami zawodnicy, którzy zgłoszą się na ochotników. Plan działań został nakreślony, można więc zamknąć salę. - Czas trochę pomieszkać - rzucają na odchodne. Jutro znowu tu przyjadą.
Polecane
Sporty inne