Bohater Gliwic: Kibice nieśli nas do przodu, dzięki nim wygraliśmy
05.11.2011
Kibice do końca w was wierzyli. Mam wrażenie, że bez ich dopingu nie zdołalibyście przechylić szali na swoją korzyść. Zgadzasz się z tym?
- Publiczność pomaga. I to bardzo! Kiedy gra się na własnym stadionie, przy takich kibicach, to na pewno czuje się, jak doping "niesie do przodu". Dzięki naszym fanom w dużej mierze przechyliliśmy szalę na swoją korzyść. Mam nadzieję, że w następnych meczach frekwencja dopisze, a my się odwdzięczymy i nadal będziemy wygrywać.
Dwie bramki strzelone w samej końcówce i ostatecznie zwycięstwo. Scenariusz podobny do pamiętnego finału Ligi Mistrzów z udziałem Manchesteru United i Bayernu Monachium. Lepszego scenariusza chyba nie mogliście sobie wyobrazić?
- Wiadomo, że człowiek chciałby strzelić szybko dwie bramki i spokojnie prowadzić mecz. Cóż, potoczyło się to inaczej. Cieszy, że późno, bo późno, ale zdobyliśmy te dwa gole, dzięki czemu kibice opuszczali stadion w dobrych nastrojach. Podobnie jak ludzie, którzy są związani z Piastem i w ostatnim czasie angażowali się przy organizacji tego spotkania. Wiem, że praca trwała dzień i noc. Szacunek dla tych ludzi, bo wszystko wyglądało dzisiaj pięknie.
Gol na 1-1 był najpiękniejszym momentem w karierze?
- Nie wiem, czy najpiękniejszym, ale bardzo cieszył. Zależało mi na tym, aby zagrać i pokazać się z dobrej strony. Bramka dała zespołowi wyrównanie, a mnie frajdę. Najważniejsze jednak, że potem zdołaliśmy trafić jeszcze raz i wygrać. Punktujemy regularnie w tym sezonie, co cieszy najbardziej.
Większość kolejnych meczów rozegracie przy Okrzei. To będzie atut?
- Swój stadion to zawsze atut. Jednak dziś Wisła Płock wyszła rozluźniona, w pierwszej połowie pokazała dobrą piłkę i była bliska zwycięstwa. Inna sprawa, że mecz mógłby się różnie ułożyć, gdybyśmy wykorzystali swoje szanse przy 0-0. Nie ma jednak sensu tego roztrząsać. Nikt nie będzie za dwa tygodnie pamiętał, jak zagraliśmy w pierwszej odsłonie. A trzy punkty w naszym dorobku zostaną.
Rozmawiał Krzysztof Kubicki
- Publiczność pomaga. I to bardzo! Kiedy gra się na własnym stadionie, przy takich kibicach, to na pewno czuje się, jak doping "niesie do przodu". Dzięki naszym fanom w dużej mierze przechyliliśmy szalę na swoją korzyść. Mam nadzieję, że w następnych meczach frekwencja dopisze, a my się odwdzięczymy i nadal będziemy wygrywać.
Dwie bramki strzelone w samej końcówce i ostatecznie zwycięstwo. Scenariusz podobny do pamiętnego finału Ligi Mistrzów z udziałem Manchesteru United i Bayernu Monachium. Lepszego scenariusza chyba nie mogliście sobie wyobrazić?
- Wiadomo, że człowiek chciałby strzelić szybko dwie bramki i spokojnie prowadzić mecz. Cóż, potoczyło się to inaczej. Cieszy, że późno, bo późno, ale zdobyliśmy te dwa gole, dzięki czemu kibice opuszczali stadion w dobrych nastrojach. Podobnie jak ludzie, którzy są związani z Piastem i w ostatnim czasie angażowali się przy organizacji tego spotkania. Wiem, że praca trwała dzień i noc. Szacunek dla tych ludzi, bo wszystko wyglądało dzisiaj pięknie.
Gol na 1-1 był najpiękniejszym momentem w karierze?
- Nie wiem, czy najpiękniejszym, ale bardzo cieszył. Zależało mi na tym, aby zagrać i pokazać się z dobrej strony. Bramka dała zespołowi wyrównanie, a mnie frajdę. Najważniejsze jednak, że potem zdołaliśmy trafić jeszcze raz i wygrać. Punktujemy regularnie w tym sezonie, co cieszy najbardziej.
Większość kolejnych meczów rozegracie przy Okrzei. To będzie atut?
- Swój stadion to zawsze atut. Jednak dziś Wisła Płock wyszła rozluźniona, w pierwszej połowie pokazała dobrą piłkę i była bliska zwycięstwa. Inna sprawa, że mecz mógłby się różnie ułożyć, gdybyśmy wykorzystali swoje szanse przy 0-0. Nie ma jednak sensu tego roztrząsać. Nikt nie będzie za dwa tygodnie pamiętał, jak zagraliśmy w pierwszej odsłonie. A trzy punkty w naszym dorobku zostaną.
Rozmawiał Krzysztof Kubicki
Polecane
I liga
Przeczytaj również
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów